logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Tajemnicza naprawa w przeddzień katastrofy

Środa, 22 stycznia 2014 (09:46)

Najnowszy wpis mec. Janusza Wojciechowskiego opublikowany na blogAID

 

9 kwietnia ekipa z walizeczką pośpiesznie naprawiała tupolewa. Wygląda na to, że nikt tej naprawy nie nadzorował...

 

1. Senatorowie Prawa i Sprawiedliwości zapytali doktora Laska i prokuratora Seremeta o okoliczności tajemniczej naprawy tupolewa w przeddzień katastrofy.

O tej naprawie napisała lakonicznie komisja Millera na s. 33 raportu. Że 8 kwietnia tupolew leciał z Pragi i zderzył się z ptakiem, w związku z czym 9 kwietnia naprawiano w nim osłonę radaru. Naprawy dokonywał nieprzeszkolony personel, co komisja uznała za nieprawidłowość.

Senatorowie chcieli się dowiedzieć, kto i w jakich okolicznościach stwierdził, że doszło do kolizji z ptakiem, dlaczego samolot nie zawrócił do Pragi, czy to było zgodne z procedurami bezpieczeństwa, ponadto kto dokonywał tej naprawy, kto wyznaczył ekipę do naprawy, a także czy jakieś służby państwowe tę naprawę nadzorowały.

Sprawa jest poważna – jeśli ktoś majstruje przy samolocie, którym nazajutrz ma lecieć prezydent Rzeczypospolitej, to należałoby oczekiwać, że służby Rzeczypospolitej taką naprawę nadzorowały.

W końcu chodzi o prezydenta państwa członkowskiego NATO, państwa zaangażowanego wojskowo w Afganistanie, a więc niewątpliwie zagrożonego atakiem terrorystycznym. W takim państwie służby specjalne na zimne powinny dmuchać i nie spuszczać z oka niczego, co ma związek z bezpieczeństwem głowy państwa.

 2. Odpowiedzi są wielce zastanawiające.

Doktor Lasek właściwie nic nie odpowiedział, napisał, że wszystko jest w raporcie i w załącznikach. Kolizja z ptakiem to nic takiego, pilot decydował, czy lecieć dalej. Po czym dodał rezolutnie, odwołując się do raportu komisji, że „wystąpienie powyższej niesprawności nie miało wpływu na katastrofę...”.

Owszem, wystąpienie niesprawności nie miało wpływu na katastrofę, to wiemy, panie doktorze Lasek. Ale tu chodzi bardziej o to, czy naprawa nie miała wpływu na katastrofę.

Krótko mówiąc – chodzi o to, czy ta naprawa kopuły radaru, a może i czegoś więcej, tupolewowi nie zaszkodziła.

Stąd pytanie, czy naprawiających ktoś nadzorował, ale doktor Lasek przemilczał ten problem.

 3. W imieniu prokuratora Seremeta odpowiedział prokurator Artymiak. Poinformował on senatorów, że prawidłowość tej naprawy z 9 kwietnia jest przedmiotem śledztwa i że personel dokonujący tej naprawy został przesłuchany. Brawo!

Ale prokurator Artymiak poinformował też, że kwestia nadzoru nad naprawą przedmiotem śledztwa nie jest. Chyba że się ujawnią jakieś okoliczności wskazujące na niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych, to wtedy będzie.

4. Panowie, chwileczkę... Stoi na lotnisku samolot z orłem i barwami Rzeczypospolitej. Jutro prezydent Rzeczypospolitej ma nim lecieć do Smoleńska. Przychodzi ekipa z walizeczką – my do naprawy tupolewa... a proszę bardzo, samolot stoi tam...

I wy do dziś, panowie, nie sprawdziliście, nie wiecie, czy ktoś te „złote rączki″ nadzorował?

Prokurator Artymiak pisze – jeśli się ujawnia jakieś okoliczności... Ale co się ma ujawnić? Nic się nie ujawni, jeśli tego nie zbadacie! Przecież takie gmeranie przy samolocie, którym lata prezydent RP, nie mogło się odbywać bez nadzoru! Nie znam procedur bezpieczeństwa, czy to BOR miało sprawdzać, czy ABW – nie wiem – ale ktoś do cholery nadzorować to musiał! Przez cztery lata tego nie sprawdziliście?

Co to za śledztwo? Co to za badanie katastrofy?

NaszDziennik.pl