logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: arch/ Inne

Sędzia: KBW to „wybór życiowy”

Wtorek, 20 maja 2014 (02:00)

Aktualizacja: Piątek, 13 czerwca 2014 (12:23)

„Precz z komuną!”, „Hańba!”, „Chłopaki, jesteśmy z wami!” – to reakcja publiczności na wyrok skazujący osoby, które zakłóciły spokój funkcjonariuszowi KBW mjr. Zygmuntowi Baumanowi.

Spośród 23 osób obwinionych w tej sprawie tylko cztery sąd uniewinnił. Siedem osób usłyszało wyrok od 20 do 30 dni aresztu, a na dwanaście nałożył kary grzywny od 1 tys. do 5 tys. złotych.

22 czerwca ubiegłego roku Bauman miał wygłosić na Uniwersytecie Wrocławskim wykład poświęcony m.in. obecnej sytuacji lewicy. Zanim jednak go rozpoczął, rozległy się gwizdy i okrzyki kilkudziesięciu osób związanych z Narodowym Odrodzeniem Polski, które przypomniały mu jego niechlubną przeszłość – współpracy z tropiącym żołnierzy poakowskiego podziemia Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Uczestnicy happeningu skandowali: „Precz z komuną!”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!”, „Dutkiewicz, kogo zapraszasz?!”. Po kwadransie policja usunęła manifestantów z sali wykładowej.

Jeszcze w tym samym dniu zatrzymano 15, a później 7 osób. Komenda Miejska Policji we Wrocławiu oskarżyła mężczyzn o zakłócenie porządku publicznego.

Gdy sędzia rozpoczął odczytywanie uzasadnienia, na sali słychać było buczenie, skandowano okrzyki: „Precz z komuną!”, „Hańba!”, „Chłopaki, jesteśmy z wami!”. – Jak chcecie sobie pokrzyczeć, to proszę opuścić salę. Macie już do tego pretekst. Zachęcam jednak do odrobiny odwagi cywilnej – skomentował reakcję publiczności sędzia Paweł Chodkowski, zarządzając dziesięciominutową przerwę, po której jednak nie wszyscy obwinieni powrócili na salę rozpraw. Uzasadniając wyrok, sędzia stwierdził, że zgromadzony w tej sprawie materiał dowodowy pozwolił na przypisanie obwinionym zarzucanych im czynów. Wskazał, że podstawowym dowodem był zapis z monitoringu wykładu, pozwalający jego zdaniem na precyzyjne określenie zachowania każdego z obwinionych. Z ponownym buczeniem i okrzykami spotkało się jego stwierdzenie, że „ideowe wybory Zygmunta Baumana dokonane przez niego w latach 1945-1953, tak krytycznie oceniane przez obwinionych, nie dają im i komukolwiek żadnej legitymacji do kreowania nienawiści wobec tych, których postaw, wyborów oni nie akceptują, a w konsekwencji do zachowań, jakie miały miejsce w czerwcu ubiegłego roku na Uniwersytecie Wrocławskim. Zachowań – co należy zaakcentować – niemających nic wspólnego, jak twierdzą obwinieni, z dopuszczalną formą wyrażania poglądów i prezentowania swoich opinii w ramach debaty publicznej, lecz stanowiących manifestację pogardy wobec państwa. Prawa, uniwersalnych wartości etycznych, pogardy wobec innych ludzi. Tych, którzy myślą inaczej aniżeli obwinieni i przyszli wysłuchać wykładu”.

– Wyrok jest skandalem. Cała ta rozprawa, do której w ogóle nie powinno dojść, jest farsą, krzywdą dla tych młodych ludzi. To nie jest sprawiedliwość! – powiedział nam przysłuchujący się ogłoszeniu werdyktu lider „Solidarności Walczącej” Kornel Morawiecki.

Wzburzenia sentencją wyroku nie krył też prof. dr hab. Jerzy Marcinkowski z Instytutu Informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego.

– Ci młodzi ludzie użyli narzędzi, które mają do tego, żeby zaprotestować przeciwko czemuś, przeciwko czemu należało to uczynić. Wstydzę się, że będąc profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego, sam wtedy nie zaprotestowałem – mówił po rozprawie. Dodał, że Baumana nie powinno się zapraszać na porządny uniwersytet, bo – jak powiedział – po pierwsze jest on „stalinowskim łotrem”, a po drugie opowieści o tym, jakoby był wielkim uczonym, są bardzo mocno przesadzone.

– To jest straszne, że do mojego miasta jest zapraszany ktoś, kto odpowiada za śmierć wielu młodych, niewinnych ludzi. I przyjmuje się go z ogromnymi honorami. I robi to prezydent Wrocławia, na którego kiedyś głosowałam. Bardzo źle się z tym czuję – oceniła Alina Jaremkiewicz-Bąk.

Wyrok nie jest prawomocny. Wszyscy obwinieni już zapowiedzieli wniesienie apelacji.

– Nie może być inaczej. Będziemy apelować po to, żeby sąd okręgowy wreszcie dopuścił wszystkie te dowody, które rzeczywiście pozwalają ocenić tę sytuację – mówi obrońca jednego z obwinionych mec. Olgierd Pankiewicz. Jego zdaniem, sąd rejonowy oparł się na bardzo okrojonym materiale dowodowym, wynikającym z cięć, kadrowania i manipulacji przedstawionych przez oskarżyciela publicznego, czyli policję.

Marek Zygmunt, Wrocław

Nasz Dziennik