Po majowym długim weekendzie znane będą dalsze losy śledztwa dotyczącego zaniechań prokuratorów wojskowych w śledztwie smoleńskim.
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu zakończyła wczoraj planowe przesłuchania w związku ze śledztwem w sprawie zaniedbań prokuratorów wojskowych po katastrofie samolotu Tu-154M. Lista świadków może jednak ulec jeszcze poszerzeniu. Decyzje mają zapaść tuż po majowym długim weekendzie.
– W moim przekonaniu to postępowanie jeszcze się nie kończy. W dalszym ciągu oczekuję na realizację szeregu moich wniosków dowodowych, bo skoro je złożyłem, to byłem przekonany, że była potrzeba ich zrealizowania, i uważam, że nic w tej sprawie się nie zmieniło – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik kilku rodzin ofiar katastrofy samolotu Tu-154M. Wiadomo jedynie, że chodzi o przesłuchanie kolejnych świadków. Szczegółów adwokat nie ujawnia.
Pszczółkowski zaznacza, że medialne informacje o przesłuchaniu „ostatniego ze świadków” w śledztwie odbiera jako ostatniego świadka z zaplanowanych przed przerwą majową. Przyznał jednak, że decyzja w tym zakresie należy do prokuratora referenta.
Podobnie sprawę ocenia prokuratura wojskowa. – Z tego, co wiem, te dwie przesłuchane w czwartek i piątek osoby to ostatnie z tych wcześniej zaplanowanych. O tym, czy będzie konieczność przesłuchania kolejnych świadków, zadecyduje prokurator już po przesłuchaniu tych osób i analizie całego zebranego materiału. Sądzę, że w najbliższych dniach poznamy tę decyzję – tłumaczy ppłk Sławomir Schewe, rzecznik Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Wedle informacji prokuratury, owymi ostatnimi zaplanowanymi świadkami miał być prokurator, który był na terenie Federacji Rosyjskiej po katastrofie samolotu Tu-154M (we czwartek przesłuchiwany był prok. Marek Pasionek) oraz osoba związana ze sprawą z innej kategorii. Prokuratura nie podała szczegółów dotyczących tego świadka. Z kolei Pszczółkowski zaznacza, że nie był to żaden ze świadków, o których przesłuchanie wnioskował w swoich wystąpieniach.
Pierwszym z przesłuchiwanych w śledztwie prokuratorów był gen. Krzysztof Parulski, były szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej, który tuż po katastrofie był w Smoleńsku i został dopuszczony przez Rosjan do uczestniczenia w sekcji zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przesłuchano też dwóch śledczych, którzy po katastrofie byli w Moskwie. To tam Rosjanie wykonywali sekcje, na które polscy prokuratorzy nie zdążyli dojechać. 11 kwietnia 2010 r. strona rosyjska poinformowała o zakończeniu badań.
Sekcje nie były wykonywane w ramach międzynarodowej pomocy prawnej, bo formalnie taki wniosek został zaakceptowany przez Rosjan dopiero 13 kwietnia. Mimo to prokuratura wojskowa nie zdecydowała się na prowadzenie własnych badań. 10 i 11 kwietnia do pracy na terenie FR zostali oddelegowani prokuratorzy wojskowi: gen. Krzysztof Parulski, płk Waldemar Praszczyk, płk Zbigniew Rzepa, płk Ireneusz Szeląg, ppłk Anatol Sawa, ppłk Tomasz Mackiewicz, ppłk Janusz Wójcik. Po trzech dniach dołączył do nich cywilny prokurator – Marek Pasionek.
Naciski Seremeta
Ostatnie zaplanowane przesłuchania zostały na początku tygodnia uprzedzone medialnymi wystąpieniami Andrzeja Seremeta, prokuratora generalnego, który m.in. na łamach „Gazety Wyborczej” prezentował pogląd, że polscy prokuratorzy nie zdecydowali się na sekcje zwłok ofiar katastrofy w Polsce, bo: „po przylocie trumien do kraju nie było żadnych powodów, by wątpić w rzetelność czynności rosyjskich. W kraju nie było też pełnej dokumentacji. Dokonane w Polsce ekshumacje i sekcje [pierwszą wykonano we wrześniu 2011 r. – przyp. red.] potwierdziły trafność wskazywanej w rosyjskiej dokumentacji przyczyny śmierci ofiar”.
Z taką narracją nie zgadza się mec. Piotr Pszczółkowski, uznając ją za przejaw zarówno „bezprecedensowego, publicznego wpływania na wynik toczącego się postępowania”, jak i „wyraźnego sugerowania prowadzącemu postępowanie prokuratorowi kierunku końcowej decyzji w sprawie”. – Wszelkie wypowiedzi i opinie prokuratora generalnego, będącego zwierzchnikiem prokuratorów, sugerujące, jaki powinien być wynik prowadzonego przez prokuraturę poznańską śledztwa, są w demokratycznym państwie niedopuszczalną formą nacisku na podwładnych. Muszą być bowiem postrzegane jako wywieranie presji na prowadzącego śledztwo prokuratora – podkreślił mec. Pszczółkowski.
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu prowadzi śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych – prokuratorów Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie i utrudniania postępowania karnego dotyczącego katastrofy smoleńskiej z doniesienia mec. Pszczółkowskiego. Chodzi o „zaniechanie uczestnictwa polskich prokuratorów w oględzinach i sekcjach zwłok 95 ciał ofiar katastrofy smoleńskiej na terenie Federacji Rosyjskiej i zaniechania przeprowadzenia oględzin i sekcji 96 ciał ofiar katastrofy po ich sprowadzeniu do Polski”.

