logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Konstytucja gender

Środa, 5 lutego 2014 (02:00)

Konwencja Rady Europy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet wywoła lawinę instytucjonalnej przemocy wobec rodzin, ostrzegają eksperci.

Dokument jest podszyty genderyzmem, a jego wdrażanie może spowodować wywrócenie porządku społecznego do góry nogami. – O to właśnie chodziło marksistom i feministkom – zwracają uwagę specjaliści.

Prawnicy, psychologowie, socjologowie i przedstawiciele organizacji społecznych uczestniczyli wczoraj w konferencji na temat społecznych i prawnych skutków ratyfikacji konwencji Rady Europy o przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej. Podczas spotkania, które zorganizował Parlamentarny Zespół na rzecz Ochrony Życia i Rodziny, zwrócono uwagę, że wbrew nazwie dokument niczego nie wnosi w kwestii samego ścigania przestępstw wobec kobiet, ponieważ w polskim systemie prawno-karnym istnieją już gwarancje ścigania tego rodzaju patologii. Celem konwencji jest raczej destabilizacja tradycyjnej rodziny.

Doktryna wojny płci

– To taka zupa z prawdziwków, do której dodano „tylko” kilka muchomorów – mówiła psycholog prof. Maria Ryś. – Konwencja wprowadza instytucjonalną przemoc wobec człowieka, narodu, tradycji, kultury i ludzi – oceniła. Wicemarszałek Sejmu Marek Kuchciński (PiS) zwrócił uwagę, że dokument zasadza się na dwóch źródłach ideologicznych: feminizmie oraz marksizmie. – Konwencja podważa główne filary cywilizacji europejskiej – wskazał.

Komunistycznej proweniencji ideologii gender, na której oparto założenia konwencji, dowodzą sformułowania zawarte już w preambule dokumentu – konstatujące, że przemoc wobec kobiet jest „manifestacją nierównego stosunku sił pomiędzy kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków”. W efekcie miało to doprowadzić do „dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji tych ostatnich”. Podobnych źródeł specjaliści dopatrują się w wykładni, że „przemoc wobec kobiet stanowi jeden z podstawowych mechanizmów społecznych, za pomocą którego kobiety są spychane na podległą wobec mężczyzn pozycję”.

 

Narzędzie represji

W razie ratyfikacji dokumentu Polska zostanie zobowiązana do przestrzegania szeregu absurdalnych przepisów, zakazów i nakazów. – Jeśli oburza nas program „Równościowe przedszkole” lub projekt ustaw o mowie nienawiści czy korekcie płci, to tego typu projekty tworzone są na bazie właśnie tej konwencji. Ta konwencja to konstytucja gender – powiedział wiceprezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia Antoni Szymański.

Eksperci zwracają uwagę, że dokument z założenia przewiduje nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn, automatycznie zakazując traktowania instrumentów represyjnych wobec mężczyzn jako przejawów ich dyskryminacji. Eliminuje też prawo rodziców do wychowania dzieci m.in. poprzez nakaz uwzględniania w treściach edukacyjnych materiałów dotyczących tzw. niestereotypowych ról przypisanych płciom.

Skutki wprowadzania we Francji rozwiązań inspirowanych ideologią gender przedstawił działacz pro-life Bertrand Bisch. Jego zdaniem, to kolejny element szerzenia kontrkultury śmierci. Dlatego zachęcał do wspólnego postawienia w Europie tamy tego typu trendom.

Na niezgodność „antyprzemocowej” konwencji z polską Konstytucją zwrócił uwagę prof. Aleksander Stępkowski, szef Instytutu Ordo Iuris. W jego ocenie, są duże szanse na nieratyfikowanie dokumentu właśnie ze względu na ten rozziew. – Konwencja wywodzi się z ideologii komunistycznej, a więc art. 13 Konstytucji koliduje z jej preambułą i konkretnymi zapisami. Tak jak Marks z Engelsem mówili o kolidowaniu kapitału z pracą, tak samo rodzinę uznano za miejsce instytucjonalnej przemocy mężczyzn wobec kobiet. Identycznie traktowane są środki produkcji w ideologii komunistycznej jak teraz kobieta traktowana jest przez konwencję. Wszelkie konflikty mają zniknąć, gdy różnice płci zostaną zniwelowane – obrazował prawnik. Tymczasem nasza Konstytucja odwołuje się do chrześcijańskiego dziedzictwa Narodu i wskazuje na łączność z ładem społecznym I i II Rzeczypospolitej. – Konwencja chce ten ład przebudować, bo uznaje go za przyczynę istnienia przemocy wobec kobiet – stwierdził prof. Stępkowski.

W kwestii reagowania na przestępstwa wobec kobiet dokument nic nie wnosi do polskiego systemu prawnego. – Wszystkie postanowienia konwencji mają swoje odpowiedniki w istniejących już przepisach. Nie ma nic więcej poza ideologicznym kontekstem, w którym każe się odczytywać te regulacje i tak je stosować – powiedział prof. Stępkowski. Doktor Joanna Banasiuk z Uniwersytetu w Białymstoku stwierdziła zaś, że pewne przepisy są inkorporowane do naszego prawa wprost z ideologii feministycznej, np. dotychczasowy tryb ścigania za gwałt na wniosek pokrzywdzonego został zmieniony na ściganie z urzędu.

Męskość piętnowana

Narzucane Polsce przepisy nie korespondują z rzeczywistością, w jakiej żyją ofiary przemocy, jest przekonana Krystyna Żytecka z Fundacji Pomoc Kobietom i Dzieciom, która od 14 lat pomaga kobietom pokrzywdzonym, w tym ofiarom gwałtów. – Jak osoba zgwałcona ma natychmiast stanąć przed sądem i zeznawać, skoro przez 6 tygodni leży w pozycji embrionalnej i nie ma z nią kontaktu? – mówiła.

Olgierd Pankiewicz, adwokat z Instytutu Ordo Iuris, pokazywał, do jakich absurdów może dojść w sytuacji wprowadzenia zapisów konwencji do prawa karnego.

– Jeżeli mężczyzna, który „uzgodnił płeć”, a więc uznał, że jest kobietą, oskarży jakiegoś mężczyznę o przemoc, to ten drugi będzie ścigany karnie z wszelkimi tego konsekwencjami. Co więcej, jeśli kobieta, której dziecko trafi pod opiekę ojca, który zamieszka z innym mężczyzną, który również „uzgodnił płeć”, chce bronić dziecka wobec zaistnienia patologicznej sytuacji, może to zostać uznane za pogwałcenie praw takiej osoby – tłumaczył adwokat. Zgodnie z duchem konwencji męskie wzorce zachowania nie będą przekazywane, lecz piętnowane.

Zgodnie z obserwacjami psychiatrów, może dojść do zachwiania tożsamości chłopców, co z kolei skutkować będzie w przyszłości natężeniem aktów przemocy wobec kobiet. – Owoce rewolucji seksualnej z lat 60. i 70., które pojawiły się nawet w Polsce, doprowadziły np. do wzrostu gwałtów zbiorowych – podał przykład prawnik.

Profesor Ryś nie ma wątpliwości, że politycznym celem konwencji jest doprowadzenie do legalizacji aborcji, lansowanie powszechnego dostępu do bezpłatnej antykoncepcji oraz rozbudzanie seksualne dzieci poprzez zajęcia z tzw. edukacji seksualnej. – Nie ma to nic wspólnego z dobrem kobiet i dzieci, ale wielkimi zyskami firm farmaceutycznych oraz przemysłu aborcyjnego – uzmysławiała psycholog.

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik