logo
logo

Zdjęcie: M.Marek/ Nasz Dziennik

Jak za komuny

Poniedziałek, 20 stycznia 2014 (02:12)

Zmuszanie przez Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych proboszczów do działań niezgodnych z prawem kanonicznym przypomina czasy komunistyczne, gdy władze próbowały łamać sumienia kapłanów – zwraca uwagę ks. bp Edward Frankowski z Sandomierza.

GIODO wysłał nakazy do pięciu proboszczów, aby dokonali wpisów w księgach chrztu o wystąpieniu z Kościoła określonych osób, choć te nie dopełniły przewidzianej prawem kościelnym procedury apostazji. Za niewykonanie tej decyzji księżom grożą wysokie kary finansowe. Jeśli natomiast to uczynią, złamią prawo kanoniczne.

Jak zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. bp Edward Frankowski, stawianie kapłanów w takiej sytuacji przez Naczelny Sąd Administracyjny i działania GIODO przywołują czasy komunistyczne.

– Pamiętam, jak wówczas komuniści łamali sumienia kapłanom, jak wciąż stawiali nas w trudnych sytuacjach, jak chcieli ingerować w obsadzanie urzędów w Kościele i wpisy w księgi kościelne – przypomina ksiądz biskup.

– Instrukcje ordynariuszy były jednak wtedy jasne i mówiły o tym, że kapłani podlegają prawu kościelnemu i do niego mają się stosować – dodaje.

Zwraca jednocześnie uwagę, że niestety obecnie rządzący, w czasach wielkich ataków na Kościół, chcą działać przez zaskoczenie. – Próbują nas, myśląc w ten sposób: zaskoczymy, a nuż się któryś wyłamie z procedur kościelnych. Będzie wówczas precedens, który opiszą wszystkie media, pokazując, że się da złamać księdza – podkreśla ks. bp Frankowski.

I nie ma złudzeń: działanie GIODO to jawne ingerowanie w sprawy Kościoła. – A żaden świecki urząd nie ma prawa wchodzić między stronę Kościoła a wiernego, nie ma prawa ingerować w wewnętrzne przepisy. Takie działanie wyraźnie szkodzi Kościołowi i kapłanom – zaznacza biskup sandomierski, dodając, że jak najszybciej trzeba wyjaśnić tę trudną dla Kościoła sprawę.

Jak podkreśla strona Kościoła, proboszczowie, którzy otrzymali od GIODO nakaz odnotowania w księgach chrztu apostazji, będą się odwoływać od tej decyzji, aż do zaskarżenia jej do NSA. Przedstawiciele Kościoła mają nadzieję, że sąd, po ponownym rozpatrzeniu sprawy, zmieni decyzję, na podstawie której doszło do wydania obecnych nakazów.

Poważne konsekwencje

Ostatnie decyzje GIODO w stosunku do proboszczów związane z apostazją zwracały siłą rzeczy uwagę głównie na procedurę wystąpienia z Kościoła. Warto podkreślić, że jej istotą jest to, aby taka decyzja była podjęta odpowiedzialnie, świadomie i ze znajomością konsekwencji dla dalszego życia i zbawienia. Dlatego apostazja musi się odbyć wobec proboszcza i w obecności dwóch świadków. Niewykluczone, że już wkrótce zniknie warunek obecności dwóch świadków.

Jak potwierdził ks. Józef Kloch, rzecznik KEP, jest już złożona w Watykanie nowelizacja obecnej instrukcji o apostazji. W nowych przepisach nie ma zapisu o konieczności udziału w akcie apostazji dwóch świadków. Pozostałe jednak warunki się nie zmieniają. Nadal nie będzie zatem wystarczać jedynie wyrażenie „aktu woli”, jak to jest w prawie świeckim.

Akt apostazji wiąże się z bardzo poważnymi konsekwencjami. Apostata bowiem nie może być ojcem chrzestnym dziecka, świadkiem do bierzmowania, nie może korzystać z sakramentów świętych, nie może mieć pogrzebu katolickiego, a ślub w kościele może wziąć z osobą wierzącą, ale po spełnieniu określonych warunków, m.in. podpisaniu zobowiązania, że nie będzie przeszkadzał współmałżonkowi w praktykowaniu wiary i wychowaniu dzieci w wierze katolickiej. Na apostacie ciąży także kara ekskomuniki.

Apostata może wrócić

Trzeba jednak podkreślić, że Kościół nigdy nie zamyka drogi człowiekowi do nawrócenia i powrotu apostaty. Warunki takiego powrotu zapisane są w kodeksie prawa kanonicznego. – Jeśli ktoś chce powrócić na łono Kościoła, musi zgłosić się do swojego proboszcza i zakomunikować swoją decyzję. Wówczas kapłan zgłasza to do biskupa i prosi o pozwolenie na przyjęcie go na łono Kościoła. Kiedy to nastąpi, biskup zdejmuje z człowieka ekskomunikę i wydaje pozwolenie proboszczowi – wyjaśnia ks. prof. Wojciech Góralski. – Po tym apostata musi znów zgłosić się do proboszcza i w obecności dwóch świadków złożyć wyznanie wiary. Po tym akcie kapłan umieszcza na akcie chrztu stosowną adnotację – wyjaśnia kanonista.

Małgorzata Pabis

Aktualizacja 20 stycznia 2014 (10:00)

Nasz Dziennik