logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Kasacji nie będzie

Poniedziałek, 11 sierpnia 2014 (02:00)

Nie będzie kasacji wyroku Wojskowego Sądu Okręgowego w Poznaniu podtrzymującego decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie działań polskich prokuratorów wojskowych po katastrofie smoleńskiej.

Wniosek o wywiedzenie kasacji do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta skierował mec. Piotr Pszczółkowski; zgodnie z kodeksem postępowania karnego pełnomocnik stron nie może sam wnioskować o kasację wyroku, może to zrobić albo prokurator generalny, albo rzecznik praw obywatelskich. 21 czerwca br. prokurator generalny Andrzej Seremet przekazał sprawę do Naczelnej Prokuratury Wojskowej jako jednostki właściwej. Naczelny Prokurator Wojskowy kieruje działalnością wojskowych jednostek organizacyjnych prokuratury i w tym zakresie wykonuje przewidziane w ustawach uprawnienia procesowe Prokuratora Generalnego w sprawach podlegających orzecznictwu sądów wojskowych. W NPW podjęto decyzję, że wniosku o kasację wyroku poznańskiego do Sądu Najwyższego nie będzie.

Finał w ETPC?

– Dogłębna analiza wniosku adw. Piotra Pszczółkowskiego dokonana w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej w powiązaniu z zaskarżonym postanowieniem prokuratora oraz aktami śledztwa w tej sprawie nie dały podstaw do przyjęcia, że zaistniały ustawowe przesłanki do wywiedzenia kasacji. Orzeczenie sądu spełniało wymogi rzetelnej i wszechstronnej oceny ustaleń faktycznych i dowodów zebranych w toku postępowania karnego, a co za tym idzie – brak było podstaw do formułowania zarzutów rażącego i mającego wpływ na treść postanowienia naruszenia przez sąd prawa procesowego i materialnego. Reasumując, w rozpatrzonym wniosku adw. Piotra Pszczółkowskiego oraz w poddanych analizie aktach śledztwa nie ujawniono podstaw wynikających z art. 523 § 1 kpk do wywiedzenia kasacji – informuje ppłk Janusz Wójcik z NPW.

Adwokat jest głęboko rozczarowany decyzją prokuratury wojskowej. – Ale to w sumie decyzja spodziewana, skoro powierzono sprawę prokuratorowi wojskowemu – komentuje prawnik. Nie wyklucza skierowania sprawy do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Wniosek Pszczółkowskiego o wywiedzenie kasacji wiąże się z postanowieniem Wojskowego Sądu Okręgowego w Poznaniu o podtrzymaniu decyzji prokuratury w sprawie umorzenia śledztwa dotyczącego działań polskich prokuratorów wojskowych po katastrofie smoleńskiej. Dochodzenie w sprawie niedopełnienia obowiązków przez prokuratorów wszczęto w listopadzie 2012 r. po doniesieniu złożonym przez mec. Pszczółkowskiego, pełnomocnika części rodzin smoleńskich. Prawnik twierdzi, że wojskowi śledczy nie dopełnili obowiązków służbowych: nie wnioskowali o udział i nie brali udziału w sekcjach zwłok ofiar, a także nie przeprowadzili tych sekcji po przetransportowaniu ciał ofiar do Polski. Postępowanie zostało jednak umorzone przez poznańską prokuraturę 31 października 2013 r., pełnomocnik rodzin złożył zażalenie. Skarga trafiła najpierw do poznańskiej prokuratury, a potem do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie. Ten, powołując się na wymóg bezstronności – sprawa dotyczy w większości prokuratorów Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, którzy są zarazem znajomymi sędziów warszawskiego sądu – zwrócił się z wnioskiem do Sądu Najwyższego o przekazanie sprawy do rozpoznania sądowi w Poznaniu. 17 marca br. SN rozpatrzył wniosek pozytywnie, kierując sprawę do Poznania. 13 maja br. sprawę rozpatrywał Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu. Orzekał ppłk Wojciech Wierzbicki. Konkluzja blisko czterogodzinnego posiedzenia była taka, że w trakcie pracy prokuratorów w Smoleńsku mogło wprawdzie dojść do uchybień z ich strony, ale przestępstwa nie popełniono. Decyzje podejmowane przez śledczych nie były, w ocenie sądu, podejmowane w złej wierze. Dotyczy to również decyzji o nieprzeprowadzeniu ponownych sekcji zwłok ofiar w Polsce. – Aby mówić o przestępstwie, musi być konkretny obowiązek, który prokurator umyślnie ignoruje. W ten sposób funkcjonariusz publiczny ma działać na szkodę interesu publicznego lub jednostki. Nie ma podstaw do stwierdzenia, że to działanie [prokuratorów – przyp. red.] było działaniem na szkodę – uzasadniał sąd.

Trefny „obieg informacji”

Sędzia przyznał jednak, co też podnosił w zażaleniu mec. Pszczółkowski, że obieg informacji między prokuratorami pracującymi w Rosji i Polsce był rzeczywiście „mało profesjonalny”.

– Ale od tego mało profesjonalnego obiegu informacji do przestępstwa jest bardzo daleka droga – uzasadniał ppłk Wierzbicki. Sąd podzielił argumentację poznańskiej prokuratury wojskowej (wnoszącej o oddalenie zażalenia), która podkreślała, że nie ma prawnego obowiązku powtarzania sekcji zwłok, jeśli nie było podstaw do zastrzeżeń co do merytoryczności ich przeprowadzenia przez stronę rosyjską. Z decyzją sądu nie zgodził się mec. Pszczółkowski – stąd jego wniosek o wywiedzenie kasacji, w którym prawnik podnosił, że decyzja o zaniechaniu przez polskich śledczych przeprowadzenia oględzin i sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej narusza interes zarówno publiczny państwa, jak i interes prywatny bliskich ofiar.

– Czynności śledczych dotyczące sekcji zwłok są czynnościami niepowtarzalnymi. Tymczasem polscy prokuratorzy ograniczyli się jedynie do oczekiwania na działania państwa obcego w tym zakresie, nie wykonując ani oględzin, ani nie uczestnicząc w sekcjach zwłok ofiar w kraju i nie dysponując przy tym żadnym dowodem pozwalającym wykluczyć udział w spowodowaniu katastrofy funkcjonariuszy państwa obcego. Polscy prokuratorzy wojskowi, poprzestając na przyjęciu ustnego oświadczenia od nieznanego rosyjskiego prokuratora o zakończeniu sekcji zwłok ofiar katastrofy, nie zabiegali nawet o weryfikację tej informacji – wskazuje adwokat.

Jego zdaniem, za zaniechania te odpowiada w głównej mierze gen. Krzysztof Parulski, pełniący wówczas funkcję naczelnego prokuratora wojskowego, z racji której był on zobowiązany do koordynacji działań polskich śledczych na terenie Federacji Rosyjskiej i Polski. Sąd, w ocenie adwokata, bezkrytycznie przychylił się do zeznań prokuratorów, którzy zapewniali o swoim pełnym zaangażowaniu, czego wyrazem miały być kolejne wnioski o pomoc prawną składane do prokuratury rosyjskiej. Decyzja o zaniechaniu przeprowadzenia oględzin i sekcji zwłok skazała tymczasem polskie śledztwo na konieczność ufania jedynie czynnościom przeprowadzonym przez stronę rosyjską. Skutki tego były brzemienne – odbyły się ekshumacje ciał dziewięciu ofiar katastrofy, co naraziło Skarb Państwa na wysokie koszty. To wszystko w ocenie prawnika naruszyło zarówno interes publiczny, jak i prywatny bliskich ofiar. Działanie na szkodę interesu publicznego to zdaniem mec. Pszczółkowskiego wydłużenie i utrudnienie polskiego śledztwa zależnego od decyzji podejmowanych przez stronę rosyjską. Jeśli chodzi natomiast o interes prywatny, to wiąże się on z traumą przeżywaną przez rodziny ofiar narażonych nie tylko na długie oczekiwanie na dokumentację rosyjską, ale przede wszystkim na brak do chwili obecnej ostatecznej opinii potwierdzającej tożsamość swoich bliskich.

10 kwietnia 2010 r. do Smoleńska udał się naczelny prokurator wojskowy – ówczesny pułkownik, obecnie generał brygady – Krzysztof Parulski. W Smoleńsku był też płk Ireneusz Szeląg – wojskowy prokurator okręgowy w Warszawie, oraz płk Zbigniew Rzepa – prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Do Smoleńska udali się również płk Tomasz Mackiewicz i płk Anatol Sawa, a do Moskwy – płk Janusz Wójcik i płk Waldemar Praszczyk.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik