logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Wymysły Laska nieprzydatne

Wtorek, 28 maja 2013 (02:15)

„Nasz Dziennik” ujawnia:

„Subiektywna” i „nieprzydatna” – w ten sposób prokuratura wojskowa kwalifikuje wersję odsłuchu z kabiny tupolewa firmowaną przez zespół Macieja Laska

 

Śledczy nie traktują serio wersji odsłuchu z kabiny tupolewa, przy której tak natarczywie obstaje Maciej Lasek. W publicznych wystąpieniach członkowie komisji Millera próbują prezentować swój odczyt, obarczony wadą kontekstu sytuacyjnego, jako w pełni wartościowy i co więcej – fakultatywny wobec ekspertyzy IES wynik badania. Ale tak nie jest. Dowodzi tego treść postanowienia prokuratury wojskowej o oddaleniu wniosku dowodowego o przesłuchanie w charakterze świadka Macieja Laska, do którego dotarł „Nasz Dziennik”.

Tylko IES

W dokumencie datowanym na 8 maja br. prokurator referent śledztwa smoleńskiego ppłk Jarosław Sej pisze, że: „JEDYNYM i obiektywnym źródłem dowodowym, które pozwalałoby na jednoznaczne rozstrzygnięcie co do ewentualnego wpływu Dowódcy Sił Powietrznych, są zapisy środków obiektywnej kontroli lotu – rejestratora dźwięku MARS – BM.

Przeprowadzony dotychczas dowód z zapisów pochodzących z tego rejestratora – opinia z zakresu fonoskopijnych badań zapisu dźwięku wydana przez Instytut Ekspertyz Sądowych, nie podaje żadnych okoliczności, które mogłyby uprawdopodobnić tezę o wywieraniu przez gen. Andrzeja Błasika wpływu na pracę i decyzje załogi samolotu”.

To jasne, krakowski instytut w ogóle nie zidentyfikował głosu generała Błasika ani żadnego innego „wyższego dowódcy wojskowego”, jak niekiedy formułują swoje insynuacje członkowie komisji Millera i reaktywowanego ostatnio tzw. zespołu Laska.

„Z pewnością, dowód z przesłuchania osoby [Laska – przyp. red.] bądź osób uczestniczących w badaniu zdarzenia lotniczego, która w wyniku przeprowadzonych czynności WYSNUŁA inne wnioski niż opiniujący w niniejszym postępowaniu biegli – specjaliści z zakresu analizy nagrań i mowy – nie byłby przydatny dla poczynienia ustaleń co do tego, czy na dowodowym nagraniu zarejestrowane są wypowiedzi gen. Andrzeja Błasika” – wskazuje prokurator Sej.

Śledczy ocenia wprost, że członków komisji nie warto na tę okoliczność przesłuchiwać, bo ich opinie są „subiektywne” i przez to „nieprzydatne”.

Opinia ppłk. Seja powstała przy pewnej świadomości ustaleń komisji Millera. Wspomina je „Raport końcowy” i załącznik nr 8 do protokołu komisji „Odpis korespondencji pokładowej”. Są tam wypowiedzi, w których jako mówcę wskazano dowódcę Sił Powietrznych. Przypomnijmy, że chodzi o frazy „dwieście pięćdziesiąt metrów”, „sto metrów” i „(nic nie widać??)” odnotowane we fragmentach dotyczących ostatniej fazy lotu, gdy samolot był w okolicach bliższej radiolatarni.

Dystraktor kłamstwa

W raporcie zespołu Jerzego Millera czytamy, że „zdaniem Komisji, o godz. 6:36:48,5 w kabinie załogi pojawił się Dowódca Sił Powietrznych, najprawdopodobniej po rozmowie z Dyrektorem Protokółu. Podczas pobytu w kabinie nie miał założonych słuchawek radiowych”.

Dalej mowa jest o jego odczycie wysokości (do tego trzykrotnym, choć cytuje tylko dwa). Komisja wyciąga też wnioski, z jakiego przyrządu następował odczyt: „Zdaniem Komisji, wypowiedzi Dowódcy Sił Powietrznych ograniczyły się jedynie do podawania wysokości lotu odczytanych z wysokościomierza barometrycznego (250 m, 100 m oraz 60 m).

Nie ingerował bezpośrednio w proces podejmowania decyzji przez dowódcę statku powietrznego”. Kilka akapitów dalej autorzy raportu wiążą jednak słowa „nic nie widać”, interpretowane jako 60 m wysokości, z poleceniem dowódcy „odchodzimy na drugie”. W innym miejscu komisja wyraża ocenę, że znajdowanie się osób postronnych w kabinie było dla załogi obciążeniem psychologicznym, czynnikiem rozpraszającym (dystraktorem).

W tym kontekście wymienia się dowódcę Sił Powietrznych i dyrektora Protokołu Dyplomatycznego, co jest o tyle dziwne, że z jego strony pośredniczenie w konsultacjach między dysponentem samolotu a załogą były zupełnie naturalne. W przypadku gen. Błasika „pojawienie się (…) w kokpicie wynikło, zdaniem Komisji, z poinformowania go właśnie przez Dyrektora Protokołu o pogarszających się warunkach atmosferycznych”.

Komisja Millera, odnosząc się do domniemanej obecności gen. Błasika w kabinie, stwierdza (odmiennie niż MAK), że generał nie zamierzał wywierać i nie wywierał żadnej presji na załogę, ale kończy to zdaniem: „Należy także przyznać, że elementem presji pośredniej była obecność Dowódcy Sił Powietrznych w kabinie załogi, gdyż w świadomości dowódcy statku powietrznego mogła pojawić się obawa o ocenę jakości wykonania przez niego podejścia do lądowania. Jednakże czynnik ten był jedynie elementem towarzyszącym wydarzeniom w ostatniej fazie lotu”.

Inaczej wejście dowódcy Sił Powietrznych do kokpitu próbuje tłumaczyć tygodnik „Wprost”, sugerując, że gen. Błasik mógł wykonywać wtedy tzw. lot inspektorski (inspekcyjny). To procedura umożliwiająca wyższym dowódcom kontrolę pracy załóg. Żaden z pilotów specpułku, z którym rozmawiał wczoraj „Nasz Dziennik”, nie przypomina sobie jednak ani jednego lotu inspektorskiego Błasika na Tu-154M. Generał sam latał na drugim odrzutowcu jednostki, Jaku-40. Przeszkolił się do wykonywania obowiązków drugiego pilota i gdy nadarzyła się taka okazja, siadał za sterami, a nie przyglądał się pracy załogi.

Inspektorskie nie z VIP-ami

– Na Tu-154M loty inspektorskie były sporadyczne. I nigdy podczas wykonywania operacji HEAD – mówi oficer, który w specpułku służył ponad dziesięć lat.

„Wprost” twierdzi, że podobno trwają gorączkowe poszukiwania pisemnego rozkazu na taki lot inspektorski. Szanse na znalezienie czegokolwiek po przetrząśnięciu całej dokumentacji jednostki przez komisję Millera wydają się jednak znikome, bo raczej nie przegapiłaby dokumentu uwiarygodniającego jej tezy.

Opinie prokuratora Jarosława Seja to element uzasadniania decyzji o niepowoływaniu na świadka obecnego szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i wiceprzewodniczącego podkomisji lotniczej w komisji Millera Macieja Laska. Wniosek o jego przesłuchanie złożył mec. Bartosz Kownacki po wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, w którym powtórzył on tezę o obecności Błasika w kabinie pilotów. Kownacki jako pełnomocnik bliskich generała domagał się, by prokurator zapytał Laska o szczegółowe podstawy wysuwanych twierdzeń.

Sej uzupełnił wywód formalny o dość niedwuznaczną ocenę wartości ewentualnych zeznań Laska, – Jeżeli jest bezwzględny zakaz dowodowy, to zupełnie wystarczyłoby powołanie się na określony przepis i dalsza część uzasadnienia nie byłaby konieczna. Ale być może prokurator chciał rzetelnie wyjaśnić swoje przesłanki – ocenia mec. Marcin Madej, adwokat i były prokurator wojskowy.

Przy okazji mogliśmy dowiedzieć się, jaki prokuratura ma stosunek do raportu Millera i wartości jego tez. Prokuratorzy – jak mówi kpt. Marcin Maksjan z NPW – otrzymali od KBWLLP wszystkie dokumenty, o które wnioskowali, i wykonują czynności, które zmierzają do ustalenia osoby, „która zidentyfikowała jeden z głosów nagrany na rejestratorze fonicznym samolotu Tu-154M nr 101 jako głos gen. Andrzeja Błasika”. Jednak dla śledczych nie jest to sprawa zasadnicza.

Wątek głosu Błasika pojawia się w ramach czynności „umożliwiających ocenę wartości dowodowej dokumentu zwanego potocznie ’Raportem Millera’” – wyjaśniał kpt. Maksjan w październiku ubiegłego roku. Zapewne od tego czasu na Nowowiejskiej, gdzie urzędują wojskowi prokuratorzy, wyrobiono sobie opinię na ten temat raczej nie jest ona pochlebna.

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik