Do niedawna krytyka działań Merkel była widoczna głównie w mediach lokalnych, ale po aferze z ukrywaniem przez policję i władze informacji o sylwestrowych atakach na Niemki ze strony migrantów polityka kanclerz jest też surowo oceniana przez centralne media.
Przykładem jest komentarz Christiane Hoffmann w „Der Spiegel”. Autorka twierdzi, że 5 września 2015 roku – kiedy to Merkel samowolnie otworzyła granice dla imigrantów – rozpoczęła się „erozja władzy” niemieckiej kanclerz.
„Kontrole graniczne zostały przywrócone w dużej części Europy i wznoszone są kolejne ogrodzenia. Okazuje się, że Merkel padła ofiarą własnych złudzeń co do solidarności europejskiej” – czytamy na łamach „Spiegla”. „Nie będzie harmonijnego podziału uchodźców i jest mało prawdopodobne, że Turcja będzie skutecznie chronić Europę przed dalszym napływem uchodźców” – zauważa Hoffmann.
Przypomina także liczne nieprzychylne komentarze wysuwane ostatnio pod adresem niemieckiej kanclerz – w tym wypowiedź węgierskiego premiera Viktora Orbána dla „Bilda”, w której oskarżył Merkel o „importowanie terroryzmu, przestępczości, antysemityzmu i homofobii”. I choć, jak zaznacza autorka komentarza, podobne szydercze wypowiedzi pod adresem tonącego są „nie na miejscu”, to jednak nie można nie zauważyć, że decyzje Merkel nie tylko nie przyniosły poprawy sytuacji imigrantów, ale dodatkowo zaogniły sytuację w samej Europie, tworząc kolejny kryzys.
„Nie dokonano znacznych postępów z planem zwalczania przyczyn migracji. Brak jest perspektyw na pokój w Syrii, Libia nadal pozostaje państwem upadłym, także Irak jest jeszcze daleki od ustanowienia pokoju” – pisze Hoffmann.
Fala słabnie?
Zdaniem Hoffmann, o fiasku polityki migracyjnej Merkel świadczy także zmniejszająca się w ostatnich dniach liczba uchodźców przybywających do Niemiec. Jak dodaje, jest ona konsekwencją zarówno uszczelnienia granic wzdłuż szlaku bałkańskiego przez kraje mające odmienne od Merkel podejście do migrantów, jak również słabnącym zainteresowaniem wśród samych uchodźców, których odstraszają stale pogarszające się warunki bytowe w Niemczech oraz cięcia świadczeń socjalnych.
Ustąpić czy zrezygnować...
Inną, coraz bardziej widoczną konsekwencją porażki niemieckiej kanclerz, jest również systematyczny spadek poparcia dla jej frakcji, który rodzi kolejne wewnętrzne konflikty. Jak zauważa komentatorka „Der Spiegel”, w takich sytuacjach politycznego fiaska przywódcy stają zawsze przed trudną decyzją o odejściu od obranej linii bądź o oddaniu władzy. A że – jak dodaje Hoffmann – „kanclerz byłoby żal” oddać władzę, dlatego też rozpoczęła torowanie drogi ucieczki od swojej wcześniejszej polityki względem uchodźców. Jak czytamy na łamach „Spiegla”, ta zmiana „nie jest radykalna”, gdyż dokonuje się małymi krokami i dlatego „nie rzuca się w oczy”.
Niemniej, jak dodaje autorka komentarza, nie można nie zauważyć, że w międzyczasie dokonał się w Europie pewien zwrot w podziale pracy. W ramach tegoż premier Orbán zmuszony został do „sprzątania” po nieprzemyślanych i z nikim nie konsultowanych decyzjach niemieckiej kanclerz. „To nie mogło być bardziej cyniczne: Merkel pozwala sobie na etykę sumienia, podczas gdy Orbán utknął z brudną robotą” – konkluduje „Der Spiegel” piórem Hoffmann.
Tymczasem w udzielonym następnego dnia wywiadzie dla telewizji ARD Merkel oświadczyła, że obrana przez nią polityka migracyjna jest „dobrze przemyślana i logiczna”, w związku z czym nie zamierza jej zmieniać. Jak dodała, jej zdaniem błędne są obecne działania krajów Unii Europejskiej, które na własną rękę usiłują poradzić sobie z zalewem uchodźców. Dlatego też, jak stwierdziła niemiecka kanclerz, zamierza w dalszym ciągu zabiegać o wspólne europejskie działania w celu rozwiązania kryzysu oraz o „humanitarne traktowanie imigrantów”.

