logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Sikorski odmawia

Czwartek, 13 marca 2014 (02:00)

W tym samym czasie, gdy politycy koalicji rządzącej mają usta pełne frazesów o pomocy dla Ukrainy, warszawskiemu liceum, w którym kształcą się młodzi Polacy zza wschodniej granicy, grozi likwidacja.

Niepublicznemu Kolegium św. Stanisława Kostki, w którym kształcą się młodzi Polacy zza wschodniej granicy, grozi likwidacja. Tegoroczna dotacja z MSZ nie wystarcza nawet na opłacenie wyżywienia uczniów.

– W naszej uczelni kształci się obecnie 96 uczniów, z czego 50 jest z Ukrainy. To absurdalna sytuacja, żebyśmy jako państwo – w sytuacji gdy cała Polska udziela pomocy Ukrainie i jeszcze mobilizuje do tego państwa UE – doprowadzili do tego, że będziemy musieli odesłać ich do kraju, w którym wojna wisi na włosku – mówi Ewa Petrykiewicz, dyrektor liceum i prezes Fundacji „Dla Polonii”.

Problemy szkoły zaczęły się w 2011 r., gdy drastycznie zmniejszyła się dotacja MEN na internaty i zmieniły się zasady finansowania placówek polonijnych. Od tego czasu dotacje dzieli MSZ.

– Doświadczenie pokazało, że był to zły ruch, gdyż przez to takie instytucje jak Liceum Polonijne boryka się dzisiaj z ogromnymi trudnościami, walcząc z miesiąca na miesiąc o przetrwanie. Gdyby nie rzesza darczyńców, tej szkoły by nie było. Od maja 2012 r. przekazali nam 250 tys. złotych – tłumaczy Michał Osiej z Fundacji „Dla Polonii”, która wspiera liceum.

Kolejnym powodem problemów szkoły była konieczność wypowiedzenia najmu pomieszczeń w Wilanowie, bo ze względu na powiększającą się liczbę uczniów tamtejszy budynek parafialny okazał się niewystarczający.

Trzeba było znaleźć siedzibę tymczasową. Szkoła tułała się po urzędach przez pół roku. Okazało się, że mogą się znaleźć sale lekcyjne, ale nie miejsce na internat.

Mieliśmy do wyboru albo zamknąć szkołę w 10. roku jej działalności i dzieci odesłać do domu, albo skorzystać z możliwości wynajęcia pomieszczeń w Prywatnej Wyższej Szkole Nauk Społecznych, Komputerowych i Medycznych przy ul. Bobrowieckiej 9, gdzie niestety opłaty są bardzo wysokie – mówi Anna Olesiak, wicedyrektor liceum. – Dziś generalnie co drugi miesiąc stajemy przed pytaniem: damy radę czy zamykamy? – dodaje.

Jednym z najpilniejszych problemów są środki na wyżywienie dzieci, a właściwie ich brak. Liceum uzależnione jest od władz uczelni, w której wynajmuje sale, a te narzuciły konieczność korzystania z firmy cateringowej. W ubiegłym roku MSZ przyznało liceum dotację, która zaspokajała tylko 60 proc. jego potrzeb.

Choć placówka wnioskowała o kwotę ok. 400 tys., dostała 250 tys., co do września 2013 r. pozwoliło pokryć m.in. koszty obiadów i śniadań. W tym roku ministerstwo jeszcze obniżyło dotację, tylko do 10 procent.

– Sytuacja jest dramatyczna, nie mamy skąd wziąć tych pieniędzy. Jeżeli firma cateringowa powie nam pod koniec tego miesiąca czy w przyszłym, żebyśmy zapłacili za styczeń i luty, bo inaczej nie będą karmić tych dzieci, to nie wiem, co zrobimy. Nie wyobrażam sobie stanięcia przed tymi młodymi ludźmi i powiedzenia im, że państwo polskie, polskie MSZ, nie przyznało tym razem pieniędzy – martwi się dyrektor szkoły.

– Co ja powiem ich rodzicom, którzy są zachwyceni tym, że ich dzieci tu studiują? Mówimy dziś dużo o wsparciu dla Ukrainy, ale tam jest ogromna rzesza Polaków i państwo polskie powinno w pierwszej kolejności pomyśleć też o nich. To dramat, że UE obiecuje 11 mld euro Ukrainie, a Polska nie może wykarmić 96 uczniów w jednym semestrze roku szkolnego – bulwersuje się Ewa Petrykiewicz.

Może być tak, że placówka stanie w obliczu konieczności poinformowania maturzystów, że nie będą mogli przystąpić do egzaminu.

Winne procedury?

MSZ przyznaje środki w procedurze konkursowej. Ale regulamin zmienia się właściwie co pół roku.

– My oczywiście wnioskujemy o wsparcie dla szkoły, w tym przede wszystkim o pieniądze na wyżywienie uczniów. Nasza uczelnia, jak każda szkoła niepubliczna, dostaje co prawda jakieś subwencje z MEN, natomiast resztę budżetu szkoły powinno pokrywać czesne. Nasi uczniowie tego czesnego nie płacą, bo ich po prostu na to nie stać. Stąd co miesiąc musimy uzupełniać budżet o środki na wyżywienie w kwocie ponad 50 tys. złotych – relacjonuje wicedyrektor szkoły. I choć w konkursie MSZ nie ma przewidzianej procedury odwołań, władze liceum i tak to robią.

– Odwołaliśmy się do komisji sejmowych i senackich, udało nam się także dotrzeć bezpośrednio do ministra Sikorskiego, do którego, podobnie jak do pana premiera, napisaliśmy list w tej sprawie. Myślę, że w ciągu dwóch tygodni dowiemy się, czy minister wyasygnuje jakieś środki z rezerwy, czy też nie. Chodzi o dofinansowanie w wysokości 70 tys. zł na cały rok – zaznacza Anna Olesiak.

Radosław Sikorski przeczytał list i podobno poprosił dyrektora departamentu, który opiniuje wnioski konkursowe, by zajął się sprawą. Ten poinformował dyrektora liceum, że 3 marca odbędzie się powtórne posiedzenie komisji konkursowej w ich sprawie.

– Nie wiem, czy się odbyło, czy nie. Po 3 marca usłyszeliśmy jednak od pani dyrektor departamentu, że nie ma możliwości przesunięcia żadnych środków w ramach procedur konkursowych. Jedyną szansą są środki z rezerwy. Jeśli otrzymamy decyzję odmowną, upublicznimy zarówno list do ministra Sikorskiego, jak i do premiera Tuska – zapowiada Olesiak. Wtedy również ma ruszyć akcja zbierania podpisów pod apelem do władz.

Nowa siedziba

By znacząco obniżyć comiesięczne koszty, władze liceum wpadły na pomysł poszukania własnej siedziby. Dzięki życzliwości ks. abp. Henryka Hosera i Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi udało się znaleźć odpowiednie miejsce dla szkoły. To budynek po dawnym domu dziecka na Białołęce przy ul. Wałuszewskiej 48, który Siostry Franciszkanki wydzierżawiły Fundacji na 25 lat. Wymaga on jednak generalnego remontu, a koszt całej inwestycji wyceniono na 2,5 mln złotych. Powstała więc strona internetowa www.witajciewdomu.pl, która informuje, w jaki sposób można wspomóc inicjatywę.

W odremontowanym budynku będzie mogło mieszkać i uczyć się 140 uczniów z Ukrainy, Białorusi, Kazachstanu, a nawet Uzbekistanu, Mołdawii, Rosji, Armenii i Gruzji.

– Tu będą uczyć się Polski, a po powrocie do domów będą najlepszymi jej ambasadorami na Wschodzie. Mamy nawet sygnały od sióstr, że jeżeli zobaczą, iż nasza działalność się rozkręci, to być może budynek, który dzierżawimy, z czasem zostanie nam nawet podarowany – mówi dyrektor szkoły.

Nauczyciele szacują, że dzięki własnej stołówce w nowej szkole koszty wyżywienia uczniów spadną aż o 70 proc., co znacznie uniezależni ją od dotacji z MSZ.

– Siedziba na Białołęce jest naszą jedyną nadzieją, by nasza działalność przetrwała. Pilnie potrzebujemy wsparcia finansowego – kwituje Anna Olesiak.

Misją liceum jest umożliwienie młodym Polakom ze Wschodu edukacji w języku polskim, zdanie matury w Ojczyźnie przodków, zapewnienie jak najlepszego wykształcenia licealistom, wychowanie w duchu patriotyzmu, w zgodzie z wartościami chrześcijańskimi, odbudowanie więzi ich rodzin z Polską oraz wypełnienie zobowiązania moralnego wobec Polaków, którzy musieli pozostać za Bugiem.

Szkoła prowadzi różne koła zainteresowań, chór, koła malarskie, muzyczne, wokalne, zajęcia z samoobrony czy jazdy konnej.

W 2012 r. Kolegium św. Stanisława Kostki znalazło się w gronie 25 najlepszych liceów w Warszawie, a jego maturzyści zdają egzaminy z ocenami powyżej średniej krajowej. – Chcemy kształcić tę młodzież, zapraszać ją do Polski. To pokolenie, które za chwilę albo właściwie już jest prawie zasymilowane w tych krajach, w których mieszka, w których się urodziło, zwłaszcza na Ukrainie lub Białorusi. Nieliczni uczą się jeszcze w szkołach polskich, tam gdzie są rodziny mieszane, te tradycje polskie naprawdę zanikają – wskazuje Ewa Petrykiewicz. – Przyjeżdżają tu, bo wiedzą, że mieli babkę Polkę, dziadka Polaka czy pradziadków z Polski. Często nigdy nie pytali o swoje korzenie i dopiero możliwość przyjazdu do Polski stworzyła taką szansę, odkrywają tutaj swoją drugą tożsamość – kwituje dyrektor placówki.

Piotr Czartoryski-Sziler

Aktualizacja 13 marca 2014 (09:35)

Nasz Dziennik