logo
logo

Zdjęcie: R. Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Źródło bezkarności

Poniedziałek, 7 lipca 2014 (02:03)

Z senatorem Janem Marią Jackowskim (PiS) rozmawia Marcin Austyn

 

Mówiąc o cieniach transformacji ustrojowej, „zaburzył” Pan przekaz przesłodzonych obchodów 25-lecia odrodzonego Senatu. Gwizdy i syki polityków PO świadczą o tym, że trafił Pan w czuły punkt.

– Była to znakomita okazja do tego rodzaju podsumowań. Jednak już sam scenariusz piątkowych obchodów został tak skonstruowany, żeby żaden przedstawiciel opozycji nie mógł zabrać głosu podczas uroczystego posiedzenia Senatu. Skorzystałem jednak z przysługującego mi prawa i poprosiłem o głos. Oczywiście były naciski, abym zrezygnował z wystąpienia, bo jest ściśle ustalony i napięty harmonogram. Była ogromna obawa ze strony przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, że jeśli wywiąże się dyskusja, to cały ten zamysł propagandowy legnie w gruzach.

To po trosze się udało.

– Moim celem było zwrócenie uwagi na kilka zjawisk, którymi dziś żyje cały Naród. Trudno udawać, że wszystko jest wspaniałe, bo rzeczywistość jest inna. Powiedziałem prawdę, za co zostałem skrytykowany przez polityków PO oraz byłej Unii Wolności. Podkreśliłem, że jestem w stanie obronić każdą tezę mojego wystąpienia i możemy debatować. Cóż, zabrakło merytorycznych argumentów i wywołało to pewną agresję i zarzuty, że zakłóciłem uroczystości. W jaki sposób? Nie wiem. Przecież zgodnie z regulaminem zabrałem głos jako przedstawiciel opozycji. Tyle że przedstawiłem nieco inne spojrzenie na ostatnie 25 lat przemian, różniące się od propagandowego przekazu sączącego się z oficjalnych przemówień.

Kiedy mówił Pan o nierozliczeniu komunizmu i skutkach tego zaniechania, senatorowie próbowali zakłócić wystąpienie. Chrząkali, wyklaskiwali. Pana reakcja?

– Nie po to walczyliśmy o wolność, by ją później tłamsić. W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że świętujemy 22 lipca w czasach PRL. Tam też obowiązywał jednostronny, starannie wyreżyserowany i uzgodniony przekaz. Dziś ci, którzy powołują się na wolność, demokrację, na te wszystkie zdobycze po 1989 roku, nadal tkwią w totalitarnej mentalności i nie rozumieją, na czym polega demokracja. To normalne, że przy tego rodzaju okazjach prawo do głosu mają nie tylko rządzący, ale i opozycja. I jej zdania należy wysłuchać, uszanować. Zwłaszcza że w tym przypadku mówimy o przedstawicielu ugrupowania, na które w demokratycznych wyborach zagłosowały miliony Polaków.

Przypomnienie w tak doniosłej chwili, że nie wszyscy skorzystali na transformacji, że są też problemy, a nie tylko sukcesy, musiało być nie do zniesienia dla koalicji rządowej.

– Widać, że tak. Dodam, że dostosowałem się do apelu, by nie przedłużać wystąpienia i zawarłem w nim tylko główne myśli. Stąd też bolą późniejsze niesprawiedliwe komentarze, wpisy, także ze strony senatorów, które pokazują ogromną frustrację Platformy. Ci ludzie doskonale wiedzą, że nierozliczenie komunistycznej przeszłości uderza w nich rykoszetem. Mamy pełzający kryzys państwa, być może wywołany przez struktury służb mających swoje korzenie w PRL, afera taśmowa staje się gwoździem do trumny tego obozu władzy, który rządzi Polską po 2007 roku. A chowanie komunistycznego oprawcy z honorami pokazuje, że układ okrągłostołowy nadal obowiązuje. W swoim wystąpieniu powołałem się na słowa prof. Tomasza Nałęcza, który uzasadniając państwowy pochówek Wojciecha Jaruzelskiego, powiedział: „Chowamy prezydenta Polski. Owszem, z mandatu Sejmu kontraktowego, ale pamiętajmy, że to wszystko, co dzisiaj mamy, jest z mandatu Sejmu kontraktowego”. To bardzo wymowne.

Zdaje się, że doradca prezydenta inaczej ocenia tamten okres.

– To już inna kwestia. Jednak prof. Nałęcz celnie wskazał na źródło bezkarności wysokich funkcjonariuszy państwa komunistycznego. Sejm kontraktowy był następstwem uzgodnień okrągłostołowych. Ich efektem jest też to, że żegnamy z honorami Jaruzelskiego, schorowany Czesław Kiszczak nie może być osądzony, choć zdaje się tryskać energią, a wicepremier Stanisław Kociołek, oskarżany o współudział w masakrze robotników na Wybrzeżu w 1970 roku, został prawomocnie uniewinniony. To najlepiej obrazuje, w jakim kraju żyjemy. Niepełnosprawnego schizofrenika zamyka się w więzieniu za to, że zjadł w markecie batonik, a zbrodniarze chodzą wolno i mają państwowe pogrzeby.

Dla politycznych oponentów słuchanie tego typu argumentów okazało się ponad siły.

– Z pewnością zachowanie niektórych senatorów, ich reakcje w kuluarach na moje wystąpienie były skandaliczne. To tylko wskazuje, że nie rozumieją mechanizmów demokracji, nie wiedzą, co to debata publiczna, nie pojmują istoty parlamentaryzmu i tego, że żyjemy w wolnym państwie. Wydaje się im, że to jest tylko ich państwo i obowiązuje jedynie słuszna interpretacja najnowszej historii. Dla mnie jako polityka i historyka jest to dowód na wypaczenia III RP. To wskazanie, że jest to państwo, któremu daleko do normalności.

A jak opozycja zniosła to, co o polskiej transformacji miał do powiedzenia obóz władzy?

– Zarówno prezydent Bronisław Komorowski, jak i inni mówcy z tego obozu mówili o zwycięstwie komunizmu, o walce z totalitarnym systemem komunistycznym. Nie dodali tylko, że tego systemu nigdy nie rozliczono i jakie to przyniosło skutki. To pokazuje schizofrenię oficjalnego przekazu, którego jednak wysłuchaliśmy, nie przeszkadzając mówcom.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik