logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Dopalacze wracają

Czwartek, 17 października 2013 (02:00)

Grupy przestępcze wprowadzają na rynek, pod przykrywką środków zapachowych, w e-papierosach, nowe typy dopalaczy.

Brak regulacji prawnych sprzyja dystrybucji substancji psychoaktywnych w tzw. e-papierosach – ostrzegają specjaliści.

Tylko w ciągu ostatnich 3 lat do obiegu trafiło ponad 100 nowych substancji psychoaktywnych. Gdy w 2010 r. kontrolerzy sanepidu do spółki z policją zamykali ostatnie punkty dystrybucji tzw. dopalaczy, wydawało się, że te niebezpieczne substancje znikają z rynku. Walka z dopalaczami była jednym z głównych haseł propagandowych rządu Donalda Tuska.

– Tę kwestię rozstrzygniemy w trybie błyskawicznym, w sposób zdecydowany, żeby nie powiedzieć – brutalny. Nie damy tym ludziom oddechu – tłumaczył przed trzema laty premier. A ówczesny rzecznik rządu Paweł Graś „odradzał kombinowanie” z otwieraniem nowych punktów dystrybucji dopalaczy.

Groźby na nic się nie zdały. Na rynek wchodzą masowo papierosy elektroniczne, które mogą zawierać substancje charakterystyczne dla dopalaczy. Do tej pory nikt nie podjął się jednak wyzwania dokładnego przebadania wpływu, jaki wywierają na nasze zdrowie.

Z pewnością nie zrobią tego wielkie korporacje, które już liczą zyski z ich sprzedaży i bombardują konsumentów wciąż nowymi reklamami swoich produktów. Ich zaletą ma być to, że można je palić właściwie wszędzie. I właściwie może je palić każdy, bo e-papierosy mogą kupić wszyscy. Przez zupełny brak uregulowań prawnych przestępstwem nie jest ich sprzedawanie niepełnoletnim. Dlatego coraz popularniejsze są one wśród uczniów szkół średnich. Młodzi palą je w szkołach, na przystankach autobusowych, w metrze.

Tymczasem mogą one okazać się groźne dla zdrowia. I to nie jedynie dlatego, że wraz z dymem palacz nie tylko wdycha parę wodną, ale też nikotynę, a używany do rozcieńczania nikotyny glikol propylenowy może powodować podrażnienie górnych dróg oddechowych, oczu oraz zapalenie spojówek. Eksperci ostrzegają też, że w skład e-papierosów mogą wchodzić substancje psychoaktywne charakterystyczne dla dopalaczy.

– To kolejna próba wejścia tylnymi drzwiami na rynek nielegalnych substancji – ostrzega prof. Mariusz Jędrzejko, dyrektor naukowy w Centrum Profilaktyki Społecznej w Warszawie.

Sprzedażą papierosów elektronicznych zajmują się często niedawni dystrybutorzy dopalaczy. Są to często ludzie powiązani ze środowiskami przestępczymi, którzy liczą na szybką legalizację narkotyków. Środki psychoaktywne oferują też w postaci kadzidełek czy talizmanów. Po to, by – podkreślają eksperci – jeśli w Polsce dojdzie kiedyś do legalizacji narkotyków, zapewnić sobie zaplecze dla tzw. coffeshopów (popularnych już m.in. w Holandii), w których można będzie legalnie zaopatrzyć się w marihuanę, LSD czy heroinę.

E-papierosy to ogromny biznes, w sieci jest co najmniej kilkadziesiąt podmiotów oferujących preparaty psychoaktywne. Plaga uzależnień od substancji psychoaktywnych przybiera na sile, elektronicznym dymkiem coraz częściej zaciągają się nastolatki. Uważają, że takie palenie nie szkodzi. Tymczasem – ostrzegają eksperci – to niezwykle niebezpieczne, bo w młodym wieku mechanizmy uzależnienia postępują dużo szybciej.

Za zjawiskiem wzrostu zainteresowania papierosem elektronicznym nie nadąża prawo; w Polsce brakuje przepisów, które kontrolowałyby jego produkcję i dystrybucję. Pytanie też, czy są w ogóle jakieś ośrodki, które monitorują ten rynek?

„Nasz Dziennik” zwrócił się z tym pytaniem do Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Ministerstwa Zdrowia oraz Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii. Odpowiedział tylko GIS, który stwierdził, że kwestia kontroli rynku e-papierosów nie leży w kompetencjach Inspektoratu. – My zajmujemy się tylko tymi zwykłymi papierosami. Według mojej wiedzy, na terenie UE nie ma jednoznacznej kwalifikacji tego typu produktów, prace są w toku – stwierdza Jan Bondar, rzecznik GIS.

Pewne propozycje prawne w tym zakresie przygotowała jedynie Solidarna Polska, jej projekt nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia zakazuje sprzedaży e-papierosów zawierających wsad nikotynowy lub wkłady imitujące smak wyrobów tytoniowych osobom niepełnoletnim. Regulacja ma też na celu wprowadzenie zakazu używania e-papierosów w miejscach publicznych. Nowela nie obejmuje jednak problemu kontroli rynku.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik