logo
logo
zdjęcie

Dr Tomasz M. Korczyński

Opłacało się służyć obcym

Poniedziałek, 1 września 2014 (20:45)

Donald Tusk został wybrany na „króla Europy”. Dzień otrzymania przez niego urzędu przewodniczącego Rady Europejskiej jest co najmniej tak ważny jak wybór Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową („Habemus Presidentum Europae” – R. Sikorski). Tym samym Donald Tusk Wielki spowodował, że Polska powróciła do wielkości utraconej w momencie schyłku królestwa Jagiellonów. Jako „zawodnik wagi ciężkiej” stał się dziś głosem całej Europy i nie będzie żadną (wykluczone!) marionetką Berlina, tylko samodzielnym „mężem stanu”. Wiemy też, że mając na czele Europy polityka takiego formatu, nie musimy się więcej lękać, bo to przed Tuskiem drży dzisiaj sam Putin, a pokój i bezpieczeństwo Europy zostanie teraz w pełni zagwarantowane i wypracowane.

Można aktualne nagłówki gazet prorządowych miksować oczywiście na wiele sposobów, ale mniej więcej taką mamy dzisiaj narrację. Propaganda sukcesu pompowana jest z wielkim zacięciem, ale zdroworozsądkowo myślący obserwator sceny politycznej nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z hucpą szytą grubymi nićmi.

Nikogo nie zaniepokoił dotąd fakt, że człowiek, który nie zdymisjonował rządu po aferze taśmowej, odsłaniającej głęboką patologię państwa i jego struktur, wytrwał za wszelką cenę przy władzy, pomimo kompromitacji swoich najbliższych współpracowników, tylko i wyłącznie dla swojej małej kariery. Polską rację stanu poświęcił kosztem osobistych korzyści i wysokopłatnej fuchy w Brukseli.

Nikt nie zauważył pierwszej kompromitacji Tuska, zaliczonej tuż po wyborze na szefa RE. Czytanie z kartki, wydukanie kilku niepoprawnych zdań po angielsku, pomimo że on sam, jego tłumacze i eksperci mieli sporo czasu na przygotowanie się do pierwszego wystąpienia. Ta lekkomyślność wskazuje nie tylko na wrodzone lenistwo tego człowieka. To awatar Nikodema Dyzmy, jego tania karykatura, ponieważ nawet Dyzma - jak pamiętamy z powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza - uznał, że są granice tupetu i śmieszności. Tusk takich granic nie wyznaje.

Nikt nie przypomina sobie także nagłówków w „Wyborczej” i TVN, gdy przed pięciu laty Van Rompuy został pierwszym szefem RE. Wtedy pierwszy prezydent UE nazywany był marionetką, figurantem, nowe stanowisko mało prestiżowym, istotnym, fikcyjnym, itp. Dziś, jak się okazuje jest ono najbardziej prestiżowym, niezwykle ważnym, kluczowym, strategicznym itp. Przynajmniej takie treści możemy wyczytać z mainstreamowych mediów.

Opłaciło się zatem Tuskowi oddawanie Berlinowi, Brukseli licznych przysług. Opłaciło się usługiwanie feministkom i mniejszościom seksualnym na dużą skalę. Spore korzyści przyniosło mu zainfekowanie ideologią gender przestrzeni publicznej i rządowej, którą ochoczo i bezkarnie zarządzał. Oj suto został wynagrodzony. Tusk miesięcznie zarobi nawet 105 tys. złotych. Choć, kto wie, zważywszy na fakt, że jego przyjaciel i totumfacki Sławomir N. stwierdził w restauracyjnych wynurzeniach bez autoryzacji, że 50 tys. PLN to niewielka suma, może Tuskowi wcale nie o pieniądze chodziło?

Symbolem rządu Tuska jest logo sodomii na pl. Zbawiciela. Pod jego dyktatem Polska zamieniana jest w zieloną wyspę szczęśliwości dla reprezentantów LGBT. Większość staje się nagle przeszkodą, dyskryminowana normalność musi oddać pole panoszącej się ekstremie gejów i lesbijek, zmuszana jest do oglądania wystąpień przebierańców, którzy przez swoje wewnętrzne i osobiste problemy oskarżają większość o to, że w ogóle istniejemy, że jesteśmy, że żyjemy i oddychamy, że mamy rodziny, dzieci, skłonności heteroseksualne. Dla nich mamy zniknąć, najlepiej natychmiast, najlepiej od dziś, a nasze dzieci, mają się stać ich dziećmi, nasze wartości, symbole, świętości, w które wierzymy, mają zostać usunięte i to oni mają dominować, to oni mają być w centrum świata. Ich pseudotęcza ma zastąpić krzyż.

Tusk im to wspaniale dotąd zapewniał. Wyniszczanie ekonomiczne polskich rodzin postępuje, pognębianie rodzin wielodzietnych przyspiesza. Zachęcanie młodych do porzucania myśli o założeniu rodziny jest strategią i regułą polityki centrolewu Tuska (nazywanego cynicznie centroprawicą).

Zmuszanie młodych Polaków złą sytuacją ekonomiczną i brakiem perspektyw do emigracji, pastwienie się licznymi utrudnieniami dnia codziennego, zniechęca i frustruje, a przede wszystkim zachęca albo do życia w związkach nieformalnych, bo małżeństwo się dzisiaj po prostu nie opłaca, albo do zakładania rodziny za granicą, gdzie ulgi rodzinne są dużą pokusą, aby pracować i płacić podatki z dala od Polski, aby budować potęgę Niemiec, Wielkiej Brytanii, Holandii, Irlandii czy Francji.

Jest to celowe działanie inżynierów nowego społeczeństwa, wytrzebionego z wartości, z Boga, rodziny, pozbawianego normalności i religii, obcych, których zainstalowali Tusk i Platforma Obywatelska. Rachunek, jaki Tuskowi wystawią zleceniodawcy za nagrodę, będziemy spłacać wszyscy.

Wojna kulturowa, jaką nam wszystkim zafundował Donald Tusk, zanim uciekł do Brukseli, pozostawiając po sobie zgliszcza, gdzie zapewne będzie nadal przymilać się swoim pupilom, toczy się nadal.

Można jednak pozbawić tę hydrę ważnych głów. Ponieważ proste rozwiązania są zawsze najlepsze, skorzystajmy z okoliczności zbliżających się właśnie wyborów samorządowych i zacznijmy od porządkowania stolicy ze szkodników polskiej kultury, dziedzictwa narodowego i religii. Potem pójdzie już gładko.

Dr Tomasz M. Korczyński

Aktualizacja 25 września 2014 (11:15)

NaszDziennik.pl