Wiele osób po przeszczepie serca daje swoim życiem świadectwo, że warto oddać narządy po śmierci, bo w ten sposób możemy kogoś uratować. Dzięki transplantacjom tysiące umierających pacjentów – dzieci i dorosłych – ma szansę na powrót do normalnego, zdrowego życia.
Prawie 90 proc. Polaków uznaje, że idea transplantacji narządów jest słuszna. Zdecydowani przeciwnicy przeszczepiania narządów stanowią zaledwie 4 procent. Dlaczego zatem nadal jest zbyt mała liczba dawców w stosunku do biorców? Czy my rzeczywiście jesteśmy zdecydowani po śmierci oddać swoje organy – serce, płuco, a może nerkę?
Według polskiego prawa zmarły człowiek może być dawcą serca, jeżeli za życia nie wyrażał sprzeciwu w tej sprawie. Lekarz informuje rodzinę chorego o śmierci i zamiarze pobrania narządów do przeszczepienia, ale nie musi prosić o wyrażenie na to zgody. Tak przedstawia się prawny aspekt przeszczepu serca, w rzeczywistości jednak lekarze odstępują od pobrania narządów, jeżeli rodzina sprzeciwia się temu. Również sam proces doboru dawcy jest niezwykle skomplikowany.
W kolejce po życie
W większości krajów pacjenci oczekujący na przeszczep serca umieszczani są na jednej wspólnej liście, a narządy przydzielane są w zależności od czasu oczekiwania biorcy, stopnia pilności i oczekiwanego wyniku przeszczepienia.
Doktor n. med. Małgorzata Sobieszczańska-Małek, zastępca kierownika Kliniki Niewydolności Serca i Transplantologii w Instytucie Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego, informuje, że w zeszłym roku wykonano w Polsce 87 przeszczepów serca, a na liście oczekujących było ponad 300 pacjentów.
– Liczby te świadczą o niewystarczającej liczbie dawców. Jest to ogólnoświatowy problem. Wszędzie jest zbyt mało dawców w stosunku do biorców. Na to składa się wiele czynników, m.in. wiedza społeczeństwa na temat dawstwa narządów. Pewną nadzieją dla pacjentów z zaawansowaną niewydolnością serca jest rozwój programu, który w Polsce na razie jest prowadzony w dwóch Ośrodkach (Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu oraz w Instytucie Kardiologii w Aninie), stosowania w pełni implantowanego mechanicznego wspomagania serca, który w niektórych przypadkach może pozwolić na wydłużenie okresu oczekiwania na przeszczep lub go zastąpić. – tłumaczy dr n. med. Sobieszczańska-Małek. Dodaje, że czas oczekiwania na transplantację zależy m.in. od stanu oczekującego pacjenta, grupy krwi, wagi ciała, wieku. Pacjenci zakwalifikowani do przeszczepu serca zostają wpisani przez ośrodki transplantacyjne na Krajową Listę Oczekujących na Przeszczepienie, natomiast procedura przeszczepiania narządów koordynowana jest przez Poltransplant.
Oni żyją
Najdłużej żyjącym polskim pacjentem po przeszczepie serca jest Tadeusz Żytkiewicz, prezes Stowarzyszenia Transplantacji Serca Koło Warszawa.
– Niedługo będzie 27 lat, jak żyję z nowym sercem. Żyję dzięki transplantacji. Cieszę się, że coraz więcej ludzi mówi o transplantacji. Dzięki temu wzrasta świadomość społeczna. Coraz więcej osób czy też rodzin godzi się po śmierci na przekazanie organów osobom potrzebującym, oczekującym na nowe życie. Propagatorem metod transplantacyjnych był błogosławiony Jan Paweł II. Również niedawno zmarły prof. dr hab. n. med. Wojciech Rowiński był bardzo zaangażowany w propagowanie przeszczepów – mówi pan Żytkiewicz. Przypomina jednocześnie, że trzeba o tym jak najwięcej mówić i dlatego wiele osób ze stowarzyszenia dzieli się swoimi doświadczeniami po przeszczepie. Wielu jest takich, którzy już przeszło 20 lat żyją z przeszczepionym sercem.
Po przeszczepie żyje także Małgorzata Rejdych, prezes krakowskiego Stowarzyszenia Osób po Przeszczepie Serca.
– Żyję z nowym sercem już 16 lat, i to pełnią życia – pracuję, prowadzę dom, uprawiam działkę, córce pomagam przy wychowywaniu wnuczek Jadzi i Hani, ukończyłam uniwersytet trzeciego wieku. Tak jak kiedyś, nadal jestem aktywna – jeżdżę na rowerze, pływam, chodzę na piesze wędrówki. Warto wspomnieć, że dla osób po przeszczepie organizowane są międzynarodowe mistrzowstwa sportowe, w których również i ja brałam udział.
Daję także świadectwo swoim życiem, że warto oddać narządy po śmierci, bo w ten sposób możemy kogoś uratować, tak jak mnie kiedyś uratowano. Dzięki transplantacjom tysiące umierających pacjentów – dzieci i dorosłych – ma szansę na powrót do normalnego, zdrowego życia – wyjaśnia. Tłumaczy jednocześnie, że tym, co odróżnia osoby po przeszczepie od innych, jest to, że każdy biorca narządu musi do końca życia przyjmować leki immunosupresyjne i przechodzić okresowe badania. Oczywiście dobrze jest, aby unikał wszelkich skupisk ludzi, szczególnie w pierwszym okresie po przeszczepie, aby zminimalizować ryzyko narażenia na tak niebezpieczne infekcje.
Poza tym życie pacjentów po transplantacji serca nie różni się niczym od życia zdrowych ludzi. Małe dzieci po operacji szybko regenerują siły i nadrabiają umiejętności, większe dzieci wracają do szkoły, na uczelnie, dorośli – jeżeli to możliwe, do pracy –tak jak kiedyś nasza rozmówczyni.
Dodają otuchy innym
Ważną informacją jest to, że osoby po przeszczepie, zrzeszone w stowarzyszeniach, spotykają się z pacjentami diagnozowanymi, kwalifikowanymi do przeszczepu.
– U nas, w siedzibie stowarzyszenia, co środę takie osoby mogą uzyskać wsparcie. Odwiedzamy także takie osoby na oddziale szpitalnym. Odpowiadamy na pytania, rozwiewamy wątpliwości, dzielimy się swoimi przeżyciami z okresu pooperacyjnego, mówimy o pewnej dyscyplinie, warunkującej pomyślność powrotu do normalnego życia. – opowiada Małgorzata Rejdych. Wspomina, że każdy pacjent jest inny i potrzebuje indywidualnej pomocy.
Przeszczep miała 16 lat temu, w wieku 39 lat. Bardzo potrzebowała psychicznego wsparcia. Kiedy dowiedziała się, że nie ma dla niej innego ratunku, jak tylko przeszczep serca, było jej bardzo ciężko. Uważa, że taka diagnoza jest trudna do udźwignięcia. Można się wtedy bardzo szybko załamać, przede wszystkim gdy zadaje się sobie pytanie, czy doczeka się do transplantacji, również zdając sobie sprawę, jak poważne ryzyko niesie taka operacja.
– Trzeba wtedy szukać pomocy nie tylko u psychologa klinicznego, ale również wśród rodziny, bliskich, znajomych. Ważne, aby znaleźć w sobie jakiś motywator. Dla mnie była to 15-letnia córka. Przyjęłam wolę Bożą, o męża martwiłam się mniej, bo wydawało mi się, że da sobie radę. Chciałam żyć przede wszystkim dla córki, wspierać ją w trudnym okresie dorastania, pomagać w dokonywaniu pierwszych życiowych wyborów, towarzyszyć w radościach i smutkach. Poddałam się operacji, bo wiedziałam, że życie z chorym na serce człowiekiem to ogromne obciążenie dla bliskich, którzy zwyczajnie się martwią. Nie miałam wyboru – wyznaje pani Rejdych.
W tych trudnych dla niej chwilach wspomagała ją także pani psycholog, która cierpliwie wyjaśniała wątpliwości, udzielała wsparcia, szczególnie w okresie pooperacyjnym, kiedy kontakt ze światem zewnętrznym był bardzo ograniczony. Najbardziej pomogli jej jednak koledzy i koleżanki, którzy operację mieli już za sobą; dodawali jej wiary i otuchy swoim optymizmem, witalnością. Teraz ona dodaje sił innym. Pomimo rozlicznych obowiązków z przyjemnością znajduje czas na działalność społeczną. Teraz w ramach kampanii „Drugie życie” w wybranych szkołach udziela rzetelnych informacji na temat transplantologii. Mówi o jej aspekcie prawnym, etycznym, religijnym, logistycznym, jak to wygląda z punktu widzenia pacjenta, jak wygląda to „drugie” życie. Zachęca do tego, żeby rozmawiać o transplantacji, aby ten temat dotarł do każdego.

