logo
logo
 

Dr Tomasz M. Korczyński

Tusk przegrywa

Poniedziałek, 10 marca 2014 (11:10)

Najnowszy sondaż TNS wskazuje na rosnące poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości i brak optymistycznych wiadomości dla Platformy Obywatelskiej. Wydawało się, że chociaż na jakiś czas Donald Tusk skorzysta z okazji kryzysu politycznego na Wschodzie. Jednak na razie jego polityka nie przekłada się na sukces PO w kraju. Nawet jeśli Platformie Obywatelskiej poparcie w sondażach wzrosłoby nieznacznie, to mimo wszystko będzie to efekt krótkotrwały. Wyborcy przekonali się, że polityka Tuska to lawirowanie, od podmuchu do podmuchu, odpowiednio ustawiona, lecąca z wiatrem wydarzeń. Nie ma w tym ani pomysłu, ani strategii, ani myślenia o Polsce, jej przeszłości, teraźniejszości, przyszłości.

Przede wszystkim zaś Polacy na przykładzie konfliktu za wschodnią granicą dostrzegli na własne oczy, że dotychczasowa polityka miłości do prezydenta Putina w wykonaniu PO nie zdała egzaminu. Mało tego, przyniosła realne zagrożenie. Tę politykę uprawiali Donald Tusk, Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski w pierwszym rzędzie, a dziś udają twardych graczy antyputinowskich. Cokolwiek uważa PO, Polacy nie żyją w odrealnionym świecie i tak jawnej manipulacji nie sposób nie dostrzec.

Przechwałki, zapewnienia o pełnym bezpieczeństwie narodowym, pogróżki rzucane w stronę Rosji są bardziej groteskowe niż wiarygodne. Polacy mogli w ostatnim czasie zobaczyć wyciszonego, wyczerpanego, wystraszonego premiera Donalda Tuska, który z trudem panuje nad sytuacją. Po sobotnim (1 marca) spotkaniu z politykami wszystkich sił politycznych w Sejmie RP przemawiał do dziennikarzy ogólnikami, frazesami, banałami. Jeszcze tego samego dnia wypowiedź prezydenta Komorowskiego wskazała, jak bardzo sytuacja na Ukrainie jest katastrofalna i jak odległe jest to, o czym mówił Tusk. Na drugiej konferencji (4 marca) Tusk był odważniejszy. Mogliśmy obserwować podśmiewującego się sztubaka, niemal rozhisteryzowanego, który z wielką polityką ma tyle wspólnego, ile Putin z demokracją. Dziś „Gazeta Wyborcza” i TVN ukazują Tuska jako męża stanu, któremu przyklaskują europejskie potęgi, jako rzekomo głównemu rozgrywającemu aktualną sytuację. To takie tanie.

Premier także zdaje sobie sprawę, że jego dotychczasowa polityka miłości wystarczająco się skompromitowała. Poszukuje zatem nowej formuły. Jest to, jak wiemy, zużyty polityk, który chce dotrwać (jakoś) do końca swojej kadencji i uratować tyle, ile się da. Jeżeli nie skompromituje się więcej i mocniej, a Putin postawił mu teraz dość wysoką poprzeczkę, to może wciąż oczekiwać lukratywnego stanowiska w Komisji Europejskiej, ale powtórzę, wyzwanie jest większe.

W naszym kraju odgrywanie dobrego i odpowiedzialnego włodarza jest przeszłością. Polacy, co odzwierciedlają kolejne sondaże, zrozumieli, że zielona wyspa była mamidłem. Do tego kompromitująca porażka w polityce międzynarodowej. To w gruncie rzeczy przez ekipę Tuska Zachód został uśpiony i nabrany na putinowskie ucywilizowanie. Sam też się mocno nabrał i teraz otwiera ze zdumienia oczy i krzyczy: „Putin to barbarzyńca! Stracił kontakt z rzeczywistością”, kiedy ten nie tylko wcale go nie stracił, ale zamiast słów przechodzi do konkretnych czynów. Bardzo realnych.

W relacjach Europy z Rosją zazwyczaj patrzy się w pierwszym momencie na Polskę. A tu ekipa Tuska przez siedem lat od rana do wieczora tłumaczyła i zapewniała, wspomagana przez „Gazetę Wyborczą” i celebrytów, że Rosja jest już inna, że jest zmieniona, że każdy, kto źle o Rosji mówi, to szerzący antyrosyjskie resentymenty faszysta (przypomnę, że establishment nawet świeczki na grobach żołnierzy radzieckich zapalał).

Dziś Tusk, powtórzę, szaleńczo poszukuje nowej formuły w tym zarzewiu wojennym. Chce też ugrać swoje i prawdopodobnie, pomimo sondażu TNS, odbije się na jakiś czas od dna w kolejnych badaniach. Lecz na dłuższą metę karta ukraińska nie wystarczy, żeby wygrać wybory. Roli zaciskającego piąstki gieroja nie wypada mu teraz odgrywać.

Po siedmiu latach tak uległej i biernej postawy wobec imperialistycznych zakusów Rosji, jej ordynarnego upokarzania nas na arenie międzynarodowej Tusk zdał sobie chyba wreszcie sprawę z powagi sytuacji. Nareszcie. Jednak żeby pojąć perfidię i agresję reżimu Putina, musiał poczekać aż do momentu, gdy nasz wschodni sąsiad, Ukraina, utonie w wojnie. Zawsze można się cieszyć, że stało się to teraz, niż gdyby miał dalej odgrywać przyjaciela Władimira. Porażka dotychczasowej polityki wschodniej, łącznie z wycieczką Sikorskiego na rozmowy negocjacyjne z Janukowyczem, ukazuje niedojrzałość i zagrożenie dla Polski w postaci tego nieodpowiedzialnego rządu.

Polska jest dla putinowskiej Rosji wrogiem, o czym zapomniał Donald Tusk. Postsowiecka Rosja, która właśnie rozpoczęła inwazję militarną na cywilizację europejską, rozbiła w pył salonowe marzenia o sławie i chwale Tuska. Ta groźna Rosja jest nieobliczalna. Przeprowadzi i wykorzysta każdą prowokację, każdy błąd, każdą słabość przeciwnika, od której aż roi się w rządzie PO – PSL.

W każdym razie należy jak najszybciej zmienić tę ekipę, bo to, że mamy dziś u bram zajadłego wroga, Putina, któremu Tusk wraz z Sikorskim i prezydentem Komorowskim dobierali przyjazne i łagodne maski, uspokajali Zachód, dawali się naiwnie nabrać na oswojenie tego cwanego gracza, to wynik destrukcyjnej i niebezpiecznej dla polskiej racji stanu polityki międzynarodowej koalicji PO – PSL. Wszystko, co teraz w tym konflikcie dotknie nas i naszą Ojczyznę, będzie konsekwencją nonszalancji gabinetu Tuska, jego lekkomyślności, nieudolności, a także wściekłej pazerności na władzę za wszelką cenę. I uśmieszki premiera na konferencjach niczego tu nie zmienią, z tego powodu, na pewno nie będziemy się czuć bezpieczniej.

Dr Tomasz M. Korczyński

Aktualizacja: Poniedziałek, 10 marca 2014 (16:43)

NaszDziennik.pl