Jak Francuzi zareagowali na zamachy w Paryżu?
– Ja odczuwam wielki chaos w tym wszystkim. Wiadomo, na początku jest zawsze bardzo dużo emocji. Po kilku dniach ludzie będą pewnie bardziej racjonalnie myśleli. Na razie jednak są podzieleni. Jest złość, jest i nienawiść, ale jest też nawoływanie do jedności i miłości. To zależy, z której strony te słowa padają. Francuski Episkopat wydał natychmiast list, który mamy odczytywać w parafii. Arcybiskup Mont pellier Pierre-Marie Carré też wystosował list z prośbą, by nie popadać w nienawiść do tych ludzi, bo nie o to chodzi i nie tędy droga. W liście tym prosi wiernych o modlitwę za ofiary, za rannych, a także za rodziny tych, którzy zginęli w tym ataku terrorystycznym. Niektórzy Francuzi nie mają jednak wątpliwości, że to wina polityków, którzy na siłę próbowali wprowadzać ideę multi-kulti, co w ogóle się nie sprawdziło, i że teraz jest za późno, by te niebezpieczne tendencje odwrócić.
Z całego świata do Paryża płyną też wyrazy solidarności, a czy widać ją wśród francuskiego społeczeństwa?
– Są m.in. rozsyłane SMS-y, by zapalić światło w oknach. Wracając z kolacji, widziałem, że wiele osób to uczyniło. Ogólnie Francuzi są przerażeni. Co prawda tutaj, gdzie pracuję, są małe miejscowości i nie ma większych grup muzułmanów. Nie czuje się tutaj jakiegoś strachu przed tymi ludźmi. Jednak wszyscy są świadomi, że w dużych miastach są dzielnice muzułmańskie, do których nawet policja nie wjeżdża, bo się po prostu boi. Muzułmanie robią tam, co chcą. Chodzi tu nawet o takie prozaiczne rzeczy, jak zachowywanie przepisów drogowych. Kiedyś przejeżdżałem przez taką dzielnicę w Montpellier. Stałem na czerwonym świetle, a jakiś samochód minął mnie i przejechał przez skrzyżowanie, nic sobie z tego nie robiąc. W Montpellier, Marsylii czy Nicei, jak opowiadał mi zaprzyjaźniony ksiądz z Polski, policjanci boją się po prostu wjeżdżać do takich dzielnic. Nieoficjalnie mówi się, że w blokach, gdzie mieszkają muzułmanie, są składy broni. Wszyscy o tym wiedzą, ale nikt nie reaguje. Boją się gorszych ataków. Oczywiście brzmi to niewiarygodnie, ale niestety jest to prawda. O tym oczywiście nikt w telewizji nie mówi.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

