logo
logo
 

Dr Tomasz M. Korczyński

Boże Narodzenie. Trochę inna perspektywa

Poniedziałek, 23 grudnia 2013 (02:00)

Czy zastanawiali się Państwo, dlaczego w okresie świąt Bożego Narodzenia Kościół obchodzi święto pierwszego męczennika, diakona, św. Szczepana? To na pierwszy rzut oka intrygujące i bulwersujące zarazem. Świętujemy w rodzinnej atmosferze narodziny Chrystusa, śpiewamy kolędy, spożywamy pyszne dania, wyczekujemy pierwszej gwiazdki, potem szukamy prezentów pod choinką. A tu nagle taki dysonans poznawczy. Proces, wyrok i kamienowanie.

Jednak jest to tak naprawdę kolejny dowód na prawdziwość chrześcijaństwa, a przy tym paradoksalnie na jego moc. Rozwijana przez wieki bajkowa, momentami nieco tandetna czy kiczowata otoczka w konfrontacji ze Słowem Bożym, z losami świadków, martyrów, rozpryskuje się, aby ukazać żywotną moc Boga Żywego.

Podczas rozważania na „Anioł Pański” 26 grudnia 2006 r. Benedykt XVI wskazał na głęboki związek między uroczystością Bożego Narodzenia a śmiercią pierwszego męczennika Szczepana. Pierwszy śladem Mistrza poszedł św. Szczepan i poniósł męczeńską śmierć, modląc się za swoich zabójców.

Na początku dziejów Kościoła męczeńska śmierć nie napawała lękiem i smutkiem wyznawców Jezusa. Przeciwnie, dodawała duchowego entuzjazmu i przyciągała nowych wyznawców. Dla ludzi wierzących moment śmierci oraz męczeństwo nie jest końcem, ale powołaniem do nieśmiertelności.

Dla nas, ludzi Okcydentu, ta postawa heroizmu jest już chyba niezrozumiała, ale to nie jest odległy fakt historyczny, lecz „tutaj i teraz” rzeszy świętych, którzy są wypróbowywani w ogniu wiary w Korei Północnej, Afganistanie, Nigerii, Wietnamie, Kolumbii, Indiach, Birmie, Bhutanie czy Zimbabwe. 200 milionów prześladowanych to wysoka cena naszej wiary. Musimy sobie uświadomić, że nie dla wszystkich święta będą radosne. W Syrii np. od niemal trzech lat toczy się krwawa walka o panowanie sunnickiego islamu w kolejnym kraju regionu. Chrześcijanie jako mniejszość nie mają złudzeń. Stali się bezpośrednio celem ataków, są mordowani. Ci, którzy uciekli, umierają z zimna w obozach dla uchodźców.

Chrześcijaństwo od samego początku ożywiane było krwią świętych męczenników aż po dzisiaj, aż po XXI wiek, i czciło świadków Chrystusa. Krew męczenników jest zasiewem chrześcijaństwa (Tertulian). My, chrześcijanie, czujemy się w obowiązku pamiętać w naszych modlitwach o prześladowanych siostrach i braciach w Chrystusie Panu. Niestety, chrześcijanie od lat są szczególnie narażeni na ataki właśnie w czasie świąt Bożego Narodzenia. I to nie tylko ze strony ekstremistów innych religii, ale też przez bulwersujące prowokacje ateistów i głosicieli różnych antychrześcijańskich ideologii w krajach, gdzie teoretycznie jest wolność wyznania.

Nie odwracamy się od tych, którzy cierpią prześladowania i są dyskryminowani ze względu na Chrystusa. Wspominamy ich i czynimy naszą modlitwę do Boga pełniejszą dzięki wstawienniczym prośbom za dręczonych dla Imienia Jezus. Zbliżający się okres świąt Bożego Narodzenia jest do tego wspaniałą okazją, choć oczywiście nie jedyną.


Autor jest socjologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Dr Tomasz M. Korczyński

Aktualizacja: Poniedziałek, 23 grudnia 2013 (08:20)

Nasz Dziennik