logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Luv/CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Niemiecki policjant na polskiej ulicy

Czwartek, 9 stycznia 2014 (02:00)

Rząd nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa polskim obywatelom i liczy na pomoc funkcjonariuszy służb z innych państw – tak opozycja ocenia projekt ustawy o udziale zagranicznych funkcjonariuszy w operacjach na terytorium Polski. To grozi też zwiększeniem inwigilacji Polski ze strony obcych służb specjalnych.

Kontrowersyjna ustawa ma dać prawo zagranicznym policjantom, strażakom, strażnikom granicznym i funkcjonariuszom innych służb do prowadzenia działań na terytorium Polski. I to wzbudza protesty Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polski.

Poparcie dla projektu zadeklarowały za to koalicja PO – PSL i SLD. Partie te wskazują, że de facto formalizuje on współpracę polskich i zagranicznych funkcjonariuszy. Koronnym argumentem rządu za wprowadzeniem ustawy jest dostosowanie polskiego porządku prawnego do przepisów UE.

Dotyczy to sytuacji, w których nasz kraj potrzebowałby międzynarodowej pomocy tych służb „w przypadkach ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego, zapobiegania przestępczości, w trakcie zgromadzeń, imprez masowych, klęsk żywiołowych, katastrof oraz innych poważnych zdarzeń”.

Decyzja Rady UE implementuje do prawodawstwa wszystkich państw Unii postanowienia konwencji z Prüm zawartej między siedmioma krajami: Belgią, RFN, Hiszpanią, Francją, Luksemburgiem, Holandią i Austrią. Konwencja dotyczyła wymiany informacji wrażliwych, w tym m.in. danych daktyloskopijnych czy numerów rejestracyjnych. Jej celem było przede wszystkim przeciwdziałanie terroryzmowi i szybka koordynacja działań między sygnatariuszami.

Parawan prawa unijnego

Jednak zdaniem posłów PiS i SP, projekt rządowy daleko wykracza poza zakres prawa unijnego.

– Projekt mówi o pomocy udzielanej na wniosek różnego szczebla polskich organów przez służby innych krajów. To co innego niż intencja prawodawstwa unijnego. Ponadto zapisy nowej ustawy rozszerzają zakres działania na terenie RP obcych funkcjonariuszy także o służby spoza Unii. To otwiera cały katalog zagrożeń związany z niekontrolowanym przepływem funkcjonariuszy, także z Federacji Rosyjskiej, na terytorium Polski – zauważył Piotr Naimski (PiS).

Wiceminister spraw wewnętrznych Piotr Stachańczyk zapewniał wprawdzie, że udział obcych służb spoza krajów UE (w tym Rosji) będzie dotyczyć jedynie spraw związanych z ratownictwem, nie przekonał tym jednak opozycji. – Zapis ten pozostaje. Ustawa nie podaje twardego katalogu zagrożeń, do których wzywano by obcych funkcjonariuszy. To rodzi pole do nadużyć. Całą odpowiedzialność polityczną i moralną za ustawę i jej skutki poniesie koalicja rządowa i jej sojusznicy – mówił Jarosław Zieliński (PiS).

Posłowie przypomnieli pośpiech, z jakim rząd starał się o wniesienie kontrowersyjnego projektu. Pierwsze czytanie odbyło się na posiedzeniu sejmowej Komisji Sraw Wewnętrznych 7 lutego ubiegłego roku, a już na 22 lutego marszałek Sejmu Ewa Kopacz wyznaczyła termin na przygotowanie sprawozdania komisji. W sumie odbyły się jedynie cztery posiedzenia tejże komisji. Teraz prace znowu przyspieszono i po wczorajszej dyskusji projekt został natychmiast skierowany do trzeciego czytania bez odsyłania go do komisji sejmowych.

Interwencja czy inwigilacja?

Posłowie przypomnieli, że ustawa wprowadzi rozwiązania, które w dość szeroki sposób określają katalog możliwości funkcjonariuszy służb zagranicznych działających w Polsce: prawo do noszenia munduru służbowego, posiadania i używania środków przymusu bezpośredniego, także broni palnej. Podczas patrolu funkcjonariusze mogą używać środków łączności i obserwacji technicznej, pojazdów służbowych, statków powietrznych i jednostek pływających.

– Czy możemy sobie wyobrazić udział niemieckich policjantów bijących naszych kibiców na polskich stadionach czy patrolujących nasze ulice? Czy naprawdę ten rząd nie potrafi zagwarantować nam bezpieczeństwa w naszym własnym kraju, czy potrzebni sam obcy najemnicy do tłumienia pokojowych demonstracji? Czy możemy sobie wyobrazić, by niemiecki parlament godził się na takie działania w swoim kraju ze strony polskich policjantów? – pytał poseł Zieliński.

– Można sobie tylko wyobrazić obcych policjantów na ulicach Warszawy w czasie manifestacji albo nieumundurowanych funkcjonariuszy służb specjalnych jakiegoś kraju spoza UE, którzy będą prowadzili działania operacyjne wobec polskich obywateli – dodał Jacek Sasin (PiS).

Opozycja wskazywała też, że do tej pory udział we wspólnych operacjach i działaniach ratowniczych na terytorium Polski odbywa się przede wszystkim na podstawie umów międzynarodowych. I ta ustawa nie jest potrzebna.

Rząd problemu nie widzi

Koalicja rządowa nie ma żadnych wątpliwości. – Najlepszym gwarantem tej ustawy jest demokracja. Żaden rząd nie powoła obcych służb do tłumienia własnych obywateli – mówił poseł Piotr Van der Coghen (PO).

– Dlaczego nie mają nas wesprzeć obce służby, skoro ich obywatele przyjeżdżają i łamią nasz porządek prawny? Uważam takie wsparcie za bardzo dobre dla Polski, dla naszych obywateli – zaznaczył Van der Coghen, ale nie uspokoił opozycji takimi deklaracjami. To samo mówił wiceminister Piotr Stachańczyk.

– Państwa członkowskie UE udzielają sobie wzajemnego wsparcia w związku ze zgromadzeniami masowymi, klęskami żywiołowymi oraz w związku z poważnymi wypadkami w ramach prewencji kryminalnej oraz ochrony bezpieczeństwa publicznego. Nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy przyjąć tego projektu ustawy. I nie dlatego, że nie jesteśmy w stanie zapewnić bezpieczeństwa, tylko dlatego, że przepisy unijne powinny zostać włączone do naszego porządku prawnego, oraz dlatego, by zagwarantować porządek w imprezach z udziałem cudzoziemców – przekonywał Stachańczyk.

Zgodnie z projektem organem decydującym o zaangażowaniu obcych funkcjonariuszy będzie minister spraw wewnętrznych, a wnioskować o to mogą komendanci wojewódzcy policji, straży pożarnej i szefowie oddziałów Straży Granicznej. Jeśli działania mają być prowadzone na większą skalę, zarówno pod względem czasu trwania, jak i liczby funkcjonariuszy, decyzję ma podejmować rząd. Zdaniem PiS, te zapisy są zbyt ogólne.

– Projekt używa bardzo nieostrych pojęć, pozwalając na dowolnie szeroką interpretację interwencji zagranicznych funkcjonariuszy w Polsce, które mogą działać przeciwko polskim interesom. Stwarza groźbę szpiegostwa, narusza suwerenność państwa polskiego – konkludowała Krystyna Pawłowicz (PiS). Klub Prawa i Sprawiedliwości postulował odrzucenie projektu ustawy w całości, ale ten wniosek nie zyskał większości.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik