logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Czy "Zdzisławski" to Ścibor-Rylski?

Wtorek, 14 sierpnia 2012 (06:16)

W archiwum IPN zachowała się teczka tajnego współpracownika o pseudonimie "Zdzisławski", którym miał być gen. Zbigniew Ścibor-Rylski, prezes Związku Powstańców Warszawskich. Środowisko Armii Krajowej jest zaskoczone takimi informacjami.

Informacja o teczce personalnej TW "Zdzisławski" pojawiła się w wydanej w zeszłym roku książce Marka Lachowicza pt. "Wspomnienia cichociemnego", do której wstęp i opracowanie naukowe przygotował historyk rzeszowskiego oddziału IPN Krzysztof A. Tochman.

Lachowicz był żołnierzem 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, podobnie jak Zbigniew Ścibor-Rylski. I to właśnie w przypisie zawierającym biogram obecnego prezesa ZPW znajduje się informacja, że został on "w 1947 r. zarejestrowany przez Wydział I WUBP Poznań jako TW "Zdzisławski". Wykorzystywany do 1964 r., kiedy to wyprowadził się z Poznania do Warszawy. Równocześnie, przynajmniej od 1956 r., współpracował z Departamentem I oraz Departamentem II MSW. Wg zachowanych dokumentów, inwigilował swoją żonę (...), jak również rozpracowywał Międzynarodowe Targi Poznańskie i środowiska polonijne w USA".

- Badałem teczkę personalną tajnego współpracownika, która znajduje się w archiwum IPN w Warszawie. Wynika z niej, że pan gen. Zbigniew Ścibor-Rylski został zarejestrowany jako tajny współpracownik. W tej teczce nie znalazłem zobowiązania do współpracy, jak również informacji o pobieraniu pieniędzy, ale jest tam szereg, łącznie kilkadziesiąt innych dokumentów, z których wynika, do jakich zadań był wykorzystywany, są to m.in. informacje pracowników bezpieki dotyczące jego rodziny - powiedział "Naszemu Dziennikowi" Krzysztof A. Tochman.

- Fakt rejestracji został odnotowany także w ewidencji operacyjnej UB-SB. Są to zapisy ewidencyjne z okresu jego pobytu w Poznaniu, które urywają się w latach 60. - stwierdza historyk, zaznaczając, że meldunki są sporządzane przez pracowników bezpieki w oparciu o domniemane wypowiedzi Ścibora-Rylskiego.

- Żołnierze AK i WiN byli dla władz komunistycznych podstawową kategorią wrogów, stąd też podejmowanie wszelkich możliwych działań destrukcyjnych w walce z tym środowiskiem były w użyciu, dotyczyły zarówno represji fizycznych, jak i działań operacyjnych, mających na celu jego rozłożenie moralne - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" dr Tomasz Łabuszewski, naczelnik biura edukacji publicznej warszawskiego oddziału IPN.

Po drugiej amnestii w 1947 r. bezpieka typowała potencjalne źródła informacji tak, aby "dobić i rozłożyć to środowisko od wewnątrz". Wielu żołnierzy podpisało wówczas zobowiązania o współpracy.

- Ta skala była bardzo duża. Mimo że oficjalnie zakazano werbowania ludzi ujawniających się, to jednak istniały tajne okólniki wydane przez MBP, informujące, że spośród - szczególnie dowódców - należy typować osoby do przyszłego werbunku, i na bieżąco takie działania podejmowano - wskazuje Łabuszewski.

Historyk zaznacza jednak, że każdy taki przypadek należy rozpatrywać oddzielnie. - Czy pan gen. Ścibor-Rylski współpracował, czy nie, to on powinien odpowiedzieć na to pytanie - podkreśla z kolei Tochman.

Niestety, nie udało nam się uzyskać opinii gen. Ścibora-Rylskiego. Związek Powstańców Warszawskich odmawia w tej sprawie komentarza.

- Przyznaję, że nasze środowisko takie informacje nieco bulwersują, różne przypadki się zdarzają, ale na razie, póki nie ma bliższych danych, traktuję to jako swego rodzaju pomówienie - stwierdza w rozmowie z nami Tadeusz Filipkowski, rzecznik prasowy Światowego Związku Żołnierzy AK.

- Istnieje pytanie, na ile informacje o jakichś uwikłaniach we współpracę są oparte na faktach, a na ile nie. Trudno jest mi to ocenić, widziałem tylko wzmianki na portalu, zobaczymy, czy to jest fakt, czy insynuacja - dodaje Filipkowski.

Zenon Baranowski

Nasz Dziennik