logo
logo

Zdjęcie: flickr_Charlie-Phillips_CC2.0/ Inne

Pułapka autorewersu

Sobota, 8 czerwca 2013 (02:08)

Ślady, które rosyjscy biegli wstępnie uznali za mogące wskazywać na montaż zapisu z rejestratora głosowego Tu-154M, to w rzeczywistości ślady rewersu, czyli zmiany kierunku zapisu po zakończeniu taśmy – twierdzi prokuratura

Prokuratura upubliczniła wyłącznie stenogram rozmów z kokpitu. Fragmenty, w których biegli Instytutu Ekspertyz Sądowych interpretują anomalie związane z pracą rejestratora MARS-BM, zostały jednak utajnione.

Biegli wykryli na taśmie uszkodzenie (karbowanie) o długości 3 cm (0,4 s zapisu) znajdujące się niemal dokładnie w połowie i powodujące zaburzenie sygnału. Ujawniono też, wynikający z niskiej jakości nośnika lub głowicy, przesłuch międzykanałowy, czyli nagrywanie się dźwięku poza właściwą ścieżką. Także na ścieżce sąsiedniej.

I tak głos przechodził ze ścieżki pierwszej strony B na ścieżkę pierwszą strony A oraz ze ścieżki drugiej strony B na ścieżkę drugą strony A. Dźwięk z przesłuchu można wykryć dopiero za pomocą specjalistycznej aparatury, bo jest nagrany wspak.

Polscy biegli i specjaliści nie pracowali na kopiach dostarczonych przez Rosjan. Badali oryginalną taśmę i sami skopiowali ją magnetofonem MARS-NW na własne nośniki. Zastosowane przez biegłych przy kopiowaniu techniki pozwoliły na jednoznaczne stwierdzenie, że treść zapisu na taśmie jest ciągła i nie nosi śladów wskazujących na możliwość ingerencji w jego treść.

– Przemontowywania nagrań nie potwierdziło też Centrum Techniki Specjalnej Instytutu Kryminalistyki Federalnej Służby Bezpieczeństwa – mówi „Naszemu Dziennikowi” kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

– Rosyjscy biegli nie dokonywali pełnego odsłuchu i spisania treści nagrania. Ograniczyli się jedynie do niewielkich fragmentów w języku rosyjskim – dodaje prokurator.

Ekspertyza rosyjskich biegłych oznaczona numerem 30-F/10 z 15 czerwca 2010 r. jest jedną z pierwszych, jakie Komitet Śledczy zamówił w Centrum Techniki Specjalnej Instytutu Kryminalistyki Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Do specjalistów od zapisów dźwiękowych wysłano plik z danymi rejestratora głosowego (CVR, ang. cockpit voice recorder) samolotu i nagrania ze stanowiska kierowania lotami w Smoleńsku, a także rosyjskich cywilnych służb obszarowej informacji powietrznej (FIR), z którymi kontaktował się Tu-154M po wejściu do rosyjskiej przestrzeni powietrznej.

Autorewers

Eksperci FSB nie badali samej taśmy, a jedynie plik komputerowy z cyfrową kopią jej zawartości. Co ciekawe, śledczy wysłali w tym samym pakiecie – prawdopodobnie przez pomyłkę – także kopię danych drugiej czarnej skrzynki, rejestrującej parametry lotu (FDR, ang. flight data recorder), ale nie zostały wtedy zbadane.

Rosyjski katastroficzny rejestrator głosu MARS-BM składa się z dwóch szpul na taśmę, modułu głowic kasująco-nagrywających i obudowy spełniającej wymagania ICAO dotyczące czarnych skrzynek, a więc dużej odporności na wodę, ogień, temperaturę, przeciążenia i zgniatanie. Do tego dochodzi blok sterujący ze wzmacniaczami sygnałów.

Do pomarańczowej kapsuły podłącza się przewody z sygnałem pokładowych radiostacji UKF oraz z trzech zamontowanych w kabinie mikrofonów. Jeszcze inny przewód łączy rejestrator głosowy z parametrycznym, który co pół minuty dostarcza zakodowane informacje o upływie czasu. Taśma w MARS-BM ma 8 ścieżek, równocześnie dokonuje się zapis na czterech z nich. Gdy cała nawinie się na jedną szpulę, następuje tzw. autorewers.

Szpule zaczynają kręcić się w drugą stronę, głowice kasująco-nagrywające obracają się i zapis odbywa się na drugiej czwórce ścieżek. Po dojściu do końca taśmy sytuacja powtarza się. W ten sposób w praktyce zapis zapętla się i nowe dane utrwalają się, kasując poprzednie. Z tego powodu rejestrator pozwala na odtworzenie dźwięku z ok. 38 min lotu przed zatrzymaniem urządzenia.

Chociaż naprawdę ścieżki znajdują się tylko po jednej stronie taśmy magnetycznej, to umownie mówi się o stronie A i stronie B. Do katastrofy doszło, gdy taśma była w około dwóch trzecich strony B. Zatem tam właśnie zapis kończy się (o 8:41:07,4 czasu warszawskiego) i zaczyna (8:02:53,8). Odczyt rozmów w kabinie rozpoczyna się więc na stronie B, około półtorej minuty za połową taśmy.

Do końca strony B mija 8 minut i 9 sekund. Następuje autorewers i zapis wchodzi na stronę A. Taśma przesuwała się przez 18 min i 58,8 s, po czym nastąpił kolejny autorewers i zapis wrócił na stronę B, gdzie odbywał się do odłączenia zasilania przez 11 min i 5,8 s.

Na czterech ścieżkach zapisuje się dźwięk z czterech przetwarzanych przez MARS-BM kanałów dźwiękowych. Pierwsze dwa to obie radiostacje, trzeci gromadzi sygnał z mikrofonów w kabinie, a czwarty taktowanie przez zegar rejestratora FDR.

Błąd Komitetu Śledczego

Problem jest jednak inny. Otóż przekazane przez Komitet Śledczy nagranie ma tylko 36 min 58,6 s, podczas gdy naprawdę zapis trwa 38 min 13,6 s z dwoma krótkimi przerwami na autorewers. Tak wynika z najdokładniejszej ekspertyzy, krakowskiego IES. Różnica jednej minuty i 15 sekund nie da się jednak wytłumaczyć wycięciem czasu rewersu. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, polscy biegli już domyślają się przyczyn tej niezgodności, ale odmawiają podawania szczegółów. Prawdopodobnie Komitet Śledczy popełnił błąd, przygotowując plik dźwiękowy do wysyłki.

Poza autorewersem istnieje wiele innych czynników powodujących nierównomierny zapis w rejestratorze, stąd też wspomagający interpretację nagrania czwarty kanał z czasem zegarowym. Niektóre można łatwo przewidzieć i wprowadzić odpowiednie korekty. Tak jest na przykład z efektem przyspieszenia biegu taśmy spowodowanego tym, że gdy nawija się ona na szpulę zbierającą, to jej średnica wydłuża się, przez co także rośnie prędkość liniowa taśmy, nawet jeśli prędkość kątowa jest stała.

Jest też wiele czynników mniej uchwytnych, jak wahania napięcia zasilającego czy siła bezwładności, działająca na cały mechanizm podczas manewrów samolotu. Przez to pojawiają się rozmaite trudne do wytłumaczenia odchylenia. Takie jak to, że strona A ma 18 min 58,8 s, a strona B – 19 min 14,8 sekundy. Te 16 sekund różnicy to 0,7 procent długości całego nagrania.

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik