logo
logo

Zdjęcie: KRZYSZTOF BOCHNIAK/ -

Krzyk w obronie nienarodzonych

Poniedziałek, 19 stycznia 2015 (20:07)

Refleksje Polaków uczestniczących w Marszu dla Życia w Los Angeles.

Marzena Ząbek, przewodnicząca Koła Przyjaciół Radia Maryja w Los Angeles:

Jest moją wielką radością, że mogłam wraz z moją rodziną i wieloma tysiącami uczestników wziąć udział w Marszu dla Życia i zamanifestować swoją wiarę ,stając w obronie życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Tym bardziej cieszy fakt, że w tym wielotysięcznym tłumie szliśmy jako Polacy ze słowami św. Jana Pawła II, który 4 czerwca 1997 r. w sanktuarium św. Józefa w Kaliszu nauczał nas: „Naród, który zabija własne dzieci jest narodem bez przyszłości”. Wzruszający był moment, kiedy do naszego transparentu, na którym był umieszczony również wizerunek św. Jana Pawła II, podchodzili ludzie, aby dotknąć lub ucałować jego wizerunek. Zanim wyruszyliśmy na Marsz, zebraliśmy się na Mszy św. w naszym kościele parafialnym Matki Bożej Jasnogórskiej o godz. 7.30  odprawionej przez ks. Rafała Dygułę, naszego księdza proboszcza, w intencji dzieci nienarodzonych. Po Mszy św. udaliśmy sie do śródmieścia Los Angeles gdzie o godz. 10.00  po krótkiej modlitwie i błogoslawieństwie księdza arcibiskupa Jose Gomeza, pasterza archidiecezji Los Angeles, wyruszyliśmy ulicami śródmieścia.

Widać było że uczestniczą w tym marszu rodziny z dziećmi, młodzież, księża, siostry zakonne, dzieci ze szkół katolickich, niosąc transparenty popierające życie i mówiące czym jest aborcja. Z różnych stron słychać było śpiew i modlitwę w wielu językach. Odmawialiśmy Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia i śpiewaliśmy „Barkę” i „Czarną Madonnę”. To było bardzo budujące i jednocześnie wzruszające, że w tej wielokulturowej i wielojęzycznej metropoli po raz pierwszy na tak wielką skalę łączyliśmy się w jednej wielkiej sprawie, broniąc życia,  że publicznie mogliśmy zaprotestować przeciwko temu największemu mordowi jakim jest aborcja. Żyjemy w czasach, kiedy nie można stać z boku i biernie się przyglądać złu, każdy z nas musi  stanąć i publicznie dać świadectwo wartościom, które wyznaje. Mimo że od wielu lat jestem w grupie modlitewnej adopcji dziecka poczętego, to tak naprawdę dopiero uczestnictwo w tym marszu uzmysłowiło mi, że oprócz modlitwy ważne jest publiczne manifestowanie nie tylko naszych wartości, ale także naszej wiary. Ufam, że  być może przez tę manifestację udało się nam nie tylko pokazać, jak licznie wspierane jest życie, ale również wzbudzić refleksję u matek, które nosiły się z zamiarem aborcji i uratować życie dziecka.


 Krzysztof Tukaj:

Był to pierwszy Marsz dla Życia w Los Angeles zorganizowany dzięki naszemu nowemu metropolicie – ks. abp.  Jose Gomezowi. Do tej pory najbliższy marsz corocznie był organizowany w San Francisco, ale był on poza naszymi możliwościami ze względu na odległość. Teraz wraz z żoną moglismy wziąć udział, bo  tylko godzina jazdy do centrum miasta dzieliła nas od miejsca marszu. Moim największym dopingiem była też okazja, że właśnie o 8.00 rano, 10 lat temu, miałem operację z 4 bajpasami i to zobowiązywało mnie, by oddać cząstkę mojego życia za to nienarodzone życie, a często „wygaszane” różnymi metodami włącznie z aborcją. Tak jak Chrystus – narodził się dla nas jako mała Dziecina – był potrzebujący – w danym momencie życia jako człowiek – opieki matczynej ponad wszystko. Ale Herod chciał zgładzić tego przyszłego króla – tak i dzisiaj obserwujemy  zamach na wiele nienarodzonych jeszcze dzieci. W każdym z nich widzieć powinniśmy małego Chrystusa i powinniśmy krzyczeć wniebogłosy, że dzieje się krzywda każdemu z nich, jeśli  – chce się skrócić życie takiemu maluszkowi. Ile cierpienia przechodzi takie dziecko, już czujące ból i cierpienie, że ktoś go nie chce. Jak można tolerować taką samowolę, nie zdając sobie sprawy, że to jest misja od Boga dla człowieka, opieki nad potrzebującym dzieciątkiem, nowym darem życia i malutką czy ogromną miłością. Jak egoistyczne jest podejście matek czy ojców, niechcących przyjąć daru narodzin dziecka już poczętego z miłości, albo tylko z przypadku? Wiele rodziców dba o swoje dzieci od samego początku, albo od urodzenia, lecz jest jeszcze za dużo takich, którzy pozwalają na aborcję świadomie lub nieświadomie. Należy o tym rozmawiać, dzielic sie swoim czy innych doświadczeniem. Słyszymy bowiem wiele świadectw matek, które zrobiły aborcję  i doświadczają przez całe swoje pozostałe życie syndromu proaborcyjnego, czego widomym poświadczeniem był pokazywany w Telewizji Trwam film o matce prawniczce, która wołała poświęcić się karierze, a stracić dziecko. Jednak aborcja się nie udała całkowicie. Dziecko – jedno z bliźniąt przeżyło ją a po dorośnięciu szukało swojej matki biologicznej. Gdy znalazło ją… to zobaczyliśmy reakcję matki.

Wracając do Marszu dla Życia w Los Angeles. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak wielka jest rzesza ludzi pro-life. Ludzi tak samo myślących, którzy zebrali się, by zademonstrować swoje poparcie dla życia. Nie jest nas mało – widzieliśmy siłę. Wiele było ludzi młodych. Widać było różne nacje i kultury. Modlitwy i śpiewy w różnych językach. Wielu uczestników przychodziło pod nasz banner, by zrobić sobie zdjęcie na tle świętego Jana Pawła II i jego słów wypowiedzianych w 1997 roku o narodzie ginącym, jeśli nie broni się życia poczętego. Nauki Jana Pawła II nie zagasły, ale będą wiecznie żywe. To nas wzmacnia i potwierdza słuszność naszego stanowiska – jedynego, słusznego i wartego obrony. Nasze coroczne modlitwy w intencji nienarodzonych dzieci na pewno przynoszą efekty widzialne i namacalne. Nie możemy ustawać – trzeba kontynuować dalej naszą wielką sprawę, ratujmy, kogo tylko możemy. Należy też poprzeć  Mary Wagner z Kanady, która znowu jest więziona i mało kto o tym mówi. Chciała pomoc matce, by nie dokonywała aborcji, ale nie wszystkim się to podoba, by uświadamiać matki przed dokonaniem zła.  To jest walka dla Chrystusa, to jest także nasza wiara, ale również coś dla każdego z nas.


 Joanna Tukaj

Od zawsze opowiadałam się za obroną życia. Teraz nadarzyła się okazja, by wziąć udział w pierwszym Marszu dla Życia w Los Angeles. Oczywiście nie mogło mnie w nim zabraknąć. Od początku byłam na tak – chciałam w nim uczestniczyć, by dać przez to świadectwo, że życie jest darem od poczęcia do naturalnej śmierci. Zaraz na wstępie, gdy zbieraliśmy się w naszych grupach – serce rosło, że tylu ludzi się zgromadziło z całymi rodzinami. Czytając napisy na transparentach i innych znakach czuło się głębię ruchu pro-life i duży entuzjazm. Cieszę się, że tyle nacji poparło ten marsz. Pokazaliśmy, że jest nas wielu, że potrafimy i chcemy walczyć ze środowiskiem proaborcyjnym.

Podczas marszu odmawialiśmy Różaniec i Koronkę do Bożego Miłosierdzia oraz śpiewaliśmy pieśni. Święty Jan Paweł II przewodniczył naszej polskiej grupie.

Podczas studiów oglądałam wystawę dotyczącą obrony życia – dziecko w różnych stadiach rozwoju. To było niesamowicie wielkie przeżycie, widzieć wszystkie części ciała i bijące serce już w początkowym okresie ciąży. Dzisiaj przy tak wielkiej technologii USG każda matka widzi i słyszy maleństwo żyjące w jej łonie. To powinno jeszcze bardziej przekonywać, że życie jest darem i to od poczęcia i dlatego trzeba go bronić. Jako pediatra mam wielką radość często badać dzieci w szpitalu w pierwszych godzinach ich życia. Tuż po narodzeniu, albo nawet podczas cesarskiego cięcia.

Powinniśmy o tym mówić jak najwięcej i oświecać ludzi, którzy nie czują tak jak my. Ważne też jest uświadamianie ludzi, że in vitro i antykoncepcja to zła droga. Dziękuję Bogu, że mogłam demonstrować w obronie nienarodzonych. Jeżeli chrześcijanin prawdziwie naśladuje Chrystusa, nie może pozostawać zamknięty w sobie, ślepy i obojętny wobec tego, co dzieje się wokół niego.

Izabela Kozłowska

NaszDziennik.pl