logo
logo
zdjęcie

Janusz Szewczak

Lekcja dominacji Niemiec

Środa, 15 lipca 2015 (04:16)

Drodzy Czytelnicy, 13 lipca 2015 r. Grecja jako suwerenne państwo przestała istnieć. Stała się czymś na wzór protektoratu, a bardziej obrazowo: jest to terytorium powiernicze berlińsko-brukselskie. To, co się stało podczas ostatniego szczytu, to całkowite upokorzenie Greków. To nie ma nic wspólnego z zasadami obowiązującymi w Unii, a więc solidarnością i partnerstwem.

Według postanowień Grecja musi oddać swój majątek w zastaw. Wszystkie ważniejsze decyzje ekonomiczne i społeczno-gospodarcze muszą posiadać zgodę przedstawicieli trojki – Europejskiego Banku Centralnego, Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Widzimy więc, jak negocjacje przybrały klimat układu monachijskiego z 1938 r. Niemcy pogroziły palcem i pokazały innym krajom w Europie, kto tu rządzi. Przy tym zobaczyliśmy, co wspólnego ma Unia z demokracją.

To czasowe przeczołganie Greków nie rozwiązuje podstawowego problemu, czyli kwestii restrukturyzacji lub umorzenia długu greckiego. Dług jest tak gigantyczny, że jakby utworzyć pięć takich funduszy powierniczych, to i tak Ateny nie spłacą zobowiązań. Do funduszu mają wejść fabryki, banki, wyspy greckie, nawet źródła mineralne, a pieniądze ze sprzedaży tego majątku mają iść na spłatę długu rządów i instytucji międzynarodowych. Tylko 5 proc. tych pieniędzy ma być przeznaczone dla Grecji. To nic innego jak pokazanie chęci dominacji niemieckiej. To jest także lekcja, jak Niemcy brutalnie realizują swoje interesy na Starym Kontynencie. A Angela Merkel ujęła to w Brukseli stwierdzeniem, że „to były rozmowy biznesowe”. Jeżeli tak się prowadzi rozmowy biznesowe, to ja czarno widzę przyszłość Unii.

Winne sytuacji w Grecji są Niemcy i Komisja Europejska. To one zgodziły się, aby euro zawitało na Półwysep Peloponeski. W ten sposób Grecy tanio pożyczali i w zamian kupowali niemieckie samochody i francuskie koniaki. Niemcy także nie protestowali, gdy Grecja urządzała olimpiadę w 2004 r., która kosztowała ich dziesiątki miliardów euro i zadłużyła ich na pokolenia. To też nauczka dla nas, bo my sobie też fundnęliśmy na spółkę z Ukrainą Euro 2012. W Grecji minimum trzy pokolenia będą spłacać olimpiadę, a u nas trudno powiedzieć, bo inwestycje w drogi i stadiony na Euro… jeszcze trwają.    

Nawet jeśli parlament grecki przegłosuje te drakońskie cięcia, to kto je będzie wykonywał? Trzeba będzie przysłać armię niemieckich komandosów, żeby tego przypilnowała. Grecy nie mają z czego oszczędzać. Oczywiście obcięte zostaną świadczenia socjalne, ale jeśli Grecy będą mieć w portfelu mniej pieniędzy, podatki będą wyższe, to konsumpcja nie wzrośnie, a raczej spadnie. To oznacza niższe wpływy do budżetu i brak pieniędzy na spłatę długu. Koło się więc zamyka.

Nie wiadomo więc, o co chodziło Niemcom, czy o upokorzenie Greków, czy żeby europejskie kraje Południa nie poszły drogą Aten. Brutalnością niemieckiego dyktatu byli przerażeni Włosi, a nawet Francuzi, którzy apelowali o umiar. To, co pokazała kanclerz Merkel, to było złamanie wszelkich unijnych zasad.    

Sprawa Grecji pokazuje nam jedno. Dzisiaj nie trzeba przeprowadzać nalotów dywanowych i wysyłać jednostek komandosów, żeby podbić kraj. Zamiast tanków można użyć banków. Jak ma się w rękach cudze długi, to każdy kraj można przewrócić w dowolnej chwili i doprowadzić go do stanu półkolonii, gdzie brakuje tylko oficjalnego namiestnika. 

Janusz Szewczak

Aktualizacja: Sobota, 9 stycznia 2016 (14:23)

NaszDziennik.pl