logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Catherine Scott/ Licencja: CC BY 2.0/ Wikipedia

Bezprawna indoktrynacja dzieci

Środa, 14 maja 2014 (11:57)

Wpływ rodziców na naukę dzieci zostanie ustawowo ograniczony? Takiego zdania jest rzecznik praw obywatelskich prof. Irena Lipowicz, która broni programów gender w szkołach i przedszkolach. Zdaniem Lipowicz, Konstytucja pozwala ograniczać wpływ rodziców na naukę dzieci. Powołuje się przy tym na wyrok TK.

Przy okazji tej wypowiedzi nasuwa się niestety bardzo smutna refleksja, że po raz kolejny urzędnik państwowy, który powinien reprezentować interesy publiczne i być związany Konstytucją, staje po stronie wybranej ideologii prezentowanej przez lewicową mniejszość.

Nasza Konstytucja w preambule bardzo wyraźnie mówi o tym, że Polska jest zakorzeniona w chrześcijaństwie, a władze mają obowiązek dbać o to chrześcijańskie dziedzictwo narodowe. Jednocześnie w Konstytucji zawarte są przepisy chroniące naturalne relacje między ludźmi i naturalne prawa rodziców do wychowania swoich dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Co więcej, rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania oraz nauczania moralnego i religijnego zgodnie z własnymi przekonaniami. Przez wychowanie moralne rozumiem przekazywanie pewnego systemu wartości, zgodnie z którym dzieci będą mogły rozróżniać dobro od zła.

Z kolei artykuł 7 Konstytucji mówi, że organy władzy publicznej mogą działać tylko na podstawie i w granicach prawa. Organy obecnej władzy nie mają żadnej legitymacji wyborczej do działania na rzecz rewolucji obyczajowej, tzw. polityki równościowej, w istocie wdrażającej ideologię gender. Władza nie ma żadnej legitymacji ani wyborczej, ani prawnej, by wbrew woli rodziców zajmować się lobbowaniem i realizowaniem polityki jednego drobnego mniejszościowego środowiska światopoglądowego chorej Europy.

Próba zniszczenia korzeni Europy

Rządzący obecnie Europą realizują politykę, która podważając prawa naturalne, podważa podstawy cywilizacji chrześcijańskiej, podkopuje korzenie Europy. Natomiast obecny rząd przechodzi do porządku dziennego w kwestii gender nawet wobec tych postanowień Konstytucji, o których wspomniałam, unieważniając w istocie konstytucyjnie zadeklarowane prawa rodziców. Przecież rząd ma być co najmniej neutralny, jeśli w ogóle nie powinien stać na straży chrześcijańskiego dziedzictwa, do czego zobowiązuje go polska Konstytucja.

Zgodnie z ostatnimi badaniami przeprowadzonymi na całym świecie, do obalania oczywistych barier obyczajowych czy seksualnych nawołują w rzeczywistości mniejszościowe grupy dotknięte zaburzeniami tożsamości płciowej. Rząd wdraża unijną tzw. politykę równościową z naruszeniem Konstytucji, co więcej – czyni to wbrew woli i przy wyraźnych protestach Polaków, w tym swoich wyborców. Funkcjonariusz publiczny sprawujący władzę w interesie publicznym, czyli ogólnym, nie ma prawa realizować ideologii żadnej mniejszościowej skrajnej grupy społecznej.

Demoralizacja (bez)prawnie nakazana

Wypowiedź pani rzecznik Lipowicz, dopuszczająca jednak takie praktyki, jest oczywistym naruszeniem Konstytucji i naturalnych praw rodziców. Państwo nie ma prawa demoralizować dzieci z naruszeniem ich czystości i poczucia wstydu. Postawa pani rzecznik jest wprost oburzająca, gdyż wszystkie badania pokazują destrukcyjne działanie tzw. polityki równościowej (gender) na psychikę dzieci i rozkład rodziny.

Artykuł 48 Konstytucji i artykuł 53 ustęp 3 Konstytucji dają tylko rodzicom pełne prawa do wychowywania swoich dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami i nauczania według własnego systemu moralnego. Konstytucja nie przewiduje tu żadnych wyjątków. Jedynie w skrajnych sytuacjach, kiedy rodzice nie są w stanie sprawować właściwej opieki nad dziećmi, np. z powodu alkoholizmu, wówczas państwo może wkroczyć w relacje rodzinne, ale nawet wtedy nie ma prawa do indoktrynowania dzieci zgodnie z jakąś przyjętą przez władzę niekonstytucyjną ideologią.

Co więcej, to, co wyrabia obecna władza w kwestiach obyczajowych i rodzinnych, jest poważnym naruszeniem reguł demokracji. Podkreślę jeszcze raz, że władze nie mają do tego żadnej legitymacji pochodzącej z demokratycznych wyborów. To znaczy, że rodzice nie wyrazili zgody na takie działania państwa wobec ich rodzin oraz ich dzieci. Żadna z partii politycznych nie zapowiadała w swych programach tzw. rewolucji genderowej (równościowej), czyli wywracania chrześcijańskiej i naturalnej koncepcji człowieka, rodziny, kobiety, mężczyzny oraz innych ról czy naturalnego nauczania o człowieku.

Pani Rzecznik Praw Obywatelskich zlekceważyła otrzymany list z żądaniem ochrony od ponad miliona rodziców troszczących się o własne dzieci, protestujących przeciwko swoistej kradzieży tych dzieci i przejmowania ich wychowania przez lewicowe struktury państwa. Pani rzecznik pozostała nieczuła na troskę rodziców, przez co okazała się zwykłą funkcjonariuszką partyjną (PO), wykonującą polecenia polityczne swej centrali. Jej brutalna nieczułość wobec praw rodziców pokazuje kolejne oblicze władzy i lekceważy polską Konstytucję. Jeszcze raz podkreślę, że urzędnik publiczny nie może lobbować na rzecz żadnej skrajnej i groźnej (potwierdzonej w tym zakresie naukowo) ideologii.

prof. Krystyna Pawłowicz

Autorka jest posłem Prawa i Sprawiedliwości, a także członkiem sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej oraz Komisji Ustawodawczej.

Aktualizacja 14 maja 2014 (15:49)

NaszDziennik.pl