logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Śledczy kołują

Piątek, 17 maja 2013 (02:00)

Po publikacji „Naszego Dziennika”

Prokuratura wojskowa przyznaje, że w połowie ubiegłego roku doszło do przesłuchań dwóch funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.

Trzy tygodnie temu, dopytywana o sprawę, konsekwentnie odmawiała wszelkich informacji, zasłaniając się przepisami zabraniającymi podawania danych świadków. W reakcji na wczorajszy artykuł „Naszego Dziennika” pt. „Prokuratura wraca do pirotechników” Naczelna Prokuratura Wojskowa zdecydowała się potwierdzić informację, że przesłuchano funkcjonariuszy BOR, uściślając, że doszło do tego nie na początku tego roku, ale w połowie ubiegłego.

„Prokuratorzy Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie (prowadzącej śledztwo dotyczące katastrofy smoleńskiej) nie przesłuchali w 2013 r. żadnego funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu, który 10 kwietnia 2010 r. wykonywał czynności związane ze sprawdzeniem samolotu Tu-154 M nr 101 pod kątem obecności materiałów wybuchowych. Dwóch funkcjonariuszy BOR przesłuchanych zostało 24 i 25 lipca 2012 r.” – napisał w komunikacie płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy NPW.

Co takiego się stało, że śledczy już nie czuli się związani przepisami, szeroko interpretowanymi przez prokuraturę, prawa prasowego o nieujawnianiu danych osobowych świadków, na które powoływali się wcześniej, odmawiając informacji?

„Informuję, że z uwagi na treść art. 13 ust. 2 ustawy Prawo prasowe, Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie podaje do publicznej wiadomości danych osobowych przesłuchanych świadków (w rozumieniu tego przepisu za dane osobowe uważa się wszelkie informacje możliwe do zidentyfikowania danej osoby)” – argumentował niedawno płk Rzepa. Wczoraj, kiedy „Nasz Dziennik” próbował zapytać o przyczynę zmiany stanowiska, prokurator Rzepa stwierdził, że „jest zajęty”. Nie odpowiedział też na przesłanego z pytaniami e-maila.

Kwestie związane z rozpoznaniem pirotechnicznym są istotne i żywo interesują pełnomocników rodzin smoleńskich. Mecenas Stefan Hambura poinformował wczoraj „Nasz Dziennik”, że otrzymał z MON dokumenty świadczące o tym, że 9 kwietnia 2010 r. „została zabudowana na samolot Tu-154M nr 101 apteczka techniczna ukompletowana zgodnie z wykazem i zatwierdzona przez szefa Sekcji Techniki Lotniczej oraz wyposażenie lotniskowo-hangarowe niezbędne do wykonania obsług technicznych”.

Jak wskazuje adwokat, „łączna waga apteczki technicznej wynosiła 870 kg”, a w jej skład wchodziły m.in. „koła główne, koła przednie, kanister z olejem MS-8P, zbiornik do tankowania MS-8P, kanister z olejem Turonycoil”.

Hambura skierował już pismo do szefa BOR płk. Krzysztofa Klimka z pytaniami dotyczącymi rozpoznania pirotechnicznego. „Czy funkcjonariusze BOR byli obecni w dniu 9.04.2010 r. w trakcie zabudowania apteczki technicznej oraz wyposażenia lotniskowo-hangarowego niezbędnego do wykonania obsług technicznych na samolot Tu-154M nr 101?” – pyta adwokat. Docieka również, czy funkcjonariusze BOR sprawdzali przed i po zabudowaniu apteczki zawartość kanistrów i innych przedmiotów.

Informacyjne kluczenie prokuratury budzi zaskoczenie wśród prawników.

– Nie sądzę, żeby po upływie trzech lat trzeba było się tłumaczyć dobrem śledztwa, dlatego że zazwyczaj prokuratorzy podnoszą wówczas taką okoliczność, kiedy śledztwo jest w początkowej fazie i wiele dowodów nie jest jeszcze zabezpieczonych, w związku z tym podanie pewnych informacji mogłoby rzeczywiście zaszkodzić śledztwu – uważa były prokurator Stanisław Piotrowicz, poseł PiS.

Piotrowicz zwraca też uwagę na nieprzejrzystą formułę komunikatu prokuratury. Czytamy w nim, że informacja, iż „Prokuratura wojskowa wznawia przesłuchania funkcjonariuszy BOR odpowiedzialnych za zabezpieczenie samolotu, który uległ katastrofie pod Smoleńskiem. Z zeznań odebranych od oficerów na początku tego roku wynika jednoznacznie, że…”, jest „nieprawdziwa”.

Ale zaraz w następnym zdaniu dowiadujemy się, że chodzi o termin przesłuchań. Odbyły się one nie na początku tego roku, ale pod koniec lipca ubiegłego roku. Rzepa akcentuje, że było to „prawie rok temu”, ale odnosi się to do daty publikacji naszego artykułu, a konkretnie 9,5 miesiąca temu.

Natomiast jeśli chodzi o przypuszczalną datę przesłuchań podaną przez nas, to różnica wynosi pół roku. Prokuratura nie odnosi się do innych informacji zawartych w tekście „Naszego Dziennika”. Co więcej, płk Rzepa w rozmowie z dziennikarzami Telewizji Trwam doprecyzował, że funkcjonariuszy BOR przesłuchiwano w lipcu właśnie na „tę okoliczność”, o której traktował artykuł, czyli sprawdzeń pirotechnicznych samolotu Tu-154M.

– Zespół smoleński pytał również o to, czy samolot był poddany stosownym badaniom pirotechnicznym, w szczególności pytaliśmy również o badania radiologiczne. Nie dostaliśmy satysfakcjonującej, wyczerpującej odpowiedzi na stawiane pytania. Brak odpowiedzi na konkretne pytania pokazuje, że jest coś do ukrycia bądź jest to sprawa wstydliwa – ocenia Piotrowicz.

– To wszystko sugeruje, że prokuratura gra informacjami. Myślę, że po upływie trzech lat społeczeństwo ma prawo wiedzieć, co prokuratura zrobiła, a czego jeszcze nie zrobiła. Z jednej strony można być zadowolonym, że prokuratura cokolwiek jeszcze robi, że podejmuje istotne czynności, ale przy tej okazji dowiadujemy się, że te czynności podejmowane są z wielkim opóźnieniem – wskazuje poseł.

Piotrowicz przypomina, że śledczy podawali różne stanowiska na temat rozpatrywania w dochodzeniu wątku dotyczącego zamachu. – Pamiętamy też przecież lansowane już wielokrotnie – jedne wkrótce po katastrofie smoleńskiej, drugie nieco później – stanowiska, że prokuratura wykluczyła wersję zamachu, a potem się okazuje, że prokuratura podejmuje czynności, bez których takiej wersji nie można było wykluczyć – zwraca uwagę były prokurator.

– To wszystko pokazuje jedną wielką gmatwaninę, żonglerkę informacjami. To musi rodzić nieufność społeczeństwa wobec prokuratury wojskowej – podkreśla. – Po trzech latach prowadzenia śledztwa dowiadujemy się, że kluczowe czynności były wykonywane z takim wielkim opóźnieniem. Dlaczego prokuratorzy nie robili tego, co należy do abecadła prokuratorskiego? Rodzi to wątpliwości, czy rzeczywiście zachowują się niezależnie – uważa Piotrowicz.

Zenon Baranowski

Nasz Dziennik