Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej szykuje się do sformułowania zarzutów wobec dowódcy polskiej załogi Tu-154M. „Nasz Dziennik” dowiedział się, że podstawą oskarżenia może być art. 263 rosyjskiego kodeksu karnego.
Jeżeli Komitet Śledczy pójdzie tropem wywodów MAK, uzna sposób pilotowania samolotu za „naruszenie zasad bezpieczeństwa ruchu lotniczego”, które spowodowało „śmierć dwóch lub więcej osób”. Tak część trzecia art. 263 rosyjskiego kodeksu karnego opisuje przestępstwo zagrożone karą do siedmiu lat więzienia. To byłby więc rdzeń oskarżenia. A dowody? Te są metodycznie zbierane, m.in. w Polsce.
Taki obrót sprawy wyraźnie sugeruje szef grupy prowadzącej rosyjskie śledztwo generał-major Michaił Guriewicz z zarządu ds. szczególnie ważnych śledztw w sprawach przeciwko osobom i bezpieczeństwu. W opublikowanym w sobotę wywiadzie dla PAP stwierdza, że „w razie stwierdzenia winy pilotów polskiego samolotu i niezgadzania się ich rodzin z wynikami śledztwa materiały zostaną skierowane do sądu w Smoleńsku w celu ich merytorycznego rozpatrzenia i wydania ostatecznej decyzji procesowej w tej sprawie”. Akta sprawy mają zostać „udostępnione do zapoznania osobom uznanym za pokrzywdzone, a także stronie oskarżenia”.
– Co mnie obchodzi, co się dzieje w Rosji? Mało to ludzi mówi różne rzeczy? A może on coś innego powiedział? – z wyraźnym niedowierzaniem o słowach Guriewicza mówi mec. Andrzej Werniewicz, pełnomocnik rodzin mjr. Arkadiusza Protasiuka i ppłk. Roberta Grzywny.
Precedens Lockharta
Praktyka rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości pokazuje, że prokuratura może sama zmienić decyzję o umorzeniu śledztwa. Nie trzeba do tego żadnego stanowiska bliskich uznanych za winnych. Co więcej, prokuratura może zmienić swoją decyzję, zatwierdzone już umorzenie sprawy cofnąć i skierować ją do sądu. Śmierć podejrzanego nie jest tu żadną przeszkodą; prokurator może zawsze dojść do wniosku, że są wątpliwości w sprawie i obwinionemu może przysługiwać rehabilitacja. To wystarczy, by zorganizować proces. Przykłady?
Znana sprawa Siergieja Magnitskiego to nie jedyny przypadek sądzenia w Rosji zmarłych.
W 2005 r. rosyjska prokuratura generalna wznowiła pośmiertnie sprawę Szkota Bruce’a Lockharta (1887-1970). Jej bohater był od 1912 r. brytyjskim konsulem w Moskwie, a po rewolucji październikowej kierował misją dyplomatyczną swojego kraju przy powstającym rządzie bolszewickim. Jako agent brytyjskiego wywiadu tworzył siatkę szpiegów na terenie ZSRS, potajemnie finansował Cerkiew prawosławną i antybolszewicką opozycję.
We wrześniu 1918 r. został aresztowany. Oskarżono go o udział w tzw. spisku trzech ambasadorów. Miał wraz z przedstawicielami Francji i USA organizować zamach na Lenina i planować obalenie władzy sowieckiej przy pomocy pułku ochraniających Lenina i Trockiego Łotyszy. Sprawa i proces stały się symbolem rozpoczęcia okresu tzw. czerwonego terroru. Lockhart uniknął kary. Wymieniono go na sowieckiego przedstawiciela w Londynie Maksima Litwinowa. W ZSRS Lockharta w procesie in absentia uznano za winnego i ogłoszono „wrogiem ludu pracującego, wyjętym spod prawa”. 87 lat od tego procesu i 35 lat po śmierci oskarżonego sprawę Szkota wszczęto ponownie z inicjatywy Prokuratury Generalnej, tym razem jako proces rehabilitacyjny. W jego wyniku uznano, że był winny zarzucanych mu czynów i nie ma podstaw do zmiany wyroku Trybunału Rewolucyjnego przy Wszechrosyjskim Centralnym Komitecie Wykonawczym z 3 grudnia 1918 roku. Decyzję tę podjęło Kolegium ds. karnych Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej 7 marca 2006 roku.
Na zakończenie rosyjskiego śledztwa w sprawie katastrofy czekamy w Polsce głównie ze względu na obietnicę, że wtedy wreszcie Rosja odda Polsce wrak samolotu. Do jakich wniosków dojdą oficerowie Komitetu Śledczego, wydawało się drugorzędne. Należy spodziewać się powtórzenia narracji Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Skoro śledczy muszą wskazać winnych, to zapewne wskażą. Nie będzie w tym kręgu – co jasno daje do zrozumienia Guriewicz – kontrolerów z lotniska ani tym bardziej ich dowódcy.
Tendencyjne pytania
„Nasz Dziennik” ujawnił w lipcu ubiegłego roku treść pytań, jakie w ramach pomocy prawnej skierował Komitet Śledczy do pilotów byłego specpułku, kolegów poległych w Smoleńsku. Wskazują one wyraźnie na pójście tropem polityczno-lotniczej psychologii znanej z raportu MAK. Stan moralny, stres związany z konfliktami z krewnymi lub kierownictwem, obawy, strach przed lądowaniem w Smoleńsku przy niesprzyjających warunkach pogodowych – to tematy przesłuchań zaplanowanych w Moskwie. Dalej są pytania o wpływ lotu do Gruzji w 2008 r. na stan emocjonalny załogi, o przygotowanie do wykonania manewru odejścia.
A co, gdy „kierownictwo kraju postawi zadanie lądowania na konkretnym lotnisku i w ustalonym czasie?” – brzmiało kolejne tendencyjne pytanie sformułowane przez Rosjan. Śledczy interesowali się obecnością w jednostce psychologa i egzaminami z języka rosyjskiego. Pytali, czy można lądować w warunkach poniżej obowiązującego minimum, a jeśli samolot miałby odlecieć na lotnisko zapasowe, to może tylko „po uzgodnieniu tego z prezydentem RP i dowódcą Sił Powietrznych”. Kapitan statku może odlecieć na lotnisko zapasowe. Padło oczywiście pytanie o zasady obecności pasażerów w kokpicie podczas lotu, a nawet o latanie bez aktualnej karty podejścia. Przypomnijmy, że tych ostatnich Rosjanie po prostu nie dostarczyli.
Wprawdzie w Warszawie przesłuchania żołnierzy specpułku niewiele dały, ale rosyjscy śledczy mają swoje sposoby, by dowieść, czego chcą. Jak jednak sformułowane zarzuty postawić osobie, która nie żyje? Proces w takiej sytuacji wydaje się bezsensowny. Jednak kodeks postępowania karnego Federacji Rosyjskiej ma furtkę na taką sytuację. Punkt 4 części pierwszej art. 24 nakazuje odmowę wszczęcia sprawy karnej w przypadku śmierci podejrzanego oraz jej umorzenie, jeśli umarł w trakcie dochodzenia. Umorzenie sprawy ma się dokonać także na etapie sądowym, gdy oskarżony umiera. Ale – uwaga – od tych zasad jest wyjątek. Sprawę kontynuuje się, jeżeli „jest to konieczne dla rehabilitacji zmarłego”.
Generał Guriewicz żali się w sobotnim wywiadzie na opieszałość polskiej prokuratury. „Z Polski nie wpłynęły materiały z naszych 8 wniosków o pomoc prawną” – mówi. Tymczasem z informacji przekazanych „Naszemu Dziennikowi” przez rzecznika Naczelnego Prokuratora Wojskowego płk. Zbigniewa Rzepę wynika, że takich niesfinalizowanych wniosków jest pięć. Wniosek z 6 września 2010 r. został zrealizowany tylko częściowo, bo polscy śledczy oczekują na wyniki ekspertyzy fonoskopijnej korespondencji radiowej załogi Jaka-40. To samo zastrzeżenie dotyczy wniosku z 6 kwietnia 2012 r. – prokuratorzy czekają na stosowne opinie, wywołane na potrzeby śledztwa – tłumaczy płk Zbigniew Rzepa. Z kolei wniosek z 18 grudnia 2012 r. jest obecnie realizowany – Komitet Śledczy zażyczył sobie próbek głosu do własnych ekspertyz fonoskopijnych. Pułkownik Rzepa nie ujawnia, czyje próbki głosu pojechały do Moskwy.

