logo
logo
zdjęcie

Dr Marian Szołucha

Skończyć z lewicową myślą w gospodarce

Sobota, 26 marca 2016 (03:10)

Media żyją jeszcze wtorkowymi zamachami w Brukseli. Mimo że do aktów terroru doszło setki kilometrów od naszych granic, wybuchy w metrze i na lotnisku Zaventem będą odczuwalne także w Polsce, a dokładniej w naszych portfelach.

Polska gospodarka jest częścią gospodarki unijnej. Nasze związki handlowe szczególnie mocne są z Niemcami, ale  jesteśmy też sprzęgnięci w organizm globalny, na który cieniem kładzie się konflikt na Bliskim Wschodzie oraz zdestabilizowana sytuacja w Afryce Północnej.

Na ten problem powinniśmy spojrzeć szerzej, a nie tylko poprzez kontekst wtorkowych zamachów terrorystycznych w Brukseli. Od dłuższego czasu mamy do czynienia z eskalacją niebezpiecznych zjawisk w różnych miejscach świata. Zjawiska te powodują wzrost poziomu niepewności w gospodarce, czyli czegoś, co generuje ryzyka. Te z kolei w biznesie są policzalne i przynoszą straty przedsiębiorcom.

Moje słowa mają potwierdzenie w faktach. Proszę zwrócić uwagę, jak wiele, zwłaszcza banki centralne, ale też inne instytucje państw europejskich i pozaeuropejskich, robiły w ostatnich latach, aby gospodarkę, koniunkturę, a zwłaszcza inwestycje pobudzić. Żeby zdynamizować wzrost gospodarczy, obniżono pierwszy raz w historii na tak dużą skalę, i geograficznie, i nominalnie, stopy procentowe poniżej zera. A więc do kredytów udzielanych przez banki centralne bankom komercyjnym te pierwsze dopłacają. Z kolei zniechęcają je do trzymania u nich depozytów.

Mimo to inwestorzy nie chcą rozwijać europejskich gospodarek. Mają dużą awersję, żeby swoje pieniądze lokować w którejkolwiek z branż. Dodatkowo mamy do czynienia ze stopniową agonią rynku kapitałowego, głównie Giełdy Papierów Wartościowych. Mimo różnych działań, które miały tę sytuację zmienić, nic się nie poprawia.

Nie ma innego wytłumaczenia, dlaczego kolejne instrumenty są nieskuteczne, jak tylko, że niepewność mamy na tyle olbrzymią, że nawet historycznie niespotykane zachęty do inwestowania okazują się zbyt małe. Inwestorzy swoje pieniądze lokują tylko w kilku bezpiecznych zatokach. W Europie taką bezpieczną zatoką jest Szwajcaria, na szczęście dla siebie ciągle pozostająca poza strukturami Unii Europejskiej. Pieniądze chętniej i prędzej płyną do Stanów Zjednoczonych niż do Unii Europejskiej. Wspólnota zmaga się ze stagnacją, pompuje pieniądze w gospodarkę, ale to niczego nie zmienia.

Oprócz terroryzmu ma tu znaczenie także kilka innych czynników, jak perspektywa wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, kryzys migracyjny oraz czynniki pozaeuropejskie, jak destabilizacja na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej, a także słabszy niż jeszcze niedawno wzrost gospodarczy w Chinach.

Na koniec, wychodząc z roli komentatora ekonomicznego. pozwolę sobie zauważyć, że do pojawienia się większości problemów, które omówiłem, przyczyniła się polityka ekonomiczna kierowana lewicowymi ideałami i pomysłami. Nie można nazwać tego inaczej. Jeżeli chcemy ten problem dobrze zdiagnozować, to musimy to sobie wprost powiedzieć. Dlaczego migranci integrują się szybciej i głębiej ze społeczeństwem amerykańskim niż europejskim? Bo w Stanach Zjednoczonych są bardziej zdani na siebie. Tam państwo nie wyciąga do nich ręki, tak jak ma to miejsce w Europie, i tam nie dostają zasiłków dla bezrobotnych. W związku z tym muszą zabrać się do pracy. Jeżeli w Unii Europejskiej płaci się duże pieniądze dla migrantów za nicnierobienie, to efekty mamy takie, jakie mamy – szerzy się patologia, przestępczość, narkomania, dochodzi do gwałtów, a przede wszystkim szerzy się terroryzm, również wśród młodych migrantów w pierwszym czy drugim pokoleniu.

Jeżeli dodamy do tego kryzys w finansach publicznych kładący się ciągle cieniem na kondycji gospodarek europejskich, związany z nadmiernymi wydatkami publicznymi, duszeniem koniunktury poprzez wysokie podatki, to mamy tylko dodatkowe potwierdzenie tego, o czym powiedziałem.

Rezygnacja z ideologii lewicowej w sferze gospodarczej to jest jedno z narzędzi, którego powinniśmy w najbliższym czasie użyć, jeżeli chcemy walczyć nie ze skutkami, a z przyczynami tego, co obserwujemy.  

Dr Marian Szołucha

Autor jest doktorem nauk ekonomicznych, członkiem Rady Forum dla Wolności i Rozwoju.

NaszDziennik.pl