logo
logo
zdjęcie

Prof. Mieczysław Ryba

Dyplomatyczna przyjaźń

Środa, 10 września 2014 (19:23)

Przemówienie prezydenta Komorowskiego wygłoszone w Bundestagu zawierało typową unijną retorykę i zasadniczo nie niosło żadnych treści poza przesadzonym zachwytem nad wzajemnymi relacjami Polski i Niemiec.

Niewątpliwie zabrakło w nim dyplomatycznego odniesienia do ważnego aspektu kształtującego wzajemne relacje przez ostatnie 25 lat, jakim są mniejszości zamieszkujące nasze państwa. Pamiętajmy, że mniejszość niemiecka cieszy się dużym wsparciem i możliwościami w Polsce, natomiast olbrzymia grupa Polaków żyjących w Niemczech nie ma analogicznych przywilejów.

Przemówienie prezydenta należy także oceniać w perspektywie nominacji Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, która jest w olbrzymiej mierze decyzją Angeli Merkel. Wydaje się, że Niemcy oczekują od Tuska, że będzie realizatorem linii politycznych wyznaczanych przez Berlin. Zatem zaproszenie prezydenta Polski było takim symbolicznym potwierdzeniem obecnych relacji panujących w Unii Europejskiej. Bronisław Komorowski pojechał do niemieckiego parlamentu jako reprezentant Donalda Tuska, faworyta Angeli Merkel, żeby zadeklarować wielką przyjaźń i współpracę polsko-niemiecką.

Niemcy mają znacznie lepszą pozycję w Europie niż Polska, oni praktycznie rządzą tym kontynentem, a tymczasem my nieustannie prosimy o wsparcie. Poza tym Niemcy przez ostatnie przynajmniej kilkanaście lat prowadziły bardzo intensywną współpracę z Rosją, która bynajmniej nie była w interesie Polski, przypomnę chociażby budowę rury bałtyckiej. Obecny kryzys na Ukrainie co prawda nieco zbliżył stanowiska Warszawy i Berlina w podejściu do pewnych kwestii rosyjskich, ale to wcale nie oznacza, że w tym punkcie mamy zbieżność interesów czy poglądów. Można odnieść odwrotne wrażenie, gdyż mimo deklaracji Tuska czy Sikorskiego działania Niemiec szły w poprzek interesów Polski.

Z kolei biorąc pod uwagę sposób integrowania Polski z Unią, w przeważającej mierze polegał on na redukcji potencjału produkcyjnego czy wręcz na likwidacji tysiąca polskich przedsiębiorstw, a nie na wzmocnieniu ich mocy produkcyjnych. Przez to staliśmy się państwem, które wysyła swoich obywateli do pracy na zachodzie Europy i prosi o wsparcie unijne, które tak naprawdę niekoniecznie wzmacnia nasz potencjał produkcyjny, ewentualnie w sferze usług,

W relacjach polsko-niemieckich jest szereg różnych problemów, jednak prezydent Komorowski nie zawarł ich w swoim przemówieniu. Bowiem nie po to go tam zaproszono, żeby podkreślał dzielące nas problemy, ale zadeklarował entuzjazm wobec tego, że Merkel doprowadziła Tuska na wysokie stanowiska. Teraz pozostaje nam pilnie obserwować, czyje interesy będzie reprezentował Tusk na stanowisku szefa Rady Europejskiej.

Prof. Mieczysław Ryba

Aktualizacja 6 października 2014 (11:40)

NaszDziennik.pl