logo
logo

Zdjęcie: M.Marek/ Nasz Dziennik

Kłamstwo katyńskie w Warszawie

Poniedziałek, 26 maja 2014 (02:01)

„Nasz Dziennik” ujawnia:  Rosyjscy wydawcy przyjechali na warszawskie targi książki z pozycją kwestionującą sowieckie sprawstwo zbrodni w Katyniu.

Na publikację „Pieszo po katyńskich mitach” Anatolija Tiereszczenki natrafiliśmy na stoisku Books from Russia. Pod tą nazwą ukrywa się moskiewska Generalna Dyrekcja ds. Międzynarodowych Wystaw i Targów Książek, zajmująca się promocją rodzimej literatury. Jej protektorem jest rosyjskie ministerstwo kultury.

Tiereszczenko to pułkownik KGB w stanie spoczynku, służący na Ukrainie i Węgrzech. Wykładał w podlegającej KGB Akademii Bezpieczeństwa, Obrony i Porządku Publicznego. Dziś opisuje „wspaniałe” dokonania sowieckich specsłużb w czasie drugiej wojny światowej i zimnej wojny. Kilka opracowań poświęcił wojskowemu kontrwywiadowi Smiersz, odpowiedzialnemu za potworne represje wśród żołnierzy sowieckich i m.in. obławę augustowską na Białostocczyźnie.

416-stronicową książkę trudno uznać za kompendium wiedzy historycznej, choćby jako literatura popularna. To raczej niskich lotów publicystyka historyczno-polityczna. Zbrodnię katyńską Tiereszczenko wpisał w szereg nietrzymających się kupy wywodów na temat sensu wydarzeń z wieków od XIV do czasów najnowszych. Rozmaite dygresje dotyczą w zasadzie wszystkich budzących spory wydarzeń historii stosunków Polski i Rosji. Są też uwagi o charakterze społecznym, dykteryjki i elementy satyry politycznej.

We fragmentach mających dowodzić niemieckiego sprawstwa zbrodni katyńskiej (miałoby do niej dojść jesienią 1941 roku) autor nie jest oryginalny. Zachwyca się komisją Burdenki działającą w styczniu 1944 roku w Katyniu, która po „przygotowaniu” terenu przez funkcjonariuszy Smiersza pod kierownictwem jednego z wykonawców zbrodni Wsiewołoda Mierkułowa znalazła „niezbite dowody na rzecz winy Niemców”.

Według autora, co do tych ustaleń nikt na świecie nie miał wątpliwości aż do czasów Chruszczowa. Jedynie komisja Kongresu USA (komisja Maddena) działała wcześniej, bo w 1951 roku, ale jej powołanie i treść raportu Tiereszczenko uważa za element zimnowojennej retoryki i łączy z przyznaniem przez Kongres pieniędzy na „działalność dywersyjno-szpiegowską USA przeciw PRL”.

Ameryka jako główny wróg pojawia się i w innych miejscach. Były pułkownik KGB uważa pomoc finansową USA dla Polski w 1920 roku za jeden z czynników rozstrzygających o wyniku Bitwy Warszawskiej i niepowodzeniu „kampanii zachodniej Armii Czerwonej” latem tegoż roku.

Temat Cudu nad Wisłą w ten czy inny sposób pojawia się w każdej niemal rewizjonistycznej książce o Katyniu. Tiereszczenko nie jest odosobniony i również poświęca kilka rozdziałów zarówno wojnie, jak i oczywiście ogromnej liczbie sowieckich jeńców, których rzekomo w Polsce masowo mordowano. Dużo pisze o werbowaniu szpiegów w ZSRS przez polski wywiad i ogólnie antysowieckiej polityce władz II Rzeczypospolitej. Zarzuca polskiej dyplomacji bliską współpracę z Niemcami, także po dojściu do władzy Hitlera. O pakcie Ribbentrop-Mołotow czytamy jedynie, że jego zawarcie było koniecznością spowodowaną brakiem woli porozumienia ze Stalinem ze strony Francji i Anglii.

Anatolij Tiereszczenko bardzo krytykuje traktat ryski, który „nie przetrwał nawet 20 lat”, gdyż powstał na skutek „wymuszonego kompromisu” i oznaczał „aneksję ziem białoruskich i ukraińskich, wyzwolonych dopiero w 1939 roku”. Polska w okresie międzywojennym (i w zasadzie w całej historii) jawi się jako kraj agresywny, antyrosyjski i sławiący bunt. Mają o tym świadczyć przykłady wydarzeń ze wszystkich wieków wspólnej historii. Błędem była już unia w Krewie w 1386 roku tworząca fałszywą, niewidzialną granicę między Wschodem a Zachodem. „Polskie państwo i Kościół twierdzą, że należą do Zachodu, tymczasem nie wykorzystały w średniowieczu możliwości zjednoczenia świata słowiańskiego i stworzenia przeciwwagi dla romańsko-germańskiej Europy oraz z drugiej strony Imperium Osmańskiego” – snuje fantasmagorie emerytowany kagiebista. A potem Polska już tylko miała pretensje, gdy to dziejowe zadanie podjęła Rosja. Rzeczpospolita miała być tak agresywna, że Austria i Prusy musiały prosić Katarzynę II o interwencję i podział niesfornego państwa. Następnie Polacy zmarnowali nadzieje na „wielką przyjaźń obu państw”, gdy były połączone unią personalną i to podobno tylko z błahego powodu naszych antyprawosławnych uprzedzeń. A i tak, według Tiereszczenki, niepodległość po pierwszej wojnie światowej zawdzięczamy Leninowi i jego rewolucji. Ledwo odzyskaliśmy suwerenność, od razu próbowaliśmy zagrabić Białoruś, Ukrainę i Litwę.

Jeśli chodzi o czasy sowieckie, to autor nie kwestionuje zbrodni na obywatelach sowieckich (winny im jest Jeżow), jak również śmierci wielu Polaków, a jedynie „przestępców, osób odpowiedzialnych za represje wobec sowieckich jeńców, a także szpiegów, dywersantów i terrorystów”.

Memoriał wstrząśnięty

Najbardziej szczegółowo omówione jest domniemane fałszowanie dowodów odpowiedzialności NKWD za Katyń. Były funkcjonariusz tego samego resortu nazywa zdrajcami polityków, prokuratorów, historyków i archiwistów rosyjskich, którzy tak haniebnie skalali sławę organów bezpieczeństwa. Gorbaczow i Jelcyn okazują się sprzedawczykami na usługach USA. Jeden z rozdziałów nosi tytuł „Bazgroły jelcynowskich archiwistów”. Mowa o komisji historyków działającej na zlecenie Głównej Prokuratury Wojskowej Rosji w latach 90., która wykluczyła fałszerstwo dokumentów potwierdzających zlecenie zbrodni przez najwyższe władze ZSRS w marcu 1940 r. i wykonanie jej przez funkcjonariuszy NKWD. Prokuratorzy prowadzący wtedy śledztwo to także zdrajcy, ludzie bez sumienia i miłości do ojczyzny, uważa Tiereszczenko.

W książce nie mówi się w zasadzie niczego na temat pozostałych miejsc kaźni Polaków w ramach zbrodni katyńskiej (Charków, Miednoje). Zamiast tego pojawiają się niezwiązane z tematem uwagi na temat ukraińskich nacjonalistów i jeszcze jedna aktualna refleksja autora dotycząca Ukrainy. Porównuje on obecne wydarzenia w tym kraju (sprzed aneksji Krymu, gdyż mniej więcej wtedy książka została opublikowana) do Polski we wrześniu 1939 roku. Jest tam taki sam chaos, brak władzy, politycy mają „przerośnięte ambicje i horyzonty niesięgające dalej niż własny nos”, a jedyna nadzieja w pomocy z Rosji.

Według oficjalnego stanowiska Rosji, rozstrzelania Polaków pochowanych w Katyniu, Miednoje i Charkowie to zbrodnia NKWD dokonana na polecenie Stalina i jego współpracowników. Jednak rosyjskie organy odmawiają uznania za ofiary tej zbrodni jakichkolwiek konkretnych osób, co eksperci Memoriału uważają za wstęp do wycofania się w przyszłości z uznania sowieckiego sprawstwa masakry.

– Takiej literatury w Rosji wydaje się mnóstwo. Są zwolennicy kłamstwa katyńskiego, których nazywam pogrobowcami Burdenki. Nowością jest to, że taką książkę promuje centralna instytucja rządowa – reprezentant oficjalnych władz państwa rosyjskiego. To jest rzecz skandaliczna i bulwersująca. Wymaga na pewno wyjaśnienia – komentuje dla „Naszego Dziennika” Aleksandr Gurjanow, prowadzący sprawy polskie w stowarzyszeniu Memoriał.

Publikacja wpisuje się w nurt propagandy rosyjskiej nastawionej na czytelnika tęskniącego za Związkiem Sowieckim, uważającego rozpad imperium za narodową tragedię, skutek spisku wrogich sił przeciwko bezbronnej ojczyźnie. Autor pisze wprost, że taki właśnie stawia sobie cel. „Pełne szczęście to mieć sławną ojczyznę” – brzmi ostatnie zdanie książki. Dla odbiorcy tego rodzaju publicystyki Rosja nie ma za co przepraszać, wstydzić się czy czego żałować. Przeciwnie, Rosjanie muszą być dumni ze swoich osiągnięć, w tym tych największych – w czasie wielkiej wojny ojczyźnianej. Mogą też być dumni ze swojej władzy i wielkich przywódców, takich jak Lenin i Stalin, którzy co prawda mieli pewne wady, ale w sumie nieistotne.

Gdy mowa o sukcesach, pada nazwisko Stalin, gdy o zbrodniach – zawsze któregoś z wykonawców, np. Jeżowa czy Berii.

Negatywnymi bohaterami książki są Chruszczow, Gorbaczow i Jelcyn. To oni dopuścili do sfałszowania prawdy o jakoby niemieckiej zbrodni w Katyniu i oczernienia własnego narodu. Dołącza do nich prezydent Dmitrij Miedwiediew, który polecił opublikować w internecie dokumenty świadczące o popełnieniu zbrodni przez kierownictwo ZSRS, a także deputowani Dumy głosujący w 2010 roku za uchwałą w sprawie Katynia uznającą mordy na polskich jeńcach za zbrodnię stalinowską. Według Tiereszczenki, polityka ówczesnego prezydenta i rządu (premiera Władimira Putina) nastawiona była na szukanie za wszelką cenę zgody i współpracy z Polską, „nie zważając na fakt, że ta po wstąpieniu do NATO przygotowuje się do okupacji Rosji”.

Książka „Pieszo po katyńskich mitach” to najnowsze wydawnictwo oficyny Akwa-Term z Moskwy, specjalizującej się w literaturze historycznej prezentującej wydarzenia XX wieku z punktu sowieckiej propagandy i rosyjskiej polityki historycznej. Oficyna wybiela instytucje ZSRS, takie jak Armia Czerwona, Smiersz, GRU i KGB, w najczarniejszych barwach opisując Zachód, szczególnie USA.

Jednak książka o Katyniu, wydana zaledwie w trzech tysiącach egzemplarzy, znalazła dobrego protektora. Generalna Dyrekcja ds. Międzynarodowych Wystaw i Targów Książek powstała w 1976 roku zajmuje się do dziś promocją literatury rosyjskiej na różnych imprezach księgarskich w świecie, organizuje też coroczne wielkie targi książki w Moskwie. W Warszawie używa tylko angielskiej nazwy i hasła „Books from Russia”. Instytucja woli nie przedstawiać się jako podlegająca rosyjskiemu ministerstwu kultury – lepiej, żebyśmy myśleli, że to np. jakaś agencja reklamowa. Tak czy inaczej wśród najnowszej literatury rosyjskiej, albumów, przewodników i materiałów do nauki rosyjskiego znalazła się i książka o Katyniu. Można sobie wyobrazić, ile takich rzeczy pojawi się w przyszłym roku przy okazji Roku Rosji w Polsce.

W moskiewskich księgarniach książkę Tiereszczenki można kupić za 580 rubli (52 zł), w Warszawie obowiązuje promocyjna cena 30 złotych. Nikt nie sprawdza, jakie książki sprzedaje się na stoisku Rosjan. Targi odbywają się pod patronatem prezydenta Bronisława Komorowskiego, trzech ministerstw (edukacji, nauki i kultury), centralnych instytucji państwowych (Rzecznik Praw Dziecka, PAN, Biblioteka Narodowa), samorządu Mazowsza i Warszawy oraz kilkudziesięciu innych podmiotów.

W 2007 roku z Międzynarodowych Targów Książki został usunięty kontrowersyjny brytyjski historyk David Irvig, oskarżany o tzw. kłamstwo oświęcimskie.

Piotr Falkowski

Aktualizacja 26 maja 2014 (14:21)

Nasz Dziennik