logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Na usługach Moskwy

Wtorek, 27 maja 2014 (02:03)

Gdy bohaterowie miary Witolda Pileckiego, straconego przez oprawców 25 maja 1948 r., byli mordowani w więziennych kazamatach, Jaruzelski piął się po szczeblach kariery.

 

Śmierć generała Jaruzelskiego, oprócz wymiaru indywidualnego – czyli ostatecznego zmagania o los duszy tego człowieka, okazuje się mieć wymiar polityczny. Na liberalnych portalach internetowych pokazuje się go na tle obrad Okrągłego Stołu, a więc wydarzenia, którego skutki obecna władza będzie hucznie czcić 4 czerwca. Jaruzelski już nie tyle ma uosabiać stan wojenny, ale ma być ojcem założycielem niepodległej Polski. Leszek Miller zaapelował o ogłoszenie żałoby narodowej w związku ze „śmiercią męża stanu”. Chce w ten sposób otworzyć przestrzeń publiczną na gloryfikowanie różnych postaci doby komunizmu.

Wszystko to musi prowadzić do niewyobrażalnego relatywizmu, gdzie z jednej strony będzie się stawiać pomniki Żołnierzom Wyklętym, a obok ich katom. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia niedawno w Lublinie, gdzie upamiętniani są bohaterowie zarówno Polski Walczącej, jak i działacze partyjni (przykład – nadanie imienia skwerowi im. Grzegorza Seidlera, byłego rektora UMCS).


Generał Jaruzelski dożył sędziwych lat, a jego kariera kwitła wraz z rozwojem systemu komunistycznego w Polsce. Gdy bohaterowie miary Witolda Pileckiego, straconego przez oprawców 25 maja 1948 r., byli mordowani w więziennych kazamatach, Jaruzelski szedł w górę. Wszystkie kryzysowe wydarzenia, jak te z Wybrzeża 1970 roku, gdzie ginęli ludzie, przynosiły mu kolejny awans. Największą władzę dzierżył w czasie stanu wojennego, dokładnie wtedy, gdy znowu ginęli patrioci lub byli więzieni i wydalani z kraju. Dotrwał na urzędzie do 1989 roku, gdzie najprawdopodobniej realizując sowiecki eksperyment tzw. porozumienia z opozycją, został wybrany w „niepodległej Polsce” na prezydenta.


Dawni działacze opozycyjni liczyli, że wolna Polska przyniesie sprawiedliwość; że zbrodniarze komunistyczni zostaną osądzeni, a patrioci nagrodzeni. Tymczasem mijały lata i kolejne dekady, a generał Jaruzelski i jego towarzysze cieszyli się wolnością i dobrobytem. Z czasem część środowisk politycznych zaczęła go uważać za męża stanu, postać pomnikową. Zatem przeszliśmy powolną ewolucję na niwie tzw. polityki historycznej: z tolerancji wobec zbrodniarzy komunistycznych do ich gloryfikowania.


Przykład życia generała po 1989 roku pokazuje z jednej strony nieudolność polskiego aparatu sądowniczego (nie osądzono go realnie za żadne poważne przestępstwo), a także kompletny upadek tzw. polskiej polityki historycznej. Jeśli do dziś około połowa Polaków uznaje stan wojenny jako zasadny, nie może dziwić przyzwolenie na zdegenerowanie moralne polityki polskiej we współczesności. Wydaje się, że sprawiedliwe osądzenie Jaruzelskiego dałoby jasny sygnał jemu samemu, że czynił źle. Pokazałoby społeczeństwu, że nie można pod naciskiem obcych sił strzelać do własnego Narodu. Wreszcie mielibyśmy jasność, że dzień śmierci generała Jaruzelskiego nie powinien być dniem żałoby narodowej.

 

Prof. Mieczysław Ryba

Aktualizacja 27 maja 2014 (22:31)

Nasz Dziennik