logo
logo
 

Dr Cezary Mech

Terapia szokowa Ukrainy

Sobota, 22 marca 2014 (02:00)

Sytuacja polityczna Ukrainy wyjaśnia się, o czym świadczy zdecydowana wypowiedź prezydenta Baracka Obamy, że wojny o Krym nie będzie. Sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, były komendant Majdanu Andrij Parubij, potwierdza, że Ukraina wycofa 15 tys. stacjonujących na Krymie żołnierzy „szybko” i „efektywnie”. Niemniej cały czas trwa proces schładzania relacji Rosji z Zachodem, o czym świadczą spadki na wczorajszym otwarciu giełdy moskiewskiej o 2,5 proc., jak i implozja gospodarcza Ukrainy.

Wyzwania gospodarcze, jakie stoją przed Ukrainą, są olbrzymie. Przed zmianami pomagała je przezwyciężyć Rosja i Chiny, obecnie pomoc Zachodu jest skoncentrowana na aspektach politycznych. O ile rząd Janukowycza miał zagwarantowane 15 mld USD wsparcia od Rosji oraz 18 mld USD od Chin, obniżkę ceny gazu i utrzymanie rynku zbytu dla towarów przemysłowych w Rosji, w połączeniu z kontraktami chińskimi na kwotę 30 mld USD, o tyle nowy rząd deklaruje zastosowanie terapii szokowej według „recepty Balcerowicza”. Obcięcie, jak zapowiedział premier, wydatków budżetowych o 15-20 proc. przy jednoczesnym wzroście nakładów zbrojeniowych i podwyżkach cen energii, w tym gazu, docelowo aż siedmiokrotnie, grozi pauperyzacją społeczną i nasileniem konfliktów społecznych. Zwłaszcza że władze opierają się z jednej strony na siłach politycznych zakorzenionych na zachodniej Ukrainie oraz na oligarchach, którzy będą starali się przerzucić koszty ratowania swoich przedsiębiorstw na państwo. Odcięcie rynku rosyjskiego, przy przestarzałej produkcji, nieadekwatnej do rynku UE, spowoduje powstanie drożyzny i lawinowy wzrost bezrobocia.

Rozwój sytuacji w dotychczasowym kierunku może powodować „ucieczkę do przodu” obecnych władz, które mogą planować przeprowadzenie reformy gospodarczej pod osłoną stanu wojennego, ogłoszonego formalnie lub zrealizowanego faktycznie. Nawet jeśli tego typu działania będą skuteczne, to doprowadzą do rozpadu więzi społecznych i ewentualnej secesji wschodnich, a może też południowych regionów Ukrainy, i przyłączenia ich do Rosji. Z drugiej strony opinia publiczna Zachodu będzie zasypywana bulwersującymi informacjami, a to o chęci posiadania broni atomowej przez Ukrainę, a to o niedemokratycznym działaniu nowych władz i stosowaniu „gangsterskich taktyk”, jak wczoraj podał „Wall Street Journal”. W tym kontekście Polska, popierając pierwotne dążenia antyoligarchiczne i solidarnościowe Majdanu, powinna skoncentrować się na wywieraniu nacisków na Ukrainę i domagać się, by w procesie edukacji ukazywane było ludobójstwo Polaków na Kresach. Sami zaś powinniśmy wykorzystać polityczny moment i odesłać do skansenu wszystkie pomniki „wdzięczności” Armii Czerwonej.

Dr Cezary Mech

Nasz Dziennik