logo
logo
zdjęcie

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Wyrzucona „na zbity pysk”

Środa, 29 czerwca 2016 (11:06)

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz po decyzji Brytyjczyków o wyjściu z UE zwołał nadzwyczajne posiedzenie na 28 czerwca  w Brukseli, choć już od 2 lipca w Strasburgu będzie się odbywało comiesięczne jego posiedzenie.

Martin Schulz, któremu już pod koniec tego roku kończy się II już kadencja na stanowisku przewodniczącego PE, dwoi się i troi, żeby zwrócić na siebie uwagę, ponieważ ubiega się o stanowiska w niemieckim rządzie. Stąd zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia i wręcz kreowanie się na męża opatrznościowego Europy.

Jedynym punktem obrad była rezolucja w sprawie decyzji o wystąpieniu z UE w wyniku referendum w Wielkiej Brytanii i po dwugodzinnej dyskusji z udziałem Rady, Komisji i szefów frakcji w PE została ona przyjęta: za głosowało 395, przeciw było 200, a wstrzymało się od głosu 71 europosłów.

Niestety wydźwięk przyjętej przez PE rezolucji jest mniej więcej taki, że Wielką Brytanię trzeba wyrzucić z UE wręcz „na zbity pysk”, i to najlepiej natychmiast, bo tak sobie życzą europejskie elity, sądząc prawdopodobnie, że taki, a nie inny sposób rozstania z tym krajem wpłynie ostrzegawczo na inne kraje, w których rodziłyby się tego rodzaju pomysły.

Stąd zdecydowane wypowiedzi szefów chadeków, socjalistów i liberałów, którzy wręcz domagali się, aby premier Wielkiej Brytanii David Cameron już na posiedzeniu Rady w dniach 28-29 lipca złożył wniosek w oparciu o art. 50 Traktatu Lizbońskiego o wyjściu tego kraju z UE.

Tego rodzaju stwierdzenia znalazły się we wspomnianej rezolucji, mimo że premier Cameron w brytyjskim parlamencie w ostatni poniedziałek bardzo wyraźnie zapowiedział, że tego rodzaju wniosek złoży już następny premier dopiero na jesieni tego roku.

Z przeprowadzonej w PE debaty niestety wynika, że establishment europejski z głosowania Brytyjczyków nie wyciągnął żadnych wniosków, ponieważ dominowały wypowiedzi, że winni za taki stan rzeczy są nacjonaliści i populiści z Nigelem Farage’em na czele.

Ani przewodniczący KE  Jean-Claude Juncker, ani przedstawicielka Rady, holenderska minister do spraw europejskich Jeanine Hennis-Plasschaert, ani szefowie największych frakcji PE nie widzieli żadnych win instytucji europejskich, co więcej, „nabuzowani” złością wobec Brytyjczyków, gotowi są wymuszać na instytucjach europejskich decyzje w stylu „na złość mamie odmrożę sobie uszy”.

Wielka Brytania powinna wyjść z UE jak najszybciej, ba, powinna na tym wyjściu ucierpieć, więc nie może nawet liczyć na takie rozwiązania, jakie mają w relacjach z UE takie kraje, jak Norwegia czy Szwajcaria (czyli państwa Europejskiego Obszaru Gospodarczego).

A przecież Wielka Brytania to druga pod względem potencjału gospodarka europejska i piąta gospodarka świata, więc na dobrych z nią relacjach powinno zależeć wszystkim pozostałym 27 krajom członkowskim.

Ale nie tylko potencjał gospodarczy Wielkiej Brytanii powinien skłaniać establishment europejski do wstrzemięźliwości, do tego samego powinny skłaniać działania przedstawicieli Szkocji i Irlandii Północnej, którzy coraz wyraźniej opowiadają się za tym, żeby w UE zostać (oznaczałoby to rozpad Wielkiej Brytanii i odejście ze Zjednoczonego Królestwa obydwu krajów).

Reprezentant Szkocji w PE Alyn Smith z Zielonych mówił wczoraj w PE, że jego kraj ze względu na wynik głosowania referendalnego chce pozostać w UE, podobnie wypowiadała się zasiadająca we frakcji komunistów Irlandka Martina Anderson (zarówno w Szkocji, jak i w Irlandii Północnej w referendum zwyciężyli zwolennicy pozostania Wielkiej Brytanii w UE).

Trudno więc w tej chwili rozstrzygnąć, kiedy brytyjski rząd złoży wniosek o wyjście z UE w oparciu o art. 50 Traktatu Lizbońskiego, tym bardziej nie do zaakceptowania są pomysły wyrzucenia tego kraju z UE „na zbity pysk” w sytuacji, kiedy nie rozpoczęła się jeszcze ta procedura.

W tej sytuacji bardzo mocno wybrzmiało wczoraj w PE wystąpienie prof. Ryszarda Legutki, który podkreślił odpowiedzialność KE pod przewodnictwem Jean-Claude’a Junckera za to, co się stało, i kompletny brak rozeznania przyczyn tego stanu rzeczy.

Legutko stwierdził nawet, że człowiek jako istota żyjąca podobno potrafi wyciągać wnioski z własnych błędów, ale on poważnie obawia się, czy ta prawda ogólna dotyczy również tych, którzy rządzą UE.

Delegacja polska w ramach ECR głosowała nawet za jedną z poprawek zawartej we wspomnianej rezolucji domagającej się odejścia Jean-Claude’a Junckera, ale większość w PE uznała, że winni za całą tę sytuację są jedynie Brytyjczycy.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Aktualizacja: Wtorek, 30 sierpnia 2016 (18:19)

NaszDziennik.pl