Dostosować edukację do rynku pracy – to jedno z haseł, jakie od wielu miesięcy słyszymy z ust premiera i kolejnego już ministra edukacji narodowej. Temu ma być podporządkowana choćby nieustanna reforma szkolnictwa. Rząd ciągle mówi nam, jak istotne jest kształcenie młodych ludzi w zawodach, które są poszukiwane na rynku pracy, bo to ich uchroni przed bezrobociem i emigracją zarobkową.
Tylko że jakoś poza hasłami nic konkretnego MEN jeszcze nie pokazało. Ale podobno wkrótce taki program działań mamy zobaczyć. Tymczasem rząd zbiera różne pomysły i doświadczenia z innych państw. Temu mają także służyć rozmowy ze Szwajcarami, które odbędą się przy okazji wizyty w Polsce prezydenta Konfederacji Szwajcarskiej Didiera Burkhaltera.
Oczywiście czerpanie z doświadczeń innych nie jest niczym złym, zawsze jakieś ciekawe pomysły można by przeszczepić i na nasz grunt. Tylko że w kwestii edukacji nie musimy wymyślać prochu, nie trzeba odkrywać nieznanego lądu i czekać na porady zagranicznych autorytetów. Wystarczyłoby, żeby rząd posłuchał polskich ekspertów, ale tych rzetelnych, a nie tych, którzy przyklaskują wszystkim jego pomysłom. Gdyby premier Donald Tusk i obecna oraz poprzednie szefowe resortu edukacji uważnie słuchali ludzi, którzy mają pojęcie o tym, jak powinna wyglądać polska edukacja, to nie musieliby wzywać na pomoc ekspertów ze Szwajcarii.
Nie od dziś przecież wiadomo, że kolejne reformy edukacji zniszczyły szkolnictwo zawodowe, bo rodzicom i uczniom wmówiono, że liczą się tylko liceum, matura i studia, które miały dawać gwarancję pracy. Ale była to gwarancja pisana na piasku. I dlatego wielu światłych naukowców, przedsiębiorców, ekspertów od rynku pracy od dawna nadaremnie wzywa rząd do zmiany polityki edukacyjnej, która miałaby polegać m.in. na promowaniu i rozwijaniu szkolnictwa zawodowego, współpracy szkół z przedsiębiorcami itd.
Każdy kraj potrzebuje inżynierów, prawników, ekonomistów czy socjologów, ale jeszcze więcej potrzebuje wykwalifikowanych murarzy, elektryków, odlewników, kierowców, brukarzy i reprezentantów wielu innych profesji. U nas ta piramida zawodów już dawno została zachwiana, więc wielu przedsiębiorstwom brakuje pracowników, a jednocześnie tysiące osób ma zawód, który na rynku pracy nie bardzo się przydaje. Ten trend można odwrócić, ale to wymaga czasu i pieniędzy. Dłużej jednak zwlekać już nie można.

