logo
logo

Zdjęcie: Arch. Ewy Błasik/ -

Krew Generała się broni

Czwartek, 20 marca 2014 (02:00)

„NASZ DZIENNIK” UJAWNIA: Biegli: We krwi generała Andrzeja Błasika nie było alkoholu.

Badania przeprowadzili, a później ekspertyzę z nich sporządzili biegli krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych. Analizy toksykologiczne materiału genetycznego pobranego od 21 ofiar katastrofy przeprowadzono na zlecenie Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która prowadzi śledztwo smoleńskie.

Opinia biegłych wpłynęła do prokuratury 5 marca. Śledczy nie ujawniają szczegółów dokumentu. – Tak, dysponujemy tą opinią – przyznaje kpt. Marcin Maksjan z Biura Prasowego Naczelnego Prokuratora Wojskowego. – Wypowiemy się w tej sprawie po zapoznaniu się z tym dokumentem ze strony pełnomocnika pani generałowej – dodaje.

Analizy dotyczyły określenia zawartości alkoholu etylowego i wyznaczenia zażyciowego stężenia alkoholu etylowego we krwi w chwili śmierci, stwierdzenia obecności śladów środków odurzających oraz ustalenia zawartości hemoglobiny tlenkowęglowej. Próbki materiału biologicznego pobrane z ciał ofiar katastrofy w Moskwie w kwietniu 2010 r., pozostałe po przeprowadzeniu przez Rosjan badań molekularno-genetycznych, toksykologicznych, gazowo-chromatograficznych i biologicznych, w sierpniu 2012 r. przekazał polskim prokuratorom Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej. Materiał został odesłany do krakowskiego IES. A ten po badaniach wykluczył jakąkolwiek obecność alkoholu we krwi generała Andrzeja Błasika.

– Tym samym upada rosyjska wersja o pijanym generale Błasiku, która była ze strony Rosjan zagraniem czysto PR-owskim, chodziło tylko i wyłącznie o upokorzenie Polaków – komentuje wyniki prac biegłych mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik rodziny dowódcy Sił Powietrznych. Scenariusz o pijanym generale Andrzeju Błasiku i wywieranej przez niego presji na załogę był podstawą raportu rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego sporządzonego po katastrofie Tu-154M. W raporcie Tatiany Anodiny znalazł się zapis, jakoby we krwi generała stwierdzono obecność 0,6 promila alkoholu etylowego. Drastyczną ekspertyzę sądowo-lekarską obrażeń dowódcy Sił Powietrznych RP z werystycznym opisem urazów MAK opublikował na swoich stronach internetowych, w załączniku do raportu. Dokument ma nazwę „Ekspertyza nr 37 z oględzin zwłok”. Badanie na zawartość alkoholu we krwi generała Błasika znajdowało się właśnie w tym dokumencie. Pod nim podpisał się ekspert-chemik A. Lawreszin. Badanie krwi przeprowadzono 11 kwietnia 2010 r. w Departamencie Ochrony Zdrowia, Biurze Ekspertyz Medyczno-Sądowych w Moskwie. W dokumencie brakowało informacji, o której godzinie przeprowadzono badanie. Strona rosyjska nie podała też źródeł wydanej opinii. Brak także było zapisów wyników metody, którą jakoby prowadzono badanie krwi, co pozwoliłoby stwierdzić, czy poziom alkoholu był wysoki, czy niski. Ponadto próbka nie była właściwie zabezpieczona (nieopieczętowana), co zupełnie podważa jej wiarygodność jako materiału dowodowego. Brak zabezpieczenia implikował sytuację, że mogłoby dojść do zamiany próbek – a zważywszy na bałagan, jaki panował choćby przy identyfikacji ciał ofiar tej katastrofy, wątpliwości te byłyby całkowicie uzasadnione.

Kwestię domniemanych nacisków ze strony gen. Andrzeja Błasika podnieśli też polscy eksperci z tzw. komisji Jerzego Millera, tyle że mówiono tam już nie o presji bezpośredniej, ale o presji pośredniej na pilotów. Ostrożnie natomiast strona polska odniosła się do kwestii zawartości alkoholu we krwi generała.

W „Uwagach Rzeczypospolitej Polskiej do projektu Raportu końcowego MAK z badania wypadku samolotu Tu-154M nr boczny 101” stwierdzono, że o wynikach badań stężenia alkoholu etylowego we krwi dowódcy Sił Powietrznych przeprowadzonych przez stronę rosyjską nie można się wypowiedzieć ze względu na brak dokumentacji źródłowej: nie ma autoryzowanych wyników badań toksykologicznych oraz informacji, kiedy i jak zabezpieczono materiał do badania. Eksperci stwierdzili przy tym, że nie można jednak wykluczyć, iż alkohol wykazany podczas autopsji mógł mieć pochodzenie endogenne, na skutek wewnętrznych reakcji zachodzących w organizmie. Warto zaznaczyć, że powstawanie alkoholu w zwłokach in corpore może być efektem niesterylnych metod pobierania materiału. Istnieje bowiem wówczas możliwość zanieczyszczenia – kontaminacji próbki krwi szczepem bakteryjnym o różnym charakterze z rodzaju tlenowców i beztlenowców, które mogą generować z glukozy zawartej we krwi alkohol endogenny.

 

Wątpliwości pozostają?

W świetle ustaleń krakowskich biegłych rodzą się jednak pewne dodatkowe pytania. A mianowicie, dlaczego próbki, na których prowadzone były badania m.in. na obecność alkoholu we krwi, zostały przekazane stronie polskiej dopiero dwa lata po katastrofie? Dlaczego strona rosyjska zwlekała z ich przekazaniem? Czy materiał był właściwie zabezpieczony, tak by później można go było poddać podobnym badaniom? No i wreszcie, dlaczego polska prokuratura zleciła wykonanie badań ekspertom z Krakowa – chociaż na to najbardziej logiczna odpowiedź nasuwa się sama – a mianowicie śledczy stwierdzili niewątpliwie, że badania rosyjskie okazały się po prostu niewiarygodne? I dlatego uznali, że należy wykonać własne badania.

– Oczywiście zawsze pewne wątpliwości mogą być. Ale w mojej ocenie bardziej wiarygodne są badania przeprowadzone przez polskich biegłych niż badania zrobione przez Rosjan, którzy od początku w sprawie smoleńskiej mataczyli. Wystarczy też przypomnieć sobie całą nagonkę na generała Błasika po ogłoszeniu raportu MAK, sprawę zamiany ciał ofiar. Przykłady można by mnożyć. W świetle badań przeprowadzonych w Polsce i doświadczenia związanego z dotychczasowym działaniem strony rosyjskiej konkluzja nasuwa się sama: rosyjskie badania krwi generała Błasika były sfałszowane – wskazuje mec. Bartosz Kownacki.

Anna Ambroziak

Aktualizacja 20 marca 2014 (19:50)

Nasz Dziennik