Naszpikowana gwiazdami drużyna „Albicelestes” zdawała się mieć za sobą dużo więcej atutów, jednak po raz kolejny rozczarowała. Podobnie jak sam finał, po którym oczekiwano pięknego widowiska, efektownych akcji i bramek. Tymczasem piękna było niewiele, a dużo więcej fauli, złośliwości – i niestety skandalicznych wydarzeń na trybunach.
Przez 120 minut gry żadnej z drużyn nie udało się strzelić bramki. Nieco więcej okazji stworzyli sobie gospodarze, szczególnie Alexis Sanchez. Napastnik Arsenalu Londyn był blisko szczęścia pod koniec regulaminowego czasu gry, kiedy to pomylił się o centymetry, oraz w dogrywce, gdy po błędzie Javiera Mascherano znalazł się w świetnej sytuacji, lecz uderzył ponad poprzeczką. Argentyna mogła i powinna uderzyć skutecznie w 45. minucie. To wtedy po pięknej akcji Javier Pastore doskonale wypatrzył Ezequiela Lavezziego, ten mógł z piłką zrobić dosłownie wszystko, ale strzelił wprost w Claudio Bravo.
O wyniku musiały zatem rozstrzygnąć rzuty karne. Po pierwszej serii był remis 1:1, dla Argentyny trafił Lionel Messi. I to był jedyny moment, w którym „Albicelestes” mogli jeszcze wierzyć w sukces. Koledzy asa Barcelony nie wytrzymali już bowiem presji, żaden z nich nie pokonał Bravo, a Chilijczycy podobnych problemów nie mieli. Wykorzystali cztery „jedenastki”, wygrali 4:1 i po raz pierwszy w historii zostali mistrzami Ameryki Południowej. Argentyna ma w kolekcji 14 podobnych triumfów, jednak ostatni odniosła dawno, dawno temu, bo w 1993 roku.
Messi nie doczekał się w ten sposób pierwszego sukcesu z narodową drużyną, a do tego podczas meczu została zaatakowana jego rodzina. Kiedy w pierwszej połowie Marcelo Diaz ostro zaatakował najlepszego piłkarza świata, jego bliscy głośno zareagowali. Nie spodobało się to fanom gospodarzy, doszło do słownych przepychanek, a potem członkowie familii Lionela omal nie zostali zaatakowani. Interweniował ambasador Argentyny, który zaproponował im przesiadkę na inne miejsca...

