Sejm głosami posłów PO, PSL i lewicy zablokował prace nad obywatelskim projektem noweli ustawy uszczelniającej ochronę ludzkiego życia.
Koalicja Platformy Obywatelskiej, SLD, Ruchu Palikota i części PSL odrzuciła obywatelski projekt nowelizacji ustawy O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, wprowadzający zakaz aborcji eugenicznej. Zabrakło 52 głosów. Marszalek Ewa Kopacz zabroniła wnioskodawcom używania w czasie debaty określenia „zabijanie dzieci”.
Projekt powstał z inicjatywy Fundacji Pro – Prawo do życia. Zebrano pod nim 450 tys. podpisów. Wczoraj posłowie głosowali nad wnioskiem o odrzucenie projektu już w pierwszym czytaniu, zgłoszonym przez klub Platformy. Poparło go 233 posłów, 182 było przeciwko, 6 wstrzymało się od głosu. Za odrzuceniem projektu podnieśli rękę wszyscy obecni na sali posłowie: Ruchu Palikota (34), SLD (22) i zdecydowana większość posłów Platformy (169).
Wśród nich znalazł się m.in. Paweł Suski i Andrzej Halicki, którzy zaledwie dwa dni temu apelowali – w imię humanitaryzmu – by Parlament Europejski i Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy podjęły oficjalne kroki w celu zatrzymania „masowego zabijania psów w Rumunii”. Tylko 12 polityków PO poparło projekt, postulując podjęcie nad nim prac, m.in. minister sprawiedliwości Marek Biernacki. To zdecydowanie mniej niż podczas głosowania nad identycznym projektem Solidarnej Polski, wtedy poparło go aż 40 polityków Platformy.
Wczoraj za projektem wzmacniającym ochronę życia opowiedziało się też pięciu posłów niezależnych: Jarosław Gowin, Jacek Żalek i John Godson, a także dwóch byłych posłów PiS: Przemysław Wipler i Jarosław Jagiełło. Od głosu wstrzymało się pięciu posłów Platformy, w tym m.in. wicepremier Jacek Rostowski. Nie popisali się ludowcy, czterech z nich (Jan Bury, Stanisław Żelichowski, Marek Gos i Józef Racki) nie poparło noweli.
Przeciwko odrzuceniu inicjatywy obywatelskiej głosowali wszyscy obecni na sali członkowie klubu PiS (130) i Solidarnej Polski (14) oraz 21 ludowców. Na sali zabrakło siedmiu posłów PiS i trzech SP oraz aż 17 z PO. – To bardzo smutny dzień dla polskiego parlamentu. Zwyciężyła cywilizacja śmierci. My byliśmy za życiem, za tym, żeby osoby niepełnosprawne miały prawo do narodzin. Niestety, nieformalna koalicja PO, SLD i Ruchu Palikota niemal zgodnie ten projekt odrzuciła. Debata ta zapisze się czarnymi literami w historii polskiego parlamentaryzmu – komentuje Jan Dziedziczak (PiS).
Egzamin z przyzwoitości
Głosowanie poprzedziła burzliwa debata. Tadeusz Woźniak (SP) apelował do sumień. – Za chwilę będziemy zdawać egzamin z naszego człowieczeństwa – mówił. Ale politycy Platformy Obywatelskiej, SLD i Ruchu Palikota, prześcigając się w demagogicznych wystąpieniach, wykazali silne zaimpregnowanie na argumenty i odwołania do wrażliwości.
Nad sejmową salą unosił się mit kompromisu aborcyjnego. Wanda Nowicka nazwała projekt jednym z najbardziej represyjnych, jakie można sobie wyobrazić. Występy wicemarszałek Sejmu – uznanej przez sąd za osobę, o której można mówić, że jest na liście płac przemysłu aborcyjnego – uruchomiły spiralę chamskich wypowiedzi posłów Ruchu Palikota. – Może pani rodzić dzieci upośledzone, jeśli ma pani życzenie – w ten sposób do matki dziecka z zespołem Downa Kai Godek zwrócił się rozjuszony Armand Ryfiński. Marszałek Ewa Kopacz nie zareagowała.
Przedstawiciel wnioskodawców przekonywał, że projektowi przyświeca idea ochrony życia wszystkich dzieci i sprzeciw wobec zabijania niepełnosprawnych. Wypowiedzi Godek cały czas próbowała przekrzykiwać lewa strona sali: „Pani kłamie, to bezczelność!”. Co tak bardzo wzburzyło posłów? Emocje rosły po tym, jak Godek nazywała aborcję zabijaniem dzieci, przytaczając relacje położnych.
Wynikało z nich, że abortowane, żywe dzieci odkłada się do metalowej miski lub na chustę chirurgiczną, gdzie powoli w męczarniach umierają.
– Na jednym wydechu mówi się o godności kobiet i dzieci, i zaraz potem mówi się o tym, że powinno być prawo do zabijania dzieci. Kiedy mówię o zabijaniu dzieci, próbuje mi się kneblować usta i narzuca mi się cenzurę. To jest ta wolność i tolerancja dla dzieci niepełnosprawnych, którą mają państwo po lewej stronie sali – powiedziała Godek, komentując i okrzyki z sali, i zachowania marszałek Sejmu, która co jakiś czas upominała, by nie używać sformułowania „zabijanie dzieci nienarodzonych”.
Prawda o aborcji boli
Wypowiedzi Godek uwierały też bardzo ministra zdrowia. Bartosz Arłukowicz nie potrafił odpowiedzieć na pytanie o statystykę chorób, które są przesłanką do legalnej aborcji eugenicznej. Potrafił jedynie oburzać się na słowa, jakie padły na temat metod zabijania dzieci w szpitalach.
– Jeśli tak jest, to każdy z tych przypadków powinien być zgłoszony do prokuratury. Jeśli ma pani świadomość o tym, że tak jest i nie zawiadamia pani prokuratury, popełnia pani rzecz naprawdę niezrozumiałą – stwierdził.
– W chwili obecnej mordowanie dzieci jest legalne. Muszą tylko być małe i chore. Tego nie da się zgłosić do prokuratury, bo to się dzieje legalnie. Dzieci z aborcji rodzą się żywe i potem umierają poza organizmem matki. W szpitalach nazywa się to fachowo procedurą odstąpienia od reanimacji – odpowiedziała mu Kaja Godek.
– Moje słowa były kilkakrotnie cenzurowane przez panią marszałek. Mówienie prawdy o aborcji powoduje wstrząs. I ten wstrząs miał dziś miejsce w Sejmie. Szkoda, że posłowie stwierdzili, że nie interesuje ich to, co z chorymi dziećmi się dzieje, i zagłosowali za odrzuceniem projektu – powiedziała w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Godek, zaznaczając, że obrońcy życia nie poprzestaną tylko na organizowaniu kampanii pro-life.
Na temat wczorajszego głosowania wypowiedział się też szef rządu. W ocenie Donalda Tuska, nie ulega wątpliwości, że ustawa antyaborcyjna powinna służyć ochronie życia i zezwalać na aborcję tylko w wypadkach „szczególnych”. Premier powiedział, że rozmawiał kilka razy z ministrem zdrowia w sprawie stworzenia przepisów, które – jak się wyraził – „dałyby pewność, że aborcja w Polsce nie jest nadużywana”.

