Próg frekwencji, aby referendum było ważne, ustalono na co najmniej 40 proc. wyborców.
Zwycięstwo obozu „tak” może otworzyć drogę do negocjacji nad nowym programem pomocowym. W opinii ekonomistów, warunki tej pomocy będą teraz nawet jeszcze ostrzejsze niż dotychczas. W nocy z wtorku na środę Grecja nie spłaciła bowiem części należności wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego w wysokości 1,55 mld euro i stała się pierwszym w historii krajem o rozwiniętej gospodarce, który zalega ze spłatą do Funduszu, co w praktyce uważane jest za niewypłacalność.
Natomiast głosowanie na „nie” oznaczać będzie odrzucenie przyjęcia pomocy od zagranicznych wierzycieli – Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i MFW.
Premier Aleksis Cipras, który ofertę kredytodawców nazwał „upokarzającą”, wzywał Greków, by wybrali odpowiedź negatywną. Władze w Atenach twierdzą, że głosowanie na „nie” wzmocni pozycję negocjacyjną Grecji, choć przedstawiciele Unii Europejskiej zgodnie przestrzegają, że będzie odwrotnie.
– Nikt nie może lekceważyć determinacji osób, które zdecydowały się wziąć sprawy w swoje ręce – powiedział Cipras dziennikarzom zaraz po oddaniu głosu.
Inwestorzy i europejscy przywódcy oceniają, że odrzucenie programu pomocy skieruje Grecję na drogę ku wyjściu ze strefy euro. Natomiast greckie władze przekonują, że odrzucenie warunków kredytodawców w referendum nie będzie oznaczało rezygnacji ze wspólnej waluty.
Było to pierwsze od 41 lat referendum w Grecji.

