logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Położne nie chcą zabijać

Piątek, 17 stycznia 2014 (02:00)

Położne ze Szpitala Specjalistycznego Pro-Familia w Rzeszowie nie chcą asystować przy aborcjach.

Położne napisały list do dyrekcji szpitala, w którym powołują się na klauzulę sumienia. Korzystanie z niej umożliwia m.in. ustawa o zawodach pielęgniarki i położnej. Oznacza to, że jeżeli przekonania położnej nie pozwalają jej na asystowanie przy aborcji, ma prawo tego odmówić, uzasadniając to na piśmie. Jak nieoficjalnie dowiedział się „Nasz Dziennik”, klauzulę podpisała większość położnych rzeszowskiej placówki.

Dokument trafił wczoraj na biurko dyrektora szpitala.

– Panie położne złożyły taki dokument. O tym, czy spełnia on wymogi prawne, ma się wypowiedzieć prawnik – mówi „Naszemu Dziennikowi” Janusz Kidacki, dyrektor medyczny szpitala Pro-Familia. Jak zaznacza, chodzi o doprecyzowanie pewnych sformułowań użytych w oświadczeniu – jest tam m.in. mowa o wywoływaniu porodu przedwczesnego, który tak naprawdę jest sposobem leczenia i dziecka, i matki poprzez wykonywanie cesarskiego cięcia na przykład w trakcie tzw. gestozy (zatrucia ciążowego), a nie poronieniem indukowanym.

Położne rzeszowskiej placówki są zdecydowane: nie chcą uczestniczyć przy zabijaniu dzieci. – Jesteśmy położnymi, mamy pomagać przyjść nowemu życiu na świat – tłumaczą. Z reguły indukowanie poronienia polega na podaniu kobiecie środków naskurczowych, których skutkiem jest poronienie lub przedwczesny poród. Dziecko umiera w trakcie procedury lub krótko po niej.

– Zabiegi przerywania ciąży są dla położnych traumą, z którą nie mogą sobie poradzić. Ja mam dwoje dzieci. Przy każdej aborcji miałam wrażenie, że to one są zabijane – mówiła na środowej konferencji prasowej Agata Rejman, jedna z położnych rzeszowskiego szpitala. Położne nie kryją zaskoczenia, że władze szpitala zdecydowały się na przeprowadzanie tego typu zabiegów, których dotąd w placówce nie robiono. – Dopiero niedawno dowiedziałyśmy się, że coś takiego będzie podejmowane. Szpital zakontraktował takie „usługi” i mamy się do tego przymierzać – mówią.

Polskie prawo (ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży) depenalizuje aborcję w trzech przypadkach: czynu zabronionego, zagrożenia życia matki lub podejrzenia ciężkiej i nieuleczalnej choroby dziecka. Z kolei ustawa o zawodach pielęgniarki i położnej umożliwia korzystanie z klauzuli sumienia. Oznacza to, że jeżeli przekonania położnej nie pozwalają jej na asystowanie przy aborcji, ma prawo tego odmówić, uzasadniając to na piśmie. Ale w praktyce te przepisy to martwe prawo. Bywa, że jeśli położna odmawia asysty przy aborcji, często sugeruje się jej odejście z pracy, wywiera presję, by poszukała sobie innego zatrudnienia. A o to nie jest łatwo, dlatego wiele pielęgniarek decyduje się mimo wszystko na pracę w takich właśnie, a nie innych warunkach.

W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dyrektor Kidacki zdecydowanie zaprzecza, by w szpitalu dochodziło w tym zakresie do jakichkolwiek wymuszeń. W placówce do tej pory przeprowadzono trzy aborcje: dwie w ubiegłym roku i jedną w styczniu tego roku. Przesłanką była każdorazowo choroba dziecka (m.in. bezczaszkowie).

Rzeszowska placówka jest jednym z dwóch ośrodków na Podkarpaciu, które wykonują badania prenatalne. Miesięcznie badanych jest tu kilkaset kobiet.

– Dzieci z ciężkimi wadami nie mają szans na przeżycie po urodzeniu. Ale w naszym szpitalu odbywają się też porody pań, które nie chcą poddać się terminacji ciąży, mimo że mają świadomość, że urodzą takie dziecko – mówi Kidacki. – Takie dziecko żyje godzinę, dwie, czasem trzy dni. Zawsze jednak ostateczna decyzja należy do matki. Lekarze i położne mogą zgodnie z polskim prawem odmówić udziału w takim zabiegu – dodaje.

Dyrektor szpitala zaznacza, że indukowane poronienie jest zawsze ujęte w kontrakcie, jakie szpital ginekologiczno-położniczy zawiera z NFZ. Tłumaczy, że jego placówka zgodziła się na wykonywanie aborcji, „by rodzice nie musieli jechać w tym celu do Warszawy i ponosić kosztów związanych z przejazdem czy transportem zwłok dziecka”.

Argumentacji szpitala nie podziela Kazimierz Jaworski, senator Solidarnej Polski. – Jestem pełen podziwu dla tych pań położnych, które nie boją się mówić o tych strasznych przeżyciach i zdecydowały się wystąpić z pismem do dyrekcji szpitala, w którym podnoszą sprawę klauzuli sumienia. To jest dla nich prawdziwy dramat. W placówce, która cieszy się dużym uznaniem zarówno kobiet w ciąży, jak i mam nowo narodzonych dzieci, nie powinny mieć miejsca takie zabiegi – przypomina senator. – Jestem zaskoczony, że w szpitalu, gdzie urodziło się tyle dzieci, w którym pracują wspaniali lekarze i który był poświęcony przy otwarciu, wykonuje się aborcje. Zrobimy wszystko, żeby zaprzestano tych zabiegów – zapowiada Jaworski, informując, że będzie w tej sprawie rozmawiał z dyrekcją szpitala.

Anna Ambroziak

Aktualizacja 17 stycznia 2014 (09:37)

Nasz Dziennik