Pod koniec listopada w szwajcarskim tygodniku „Weltwoche” ukazał się wywiad z premierem Węgier Viktorem Orbánem pod znamiennym tytułem „Jedno słowo Merkel i fala zatrzymana”.
W przeważającej mierze wywiad poświęcony jest kryzysowi imigracyjnemu, jego przyczynom i skutkom, polityce węgierskiej w tym zakresie, a także jej wpływowi na ostatnie decyzje Rady Europejskiej.
Premier Węgier jest przekonany, że gdyby Niemcy ustami kanclerz Merkel powiedzieli, że przestają przyjmować uchodźców, ponieważ ich możliwości w tym zakresie się już skończyły, to fala imigracyjna natychmiast by opadła.
Orbán mówi w wywiadzie, że parokrotnie podpowiadał Merkel takie rozwiązanie, ale ona odpowiadała, że to sprawa bardziej złożona.
Szef węgierskiego rządu twierdzi, że ta złożoność to wielka niemiecka koalicja chadeków z lewicą, bez których to Merkel nie miałaby w parlamencie większości, a lewica ciągle chce przyjmować imigrantów bez żadnych ograniczeń.
Jeszcze bardziej interesujący jest wywód Orbána dotyczący praprzyczyny obecnej fali imigracyjnej do Europy.
Mówi on, że to realizacja swoistego masterplanu europejskiej lewicy przygotowanego kilka lat wcześniej, publikowanego w rozprawach o przyszłości Unii Europejskiej jako superpaństwie.
W takim superpaństwie rola państw narodowych miałaby być minimalna, a coraz większa liczba imigrantów, którzy po osiedleniu w Europie i uzyskaniu uprawnień wyborczych głosowaliby właśnie na lewicę, dając jej możliwość sprawowania nieprzerwanych rządów w poszczególnych krajach UE.
Wprawdzie ten prosty masterplan ma słabą stronę polegającą na tym, że w kilku krajach, w których imigranci osiadają od wielu lat, coraz częściej w wyborach lokalnych głosują na „swoje” listy wyborcze, ale lewicy to nie przeszkadza, bo w wyborach parlamentarnych jest pewna ich głosów.
Mimo tej całej lewicowej retoryki sytuacja w poszczególnych krajach członkowskich, jeżeli chodzi o przyjmowanie imigrantów, jest zróżnicowana, a państwa Europy Środkowo-Wschodniej prezentują na szczęście w tym zakresie całkiem trzeźwą ocenę.
Najwcześniej takie poglądy zaprezentowały właśnie Węgry, sugerując, że tylko ochrona granic zewnętrznych UE i przestrzeganie reguł Schengen może dać pozytywne rezultaty, jeżeli chodzi o przyjmowanie imigrantów.
Niestety premier Węgier Viktor Orbán zgłaszający takie postulaty został latem tego roku „odsądzony od czci i wiary”, ale teraz po zamachach w Paryżu zaczynają mu przyznawać rację politycy najważniejszych krajów UE.
Jeżeli spostrzeżenia premiera Orbána dotyczące tej wielkiej fali imigracyjnej są trafne, to stanowisko polskiego rządu, jakie zaprezentowała nowa premier Beata Szydło na ostatnim szczycie w Brukseli Unia – Turcja, jest reakcją właściwą.
Przypomnę je: żadnych nowych tzw. kontyngentów uchodźców, zdecydowane uszczelnienie granic zewnętrznych Unii, ścisłe respektowanie reguł Schengen, czyli odsyłanie do krajów pochodzenia wszystkich tych imigrantów, którzy nie otrzymali azylu w poszczególnych krajach członkowskich, wreszcie finansowanie obozów uchodźców w tzw. krajach bezpiecznych (głównie w Turcji, Libanie i Jordanii).
Tego rodzaju działania osłabią kolejne fale imigracyjne, a ci imigranci, którzy już w Europie są, muszą zostać poddani wszystkim regułom Schengen z natychmiastowym odsyłaniem do krajów macierzystych tych, którzy azylu w danym kraju UE nie otrzymali.

