logo
logo

Zdjęcie: R. Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Strategia od sasa do lasa

Wtorek, 21 sierpnia 2012 (06:24)

Z gen. rez. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM i wiceszefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler



Jak ocenia Pan zapowiedź wiceministra obrony narodowej gen. Waldemara Skrzypczaka dotyczącą zakupu dla polskiej armii trzech eskadr samolotów bezzałogowych Dron do 2018 roku?
- Słyszałem tę wypowiedź i powiem szczerze, że mnie zadziwiła. Niedawno przecież zapewniano nas, że będziemy odbudowywać Marynarkę Wojenną RP, później pan prezydent ogłosił, że będziemy budować polską tarczę antyrakietową we współdziałaniu z Bumarem, a minister Skrzypczak mówił, że powraca program pancerny. Ten ostatni pomysł przeraził mnie, bo to oznaczałoby powrót do czasów ludowego wojska polskiego, kiedy kładliśmy nacisk na broń pancerną, w momencie gdy wszystkie nowoczesne armie świata stawiają raczej na samoloty bezpilotowe i siły specjalne. Teraz usłyszeliśmy - chyba po to, żeby zadowolić opinię publiczną i tych wojskowych, którzy zdają sobie sprawę z faktu, że trzeba stawiać na drony - że być może kupimy eskadry dronów. To wszystko jest niespójne, pokazuje, że tak naprawdę nie ma żadnej strategii, żadnego pomysłu na armię, za to mamy ciągle do czynienia z jakimiś zagrywkami PR-owskimi.


Co na to wskazuje?
- Wystarczy popatrzeć na to, co się dzieje w Ministerstwie Obrony Narodowej przez czas urzędowania ministra Siemoniaka, nie mówię już o tej całej propagandzie, która jest uprawiana. Fakty są takie, że najpierw rozwiązano 36. SPLT, później był pomysł połączenia 6. Brygady Powietrzno-Desantowej z 25. Pomysł, który nie był - jak dziś słyszymy ze Sztabu Generalnego - jakąś tam koncepcją, był dopracowany w szczegółach i tylko przez to, że szybko przedostał się do opinii publicznej, upadł. Zagrożone są dziś siły specjalne, które zawsze były - przy całej mizerocie polskiej armii - perełką. W Afganistanie 60 procent akcji bojowych wykonują żołnierze sił specjalnych, mimo że jest ich niewielu, jakieś 3 proc. wojska. Podczas Święta Wojska Polskiego nie było jednak planowanych żadnych nominacji generalskich w siłach specjalnych. Czy to oznacza, że jest to wyraz całkowitego braku uznania dla tego rodzaju Sił Zbrojnych? Co gorsza, planowane są zmiany strukturalne modyfikujące podległość sił specjalnych i mimo że minister Siemoniak po artykule w "Naszym Dzienniku" mówił, iż to nie jest tak, że oni stawiają na ten rodzaj wojsk i że będzie zrównoważony rozwój, to prawda jest taka, iż również zakupy idą w takim kierunku, zablokowano możliwość kupowania sprzętu z zagranicy (aż 60 proc.). Dlaczego? Bo przecież trzeba promować krajowe produkty, tylko tak się nieszczęśliwie składa, że nasz przemysł zbrojeniowy jest w stanie zapaści i wcale nie jest nowoczesny, a siły specjalne, żeby być w tej elicie, do której zostały zaproszone przez Amerykanów i Brytyjczyków, muszą pod względem technologicznym utrzymać narzucone tempo, tak jak było do tej pory.


Zakup trzech eskadr dronów, w miejsce wyeksploatowanych Su-22, służących od lat 70. XX wieku, to dobry pomysł?
- Nie chcę tego nawet komentować, bo jak nie ma żadnego pomysłu, to dostajemy taką mrzonkę, która może się podobać, ale która, jak doskonale wiem - bo stąpam twardo po ziemi - nie doczeka się realizacji, bo nas na to po prostu nie stać. To dokładnie tak samo, jak ze wspomnianą polską tarczą. Gdy mamy zdegradowany system obrony przeciwlotniczej kraju, to nagle słyszymy, że będzie polska tarcza antyrakietowa, co się od razu kojarzy z tą amerykańską. Buduje to w nas od razu poczucie dumy, że stać nas na wszystko, a Amerykanie nie są nam tak naprawdę w ogóle potrzebni. Tymczasem jest to tylko kolejna mrzonka. Podobnie z Marynarką Wojenną. Gdy padł program nieudanej korwety, w który pompowano potężne pieniądze, to zamiast konkretnej "mapy drogowej" i informacji, co będzie w zamian, usłyszeliśmy jedynie, że będzie świetnie i cudownie, tylko nie wiadomo kiedy. Przy pomyśle zakupu trzech eskadr dronów jest za dużo gdybania, rodzą się natomiast konkretne pytania: co zrobiono do tej pory, żeby pozyskać na ten projekt fundusze, co zrobiono, żeby uzyskać dostęp do tej technologii, czy mamy to już zapewnione, czy nie. Bo takie gadanie w mediach przez przedstawicieli ministerstwa obrony, które nie ma żadnego pokrycia w jakichś konkretach, przygotowaniach czy analizach, pokazuje jedynie, że nie mamy żadnej prawdziwej wizji rozwoju Sił Zbrojnych, tylko poruszamy się od sasa do lasa, od płota do płota.


Dron to jednak droga technologia.
- Oczywiście, to są potężne kwoty, bo jest to nowoczesny sprzęt. Tylko że - powtarzam - system bezpieczeństwa kraju musi być systemem kompleksowym, przemyślanym. Wiem, że piloci z lotnisk z Pomorza są zaniepokojeni faktem, co będzie dalej, gdy wycofa się Su-22, bo oni myślą realnie, kategoriami, na co nas stać i co już mamy. Mamy wyszkolone kadry, lotniska, które możemy wykorzystać, a nagle skupiliśmy się na poszukiwaniu zupełnie nowych rozwiązań, które i tak są poza naszym zasięgiem. W ten sposób marnotrawimy potencjał, który posiadamy. Z lekkim sercem pozwalamy wyszkolonej kadrze odchodzić, pozbywamy się infrastruktury, którą mamy. Wszystko po to, żeby później stawać przed kolejnymi trudnościami, które okazują się nie do przebrnięcia. Te wszystkie problemy tak naprawdę zapoczątkowało rozwiązanie 36. pułku, bo dopiero gdy to się stało, zaczęto zastanawiać się, co teraz. I nagle okazało się, że mamy problem, bo prezydent musiał lecieć do Stanów Zjednoczonych jakimś pasażerskim samolotem i nie wiadomo, co dalej z tym faktem robić. To wszystko, co się dzieje, oznacza, że ministerstwo obrony tak naprawdę nie zarządza, nie kieruje tym resortem i nie przeprowadza kompleksowych analiz, tylko działa ad hoc i skupia się na tym, czy ich kolejne rewelacje uda się sprzedać PR-owsko, czy nie.
Teraz reanimacja specpułku wiązałaby się z potężnymi kosztami. To, jako żywo, przypomina reformę wojsk w latach 90., ten proces jest kontynuowany. W wojsku funkcjonuje nawet takie powiedzenie, że ciągła zmiana decyzji zapewnia ciągłość działań. Oczywiście jest to mówione z dużą goryczą, bo to nie jest tylko ciągłość działań, to nie jest tylko brak stabilizacji służby - przez co ludzie ambitni odchodzą, bo takie są tego konsekwencje - tylko to są potężne straty finansowe dla państwa. Straty liczone w kosztach edukacji tych ludzi, których pozbywamy się lekką ręką, ale też w wymiernych kosztach, dotyczących właśnie rozbudowy infrastruktury czy zakupu sprzętu. Na to wydawane są pieniądze, a później zapada decyzja - a jednak zrobimy inaczej. Tak było właśnie z 36. pułkiem, bo najpierw była decyzja, że go rozbudowujemy, wpompowano w niego potężne pieniądze, po to, żeby później lekką ręką - właściwie zanim jeszcze minister doszedł do kancelarii tuż po jego nominacji - tę jednostkę rozwiązać. I to bez liczenia się z ludźmi tam pracującymi i z kosztami.


Według gen. Skrzypczaka przewozem VIP-ów miałyby się zająć 2-3 wielozadaniowe, transportowe samoloty tankowce (MRTT). Podobno wystarczą dwie doby, by z samolotów do przewozu żołnierzy zrobić salonki dla VIP-ów.
- Miałby to być taki superuniwersalny samolot do wszystkiego, ale tak się nie da. To jakiś totalny absur. Załóżmy, że dziś któryś z VIP-ów miałby gdzieś lecieć taką maszyną, ale nie może, bo samolot prezydencki w tym momencie jest przerabiany na jakiś transportowy. Co wtedy? Nasz Air Force One teraz już nie jest VIP-owski, bo przewozi żołnierzy? To jakieś nieporozumienie. Chciałbym panu zwrócić uwagę, bo mnie ten fakt irytuje, że choć znam Waldka na gruncie towarzyskim i jest fajnym, sympatycznym człowiekiem, to sposób jego zachowania jest dziś taki, jakby się dopiero urodził, teraz przyszedł do wojska i zaczął robić porządek. To jest trochę nie tak. On przez wiele lat był dowódcą Wojsk Lądowych i na szereg decyzji, które dzisiaj tak krytykuje, miał realny wpływ, mógł je realizować. Miał poza tym za czasów ministra Szczygły bardzo silną pozycję, może w niektórych momentach nawet zbyt silną, i to on decydował o wielu sprawach dotyczących wyposażenia naszej armii. Dziś Amerykanie są naprawdę oburzeni tym, co się u nas dzieje, wpompowali ogromne pieniądze w wojska specjalne. Przez nierozsądne roszady możemy wiele zaprzepaścić i zerwać z nimi współpracę.


Dziękuję za rozmowę.

Piotr Czartoryski-Sziler

Nasz Dziennik