logo
logo
 

Tomasz M. Korczyński

Tusk zostaje, państwo rozkłada się dalej

Poniedziałek, 30 czerwca 2014 (19:19)

Media głównego nurtu przyjęły narrację propagandystów Donalda Tuska i nawet nie zauważyły, że ich metody są co najmniej tak stare, jak PZPR. Mainstream próbuje wmówić Polakom, że PO to Polska, że władza to naród, a Tusk to państwo i każdy atak na PO to zamach na Polaków i demokrację.

Ten nonsens, powtarzany od rana do nocy ma przekonać opinię publiczną w naszym kraju i przypomina, jakże ohydne hasła komunistycznej propagandy: „Naród z partią, partia z narodem”, „Mówisz Lenin, myślisz Partia. Mówisz Partia, myślisz Lenin” itp.

Tymczasem jest na odwrót. Patologia, którą mogliśmy usłyszeć i która nagle wyłoniła się z cienia, oznacza, że zagrożeniem dla Polski jest przede wszystkim koalicja PO - PSL.

Nikt się nie łudził, że rząd Tuska zostanie odwołany. Skompromitowana koalicja kompromituje się nadal, Tusk idzie w zaparte, a establishmentowi trudno jest poświęcić swoje pensje na rzecz dobra Rzeczypospolitej, bo wolą sobie żyć przy suto zastawionych stołach na nasz koszt. Dobro Polski na tym traci. Wprawdzie wedle grupy trzymającej władzę państwo polskie istnieje teoretycznie, jednak pensje i diety poselskie są dosyć realne i przyjmowane ochoczo razem z całym pakietem dóbr i usług, jakie gwarantuje posiadanie władzy.

Tusk po przemówieniu i odpowiedziach na pytania posłów dość nieoczekiwanie złożył wniosek o wotum zaufania do Sejmu RP i wyprzedził atak PiS, które zapowiedziało wotum nieufności.

Z pozoru sprytny zabieg doradców premiera, okrzyknięty przez zachwycone „Wyborczą” i TVN „ucieczką do przodu”, jest tylko oznaką słabości i determinacji, aby ugrać, ile się da. To stara jak Tusk strategia na przeczekanie. Może Polacy zapomną? Może dodrukujemy pieniądze i na chwilę zasypiemy dziurę budżetową, żeby przez dwa miesiące wszystkim żyło się lepiej, gdybają ludzie Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej w zaciszu wygłuszonych gabinetów (bo w restauracjach już nie rozmawiają).

Po ujawnieniu afery taśmowej zleceniodawcy wpadli w panikę, gdy zrozumieli, że kariera ich zleceniobiorcy płonie. Dlatego rękami i piórami „ekspertów”, przedsiębiorców, pseudodziennikarzy wzięli się do ciężkiej pracy w przekonywaniu opinii publicznej, że Tusk jest nadal bohaterem narodowym. Brakuje tylko pomników Umiłowanego Przywódcy Słońca Peru. Polakom musi wystarczyć zapewnienie posła Grupińskiego, że aktorzy afery przeprosili za swoje wulgaryzmy, oraz obietnica ministra Sikorskiego, że zapłaci za suty posiłek. Tyle konsekwencji dla korupcji politycznej i działań quasi-mafijnych.

Jednak los Donalda Tuska jest policzony. Zagranie z wotum zaufania jest zaledwie łapaniem ostatnich oddechów, które premier traci. Kogo ma do dyspozycji? Słabych funkcjonariuszy pokonywanych przez „gang kelnerów”? Figurantów? Otoczony podejrzanymi osobliwościami (na własne życzenie), spiskowcami i karierowiczami Tusk się zużył i przeobraził w małego dyktatora. Brak zaufania do własnej ekipy, zranione ambicje, nienawistne urazy, czyhający zewsząd wrogowie, zewnętrzni i wewnętrzni są dla niego wystarczającymi środkami pobudzającymi, by odgonić codzienny sen. Na szczęście Donald Tusk nie musi się martwić o państwo, które samo-się-zarządza, bo nie istnieje. A skoro nie istnieje, to nie potrzebuje uwagi, lepiej więc skupić się na wywrotowcach i zamachowcach we własnych szeregach. I najbliższych wyborach.

Tusk jest absolutnie skupiony na ratowaniu siebie. Dlatego każdy dzień, tydzień i miesiąc do końca kadencji tego Sejmu to dramat dla Polski, pogłębianie się patologii i zaprzepaszczanie szansy na naprawę.

Po wynikach głosowania widzimy także, że wśród posłów opozycji znaleźli się i tacy, którzy mogli sobie pozwolić na luksus nieoddania głosu albo zagłosowania za Tuskiem. Jest to znamienne, budzi zdumienie i wzbudza nieufność do establishmentu sejmowego jako takiego.

Aktualne struktury polityczne i ich konfiguracja nie są wystarczającym narzędziem do zdmuchnięcia patologii tuskowej. Polacy muszą więc czekać albo na kolejne wybory, gdy zagłosują w zgodzie ze swoim sumieniem (przynajmniej tyle i aż tyle, bo Polacy w odróżnieniu od klasy politycznej są uczciwi i wciąż mają sumienie i honor, chociaż mainstream medialny próbuje nam wmówić, że jesteśmy tacy jak ludzie Tuska), albo wyrażać w sposób demokratyczny swój sprzeciw i aktywizować się oddolnie w ruch społeczny. Pierwsze takie próby mogliśmy już zaobserwować w ostatnich dniach, o czym pisałem na łamach portalu NaszDziennik.pl (Zob. TUTAJ i TUTAJ).

Tomasz M. Korczyński

NaszDziennik.pl