logo
logo
zdjęcie

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Minorowe nastroje w sprawie Brexitu

Piątek, 26 lutego 2016 (10:21)

W ostatnią środę na tzw. minisesji Parlamentu Europejskiego w Brukseli omawiane były rezultaty ostatniego posiedzenia Rady Europejskiej, które odbyło się w dniach 18-19 lutego w stolicy Belgii.

Sprawozdanie z tego szczytu przedstawiał w PE przewodniczący Rady Donald Tusk. Głos zabierali również przewodniczący Komisji Jean-Claude Juncker i szefowie wszystkich frakcji, ale nastroje na sali były więcej niż minorowe.

Jeszcze w poprzednim tygodniu, tuż po zakończeniu szczytu w Brukseli, wśród przywódców głównych krajów UE panował optymizm co do wyników referendum w Wielkiej Brytanii, ale podziały w samym rządzie Davida Camerona (niektórzy ministrowie jego rządu są za wyjściem z UE), a także dosyć niespodziewana wolta burmistrza Londynu, który również zadeklarował się jako zwolennik Brexitu, zdecydowanie zmieniły te nastroje.

W debacie podkreślano, że Wielka Brytania w negocjacjach uzyskała bardzo dużo ustępstw od pozostałych 27 państw członkowskich, że dodatkowych negocjacji poprawiających to porozumienie już nie będzie i że jeżeli ostatecznie większość Brytyjczyków zdecyduje o wyjściu z UE, to gospodarka tego kraju dużo straci.

Nad dyskusją o ewentualnym Brexicie wisi także cień nasilającej się znowu fali imigracji do Europy, głównie przez Grecję (ponad 100 tysięcy imigrantów przybyłych do UE w niecałe dwa miesiące tego roku), co może dodatkowo negatywnie wpłynąć na decyzję Brytyjczyków.

Wprawdzie Wielka Brytania nie jest w strefie Schengen i prowadzi własną politykę imigracyjną i azylową, ale to, co się dzieje we francuskim porcie Calais, gdzie tysiące imigrantów za wszelką cenę chcą się dostać na jakiekolwiek środki transportu, żeby przedostać się przez kanał La Manche, pokazuje dobitnie Brytyjczykom, że UE nie daje sobie rady z tym problemem.

Przypomnijmy tylko, że premier Wielkiej Brytanii David Cameron zabiegał o zmiany w prawie europejskim w czterech obszarach: wypracowanie zasad współpracy pomiędzy krajami strefy euro a krajami członkami UE, posługującymi się walutami narodowymi, wzmocnienie konkurencyjności rynku wewnętrznego i ograniczenie ciężarów regulacyjnych oraz zachowanie suwerenności państw i zwiększenie roli ich parlamentów narodowych, wreszcie o pomoc socjalną dla imigrantów przybywających do Wielkiej Brytanii.

Trzy pierwsze postulaty Camerona adresowane do Rady leżały w dobrze pojętym interesie krajów Europy Środkowo-Wschodniej, więc starając się o zmiany w prawie europejskim, premier Wielkiej Brytanii pracował także dla naszego regionu.

Wszystko wskazuje na to, że Polska, Węgry i Czechy (Słowacja jest w strefie euro, ale godzi się na takie stanowisko) będą posługiwały się własnymi walutami jeszcze przez długie lata, więc wynegocjowanie porozumienia, że tego typu kraje nie będą dyskryminowane przez rozwiązania przyjmowane dla krajów strefy euro, jak najbardziej służy naszym interesom.

Podobnie jest z dążeniem Wielkiej Brytanii do ograniczenia ciężarów regulacyjnych (nowe pomysły regulacyjne rodzą się w głowach tysięcy urzędników Komisji Europejskich bardzo często), co powinno służyć poprawie funkcjonowania rynku wewnętrznego UE, a tym samym wzmocnienia konkurencyjności poszczególnych gospodarek krajów członkowskich.

Trzeci postulat Camerona – zachowania suwerenności państw narodowych i zwiększenia roli parlamentów krajowych w unijnych decyzjach – to także rozwiązanie służące interesom wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Najbardziej drażliwe z punktu widzenia interesów państw Europy Środkowo-Wschodniej były oczekiwania Camerona co do redukcji pomocy socjalnej dla imigrantów ze względu między innymi na około milion Polaków przebywających w Wielkiej Brytanii.

Wprawdzie Cameron zgodził się już, że ograniczenia, jakie chce wprowadzić w zakresie pomocy socjalnej, będą dotyczyły tylko nowo przybywających imigrantów, ale redukcje miałyby dotknąć zasiłków dla dzieci, które przebywają na przykład w Polsce, a ich rodzic albo rodzice pracują w Wielkiej Brytanii.

W takim przypadku Brytyjczycy gotowi byliby je dalej wypłacać, ale tylko w takiej wysokości, jakie obowiązują w danym kraju członkowskim.

Zawieszenie pomocy socjalnej Wielkiej Brytanii dla nowych imigrantów (ale maksymalnie na 7 lat) zostało także obwarowane formułą sytuacji nadzwyczajnej, czyli takiej, w której napływ imigrantów zarobkowych destabilizuje system zabezpieczeń społecznych albo prowadzi do poważnych trudności na rynku pracy czy zakłóceń w funkcjonowaniu służb publicznych.

Gdyby taka sytuacja nastąpiła, Wielka Brytania (albo każdy inny kraj członkowski) informuje o tym fakcie Komisję i Radę, a ta ostatnia na wniosek Komisji kwalifikowaną większością głosów przyjmuje akt wykonawczy, który pozwala danemu krajowi członkowskiemu na wprowadzenie ograniczeń we wsparciu socjalnym nowych imigrantów.

Jak z tego wynika, Cameron uzyskał od pozostałych 27 krajów UE sporo ustępstw i teraz tak naprawdę w jego rękach i w rękach członków jego partii są wszystkie atuty do poważnej rozmowy z Brytyjczykami.

Ale atmosfera w samej Wielkiej Brytanii, a także nasilająca się fala imigracyjna, pod presją której jest także ten kraj, powodują coraz bardziej minorowe nastroje w instytucjach europejskich co do przyszłości tego kraju w UE i środowa debata w PE dobrze je oddawała.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Autor jest finansistą, posłem do Parlamentu Europejskiego.

Aktualizacja 26 lutego 2016 (12:41)

NaszDziennik.pl