logo
logo

Zdjęcie: Andrzej Kulesza/ Nasz Dziennik

Jego wybory były wyborami antypolskimi

Niedziela, 1 czerwca 2014 (19:33)

Z prof. Janem Żarynem, historykiem, wykładowcą Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Patrząc na uroczystości pogrzebowe Wojciecha Jaruzelskiego, można było mieć wątpliwości, czy to pożegnanie bohatera, czy zdrajcy. Kogo zatem z honorami pochowano na warszawskich wojskowych Powązkach?

– Na wojskowych Powązkach pochowano osobę, która stała się – co zresztą było do przewidzenia – w momencie swej śmierci przedmiotem pewnej walki o pamięć naszego historycznego przekazu. Dla komunistów i tych wszystkich, którzy do dzisiaj identyfikują się z dziedzictwem PRL – dla nich dziedzictwem pozytywnym – był to prawdopodobnie ostatni czas, żeby próbować nas, Polaków, wtłoczyć w taką właśnie interpretację dziejów Polski, w której nie ma miejsca na rozróżnianie między bohaterstwem a zdradą, między postawą patriotyczną a postawą niesłużącą aspiracjom Polski. Przykre, że tego sporu państwo polskie i jego najważniejsze instytucje nie chciały jednoznacznie rozstrzygnąć, a jeżeli nawet rozstrzygnęły, to raczej przeciwko tradycji niepodległościowej Polski. Skutek może być taki, że pozostaniemy w konflikcie, gdy chodzi o ocenę zdarzeń historycznych. Byłoby to bardzo tragiczne wobec wielu Polaków, którzy walczyli o wolność naszego Narodu, o jego niepodległość. Tymczasem okazuje się, że te same honory są oddawane człowiekowi, który był tajnym współpracownikiem Informacji Wojskowej uzależnionej od ZSRS, który nadzorował pobór kleryków do wojska, który wchodził z armią na terytorium innego państwa, z powodu którego działalności i podejmowanych decyzji zginęli robotnicy, górnicy, który wprowadził stan wojenny w Polsce. Taka działalność nie może być honorowana w taki sam sposób jak działalność polskich patriotów, którzy oddawali swe życie, służąc Ojczyźnie.

Czego symbolem pozostaje Wojciech Jaruzelski?

– Dla mnie osobiście pozostaje symbolem pokolenia bardzo tragicznego, które przez splot różnych wydarzeń zostało poddane bardzo wielu próbom i wyborom. Generał Jaruzelski też tych wyborów dokonał, tyle tylko, że jego wybory były wyborami antypolskimi. Życiorys tego człowieka tak naprawdę mógł się potoczyć zupełnie inaczej. Wojciech Jaruzelski był łagiernikiem, który jednak nie pozostał wierny tradycji łagrowej. Ludzie, którzy przeszli przez łagry, całe swe późniejsze życie budowali na pokazywaniu prawdy o tym, jak wygląda w praktyce socjalizm, a on tę drogę porzucił. Mógł przecież pozostać w polskiej armii powojennej i podtrzymywać oczywiście z konsekwencjami tradycje II RP, gdzie ludzie tacy na ogół kończyli w procesach pokazowych z wyrokami śmierci czy wyrokami więzienia. Wojciech Jaruzelski oczywiście wybrał inną drogę, a wszystkie jego późniejsze wybory były konsekwencją tego pierwszego. W konsekwencji w Polsce, która była pod okupacją sowiecką, wybory Jaruzelskiego wynosiły go na szczyty władzy, a więc tam, gdzie otrzymywał na bieżąco nagrody. Za tę działalność i za te wybory i nagrody dzisiaj powinien być rozliczony.   

Czy salwa honorowa nad grobem komunistycznego dyktatora dobrze świadczy o państwie polskim?

– Państwo polskie i konkretne osoby, które je reprezentują, takie jak prezydent czy premier czy ich urzędnicy, albo się nie wypowiedzieli w ogóle na ten temat, albo wypowiedzieli się bardzo wymijająco. Z kolei gestami, jak chociażby pogrzebem państwowym, salwą honorową czy obecnością wysokich urzędników Kancelarii Prezydenta, unikając odpowiedzialności, w rzeczywistości opowiedzieli się za tym, że tak samo można honorować gen. Jaruzelskiego, jak rotmistrza Pileckiego, którzy życie doczesne zakończyli tego samego dnia, tyle że innego roku, ale to nie były tożsame osoby, i ta sama salwa w związku z tym im się nie należy.

3 listopada 2013 r. prezydent Komorowski nie był na pogrzebie ostatniego prezydenta na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, znalazł jednak czas, by być na Mszy św. pogrzebowej gen. Jaruzelskiego i zabierając głos, mówić, że szacunek dla majestatu śmierci nie powinien być ograniczany i redukowany z powodu ocen politycznych…

– Słów wypowiedzianych przez prezydenta Bronisława Komorowskiego nie należy traktować poważnie, w innym wypadku należałoby uznać, że prezydent powinien uczestniczyć w pogrzebach gwałcicieli, złodziei czy bandytów, bo zgodnie z wyznawaną wiarą mamy, a przynajmniej powinniśmy mieć szacunek do śmierci każdego człowieka. Ta wypowiedź nie powinna mieć miejsca. Tak się nie wypowiada mąż stanu, bo ośmiesza się sam i urząd, który reprezentuje. Jako ludzie wierzący mamy szacunek do Pana Boga, który jest sensem naszego życia i ku któremu wszyscy zmierzamy. Bez Boga nie ma sensu nasze istnienie, dzięki temu rozumiemy śmierć jako tajemnicę, która nas wyzwala ku wieczności. Dotyczy to każdego, niezależnie, czy nazywa się gen. Jaruzelski, czy gen. Fieldorf, czy gen. Tokarzewski-Karaszewicz. Stosunek do śmierci nie powinien być jednak tematem rozważań głowy państwa, chyba że ktoś chce wycierać usta rozmaitymi ważnymi pojęciami po to tylko, żeby pod symbolem słów ukryć faktyczny przekaz, który wynika z obecności, z uczestnictwa w ceremonii państwowej. Ten udział prezydenta w skutkach powoduje, że państwo uznaje postawy, które wynikają z życiorysu gen. Jaruzelskiego jako tak samo ważne, tak samo propolskie, tak samo istotne dla pozytywnego przekazu historycznego dla każdego Polaka, jak postawy takich bohaterów jak rotmistrz Pilecki, gen. Fieldorf czy gen. Tokarzewski-Karaszewicz. Na to oczywiście zgody nie ma i nie może być. I prezydent Komorowski nie ucieknie od tego, aby sam stanąć wobec osądu historycznego. Jako prezydent ma władzę w państwie, która każe mu ponosić odpowiedzialność za dokonywane wybory, nawet wówczas, kiedy próbuje uciec i udaje, że tych wyborów nie podejmuje.

W swojej politycznej odezwie bardziej niż pożegnaniu nad prochami zmarłego Aleksander Kwaśniewski stwierdził, że walka o dobre imię Wojciecha Jaruzelskiego trwa…

– Aleksander Kwaśniewski powiedział prawdę, bo niestety ta walka trwa. Rzeczywiście gen. Wojciech Jaruzelski swoim życiorysem, a przede wszystkim faktem, iż osiągnął najwyższe stanowiska w PRL, wziął na siebie całą odpowiedzialność za decyzje i konsekwencje dotyczące szczególnie 13 grudnia 1981 roku. Jest to zatem postać jedyna w swoim rodzaju. W związku z tym śmierć kolejnego komunisty nie będzie już dawała możliwości wykorzystania tej postaci. Dzisiaj mam wrażenie, że Leszek Miller czy Aleksander Kwaśniewski, uznając, że występują teoretycznie jako osoby prywatne, faktycznie wykorzystują śmierć gen. Jaruzelskiego do tworzenia przekazu polityczno-ideowego, który ma zagwarantować także im miejsce w historii inne, niż faktycznie się im należy i które mam nadzieję zajmą.    

Czy wobec tego możemy mieć teraz do czynienia z polityczną próbą kreowania Jaruzelskiego na bohatera?

– Tak to niestety wygląda. W tej walce o pamięć jedni występują z tezą o tym, że gen. Jaruzelski był wyjątkowy, że był bohaterem pozytywnym, który doprowadził nas do niepodległości po 1989 roku. Z kolei druga strona, którą m.in. ja reprezentuję, pyta, czy aby na pewno w polskiej tradycji bohaterem pozytywnym był Bogusław Radziwiłł czy targowiczanin Szczęsny Potocki, czy ten, który poszedł na współpracę z komunistami po 1944 r. i wprowadzał w Polsce komunizm nie tylko wbrew woli Narodu Polskiego, ale całej tradycji, całego zestawu wartości, który w tym Narodzie od tysiącleci był podtrzymywany. Nie ma zgody na to, żebyśmy odpowiadali pozytywnie na przekaz, jaki popłynął z ust Aleksandra Kwaśniewskiego czy chociażby z ust Leszka Millera.    

Kwaśniewski zaznaczył, że Jaruzelski jest współarchitektem polskiej transformacji. Czy nie jest tak, że Jaruzelski, akceptując Okrągły Stół, zapewnił sobie nietykalność i dzięki temu nie został osądzony?

– Oczywiście, że przemiany 1989 r. przebiegały – przynajmniej w części i do dzisiaj w swoich skutkach istnieją – zgodnie z planem komunistycznej ekipy gen. Jaruzelskiego. Część z tych planów spełnia się do dzisiaj, m.in. brak odpowiedzialności, osądu tej formacji ideowo-politycznej przez III RP. Z drugiej strony trzeba też powiedzieć, że część założeń, które w 1988 i 1989 r. towarzyszyły decyzjom generałów Jaruzelskiego, Kiszczaka i pozostałych członków ówczesnych komunistycznych władz, aby usiąść do Okrągłego Stołu z ludźmi „Solidarności”, nie spełniła się. W ich planie, i wszystko na to wskazuje, nie było odzyskanie przez Polskę niepodległości, ale w ich planie istniała bardzo wyraźna próba wobec totalnego kryzysu, w którym znalazła się tamta ekipa, próba przeniesienia odpowiedzialności za państwo w sferach najbardziej niewygodnych, czyli gospodarczych, na ludzi „Solidarności” po to, żeby ich skompromitować w opinii publicznej, a następnie już w trybie demokratycznym przejąć władzę w sposób ciągły i niepodlegający dyskusji. Gwarantem tego przejścia miał być urząd prezydencki dla gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Jeżeli to uznamy za ideową, czystą decyzję, która miała prowadzić do tego, że odzyskamy niepodległość, a gen. Jaruzelski okazał się Konradem Wallenrodem, który nam w tym pomógł, to musielibyśmy być strasznie naiwnym Narodem, żeby w to uwierzyć. Rzeczywistość historyczna podpowiada jednoznacznie, że zupełnie inne cele towarzyszyły decyzjom, jakie podejmowała ekipa Jaruzelskiego.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl