logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Co tam Konstytucja

Środa, 6 listopada 2013 (02:11)

Aktualizacja: Środa, 6 listopada 2013 (10:00)

Lekceważenie zasady zwierzchnictwa Narodu i traktowanie inicjatyw społecznych jako komplikacji w sprawowaniu władzy dowodzą, że dla niektórych polityków zasady konstytucyjne stają się frazesami.

Lekceważąca postawa polityków koalicji rządzącej wobec zasad konstytucyjnych każe pytać o stan polskiego życia publicznego – ocenia dr hab. Aleksander Stępkowski, prezes zarządu Instytutu Ordo Iuris.

Stępkowski, powołując się na art. 4 Konstytucji RP, przypomina, że władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu, który sprawować może ją nie tylko za pośrednictwem swych przedstawicieli, ale i bezpośrednio.

– Oznacza to, że w rozumieniu Konstytucji Naród jest podmiotem władzy w Rzeczypospolitej Polskiej i źródłem kompetencji przysługujących poszczególnym jej organom. Jako podmiot władzy państwowej posiada on zdolność do artykułowania swojej woli, i to również bezpośrednio – zaznacza.

A tu podstawowym narzędziem jest referendum. – Chociaż ze względów organizacyjnych decyzja o rozpisaniu referendum należy do organów reprezentacyjnych, jednak nie może to oznaczać ubezwłasnowolnienia społeczeństwa obywatelskiego przez wąską grupę osób, nawet jeśli są one w odpowiedni sposób politycznie umocowane – dodaje.

Tymczasem kolejne obywatelskie próby bezpośredniego oddziaływania na bieg spraw publicznych, wyrażające się bądź to w postaci obywatelskich inicjatyw ustawodawczych, bądź referendalnych, są lekceważone przez polityków.

– W ostatnim czasie szczególnie wyraźnie obserwujemy sytuację, gdy sprawujący władzę, zamiast wychodzić naprzeciw zaangażowaniu obywatelskiemu setek tysięcy wyborców, traktują ten wysiłek suwerennego Narodu jako niepotrzebną komplikację w procesie sprawowania władzy – podkreśla Stępkowski.

Jest oczywiste, że inicjatywy społeczne mogą spotkać się z odmową nadania im biegu, szczególnie gdyby godziły w ład konstytucyjny, ale z pewnością ignorowanie inicjatyw obywatelskich w sytuacji, gdy służą one upomnieniu się społeczeństwa o przestrzeganie podstawowych praw i wolności, musi w najgłębszym stopniu niepokoić.

Mandat rodzica

W ostatnim czasie obywatelskie inicjatywy ustawodawcze, poparte setkami tysięcy podpisów, są bezceremonialnie odrzucane przez Sejm, nie stając się nawet przedmiotem prac komisji. Politycy wzywali też do bierności wobec referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz z urzędu prezydenta Warszawy. A już pojawiają się zapowiedzi podobnych działań wobec inicjatywy przeprowadzenia referendum edukacyjnego.

– Warto w tym momencie podkreślić szczególny, konstytucyjny mandat rodziców do wpływania na instytucjonalne ramy systemu edukacji. Prawo rodziców do wychowania dzieci znajduje wyraz zarówno w przepisach Konstytucji, jak i w wiążących Polskę aktach prawa międzynarodowego – zaznacza Stępkowski.

Powszechna Deklaracja Praw Człowieka (art. 26 ust. 3) stwierdza, że rodzice mają prawo pierwszeństwa w wyborze nauczania, które ma być dane ich dzieciom, zaś na mocy Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych (art. 18 pkt 4) Polska zobowiązała się do poszanowania tej wolności. To samo zobowiązanie przewiduje Konstytucja RP (art. 48 ust. 1).

– W tym kontekście normatywnym trudno sobie wyobrazić racje konstytucyjne, które mogłyby przemawiać za pozbawieniem obywateli możliwości bezpośredniego wypowiedzenia się na temat kształtu zmian wprowadzanych obecnie w systemie oświaty publicznej – wskazuje Stępkowski.

W ocenie dr. Przemysława Wójtowicza, politologa w WSKSiM, praktyka pokazuje, że prawa, jakie stwarza Konstytucja w kwestii możliwości wpływania na polityków w postaci inicjatywy obywatelskiej, są ignorowane.

– Tak nie powinno być, to jest coś karygodnego. Tym bardziej że ów mechanizm inicjatywy ludowej został tak skonstruowany, by politycy dostrzegli, na czym naprawdę jakiejś grupie społecznej zależy – zaznacza. W jego ocenie, politycy z pewnością zostaną rozliczeni ze swych działań przy urnach. Odrzucanie kolejnych inicjatyw społecznych może powodować coraz większe zniechęcenie obywateli do podejmowania działań i uczestniczenia w życiu publicznym.

Przed formułowaniem tezy, że klasa polityczna lekceważy obywateli, przestrzega poseł Krzysztof Szczerski (PiS), szef Zespołu Parlamentarnego ds. Obrony Demokratycznego Państwa.

– Często słyszę, że mamy do czynienia z walką obywateli z politykami. To nieprawda. Mamy do czynienia ze starciem obywateli z władzą sprawowaną przez dwie konkretne partie, które w całości opanowały aparat państwa: mają prezydenta, premiera, wszystkie najważniejsze instytucje. I ten obóz władzy rzeczywiście walczy z demokracją w Polsce – mówi poseł.

– W mojej ocenie, obóz rządzący Polską doszedł do takiego momentu, w którym boi się obywateli. To lekceważenie ich inicjatyw jest objawem strachu przed obywatelami, którzy próbują mieć inne zdanie niż rządzący – dodaje.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik