logo
logo
zdjęcie

Dr. hab. Marek Budajczak z żoną Izabelą Zdjęcie: Facebook/Iza Marek Budajczak/ Internet

Zdemitologizować edukację domową

Sobota, 17 maja 2014 (20:51)

 

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Z dr. hab. Markiem Budajczakiem, profesorem Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, znawcą systemów edukacyjnych i edukacji domowej, rozmawia Izabela Kozłowska

 

„Szkoła w rękach reformatorów” to tytuł konferencji zorganizowanej na UKSW w Warszawie, w której był Pan jednym z prelegentów. W trakcie spotkania poruszona została kwestia stanu polskiej edukacji. W jakim kierunku Pana zdaniem ona zmierza?

- Trzeba zdolności proroczych, by odpowiedzieć na radykalną intencję tak postawionego pytania. Wobec jego umiarkowanej wersji zauważyć można jedynie, iż sytuacja edukacji w Polsce jest dynamiczna, a więc zarazem niestabilna i dysponująca potencjałem zmian na lepsze, kierunek zaś jej zmian jest zależny od pragnień i poczynań elit państwowej władzy. Jaka będzie władza, takie też będzie „młodzieży chowanie”. A wydawałoby się, że w demokracji liczą się edukacyjne potrzeby obywateli?! Tymczasem kondycja polskiej edukacji, w różnych jej wymiarach, wydaje się kiepska.

Alternatywą dla kształcenia dzieci w szkole jest edukacja domowa, która w Polsce nie jest popularną formą kształcenia. Główne „zarzuty” rodziców wobec edukacji w domu skierowane są właśnie w stronę aspektu socjalizacyjnego. Szkoła jest jedyną odpowiednią przestrzenią socjalizacyjną?

- Szkoła nie dość, że nie jest „jedyną odpowiednią” przestrzenią socjalizacyjną, to dla wielu osób nie jest w ogóle „odpowiednim” środowiskiem dla uspołeczniania się dzieci i młodzieży. Jedno spostrzeżenie wydaje się w tym odniesieniu znamienne: w całości życia społecznego jest szkoła bodaj jedyną zbiorowością (jeśli wyłączyć dorosłych jej funkcjonariuszy) składającą się z osób w dokładnie tym samym wieku. To najbardziej sztuczny, biurokratycznie wygenerowany układ społeczny, na jaki trafiamy w życiu.

Edukacja domowa nie izoluje dzieci od ich rówieśników?

- Dzieci uczące się we własnych domach spotykają się ze swoimi rówieśnikami (zarówno „szkolnymi”, jak i „pozaszkolnymi”) w czasie po- i pozaszkolnym, np. wakacyjnym. Co istotne, z naukowych badań wynika, iż dzieci edukacji domowej mają więcej kontaktów społecznych i więcej czasu spędzają z osobami spoza rodziny aniżeli dzieci „szkolne”.

Skąd rodzi się tak wiele mitów dotyczących szkolnej socjalizacji?

- Mity najczęściej rodzą się ze stereotypów w postrzeganiu świata, z braku otwartości na różnorodność w nim zawartą, niezależnie od tego nawet, czy dane rozwiązanie jest racjonalnie uzasadnione lub/i legalne. Motywowane bywają mity zaprawioną lenistwem niechęcią, a nawet irracjonalnym lękiem przed zmianą. Stanowią też niekiedy półświadomą formę obrony własnych i korporacyjnych interesów, wedle formuły postępowania „psa ogrodnika”. Wszystkie te postawy nadają się do korekcji. Właściwa wydaje się zatem praca nad demitologizacją edukacji domowej.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska

Aktualizacja 17 czerwca 2014 (17:11)

NaszDziennik.pl