logo
logo

Zdjęcie: Jörg Schubert/ Licencja: CC BY 2.0/ Flickr

Berlin traci reputację w Europie Wschodniej

Sobota, 27 sierpnia 2016 (17:06)

Aktualizacja: Sobota, 27 sierpnia 2016 (17:22)

Oceniając wizytę kanclerz Angeli Merkel w Warszawie i jej spotkanie z V4, niemieccy komentatorzy piszą w sobotę, że spór o politykę uchodźczą doprowadził do utraty reputacji Berlina w Europie Środkowo-Wschodniej, będącej centrum sprzeciwu wobec przyjmowania imigrantów.

„Przeszłość nie komplikuje już relacji Niemiec z Polską i Czechami tak jak przed 20 laty. Największym obciążeniem, i to o wiele poważniejszym, stała się przyszłość” – pisze we „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Berthold Kohler.

Komentator zwraca uwagę, że większość mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej podchodzi do planów „stale się zacieśniającej” Unii Europejskiej z nie mniejszym sceptycyzmem niż Anglicy. „Utożsamianie panowania biurokratów w Brukseli z doktryną Breżniewa jest bezgraniczną przesadą” – zastrzega Kohler, przyznając równocześnie, że na europejskim Wschodzie silne jest jednak poczucie, że „jest się uzależnionym od obcych decyzji politycznych”.

Zdaniem „FAZ”, polityka uchodźcza Merkel i jej plan rozlokowania imigrantów w krajach, które tego nie chcą, wzmocniły to poczucie.

„Niemcy straciły w ten sposób stworzoną przez Helmuta Kohla (kanclerza RFN w latach 1982-1998) i pielęgnowaną długo także przez Merkel reputację kraju będącego wsparciem i rzecznikiem wschodnich sąsiadów. Wynikające stąd osłabienie niemieckich wpływów na Wschodzie jest częścią wysokiej ceny, którą Merkel musiała zapłacić za swoją politykę przyjmowania imigrantów z otwartymi ramionami” – podsumowuje Berthold Kohler w „FAZ”.

„Sueddeutsche Zeitung” pisze, że Merkel, stosująca „terapię poprzez rozmowę”, pojechała do Warszawy „bez złudzeń”. Cztery kraje Grupy Wyszehradzkiej stanowią „trzon najsilniejszego oporu” przeciwko polityce migracyjnej Merkel. Wizyta w Warszawie „tak naprawdę nie jest wizytą u przyjaciół” – ocenia dziennikarz gazety Nico Fried. Grupa Wyszehradzka jest dla Merkel tym, czym w polityce wewnętrznej jest premier Bawarii Horst Seehofer – pisze Fried.

Według niemieckiej telewizji publicznej ZDF, kraje V4 są już teraz „antyniemieckim, skierowanym przeciwko Merkel blokiem”. Kraje te uznały za przyczynę Brexitu politykę uchodźczą niemieckiej kanclerz – tłumaczy warszawski korespondent ZDF Armin Coerper. „Rząd Polski idzie o krok dalej i wskazuje na niemiecko-francuski dyktat jako największy problem UE. Idąc jeszcze dalej, ostrzega się przed europejskim superpaństwem, które jakoby chcą stworzyć Niemcy, implikując, że chodzi w zasadzie o twór będący następstwem III Rzeszy”.

Ze względu na nastawienie V4 nie należało – zdaniem Coerpera – oczekiwać po spotkaniu w Warszawie żadnych konstruktywnych decyzji. „Ton (rozmów) był w miarę przyjazny, ale w kwestiach merytorycznych niczego nie osiągnięto” – ocenia ZDF.

Wizytę Merkel w Warszawie komentuje też prasa regionalna. „Mittelbayerische Zeitung” pisze, że spór o kwoty uchodźców doprowadził do „historycznego zerwania” pomiędzy Niemcami a krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Zdaniem autora komentarza, „fatalnym błędem” było traktowanie konfliktu jedynie jako przejawu wzrastającego populizmu na Wschodzie. „Nie tylko przywódcy – Orban, Kaczyński, Zeman i Fico – nie akceptują intelektualnie humanitarnej postawy Merkel wyrażającej się w zdaniu »damy radę«” – zauważa komentator. Jak zaznacza, większość mieszkańców tej części Europy myśli podobnie. Niemcy nie powinni od razu odrzucać tej postawy jako wstecznictwa, lecz powinni „rzeczywistość uznać i przeanalizować”, bo to jest warunkiem skutecznej polityki – czytamy w „Mittelbayerische Zeitung”.

Z kolei „Lausitzer Rundschau” zwraca uwagę, że różnice zdań między Niemcami a wschodnimi Europejczykami mają głębsze korzenie światopoglądowe i wywodzą się z XX wieku. Komentator przypomina, że różnice te ujawniły się już przed wojną w Iraku w 2003 roku. Środkowi Europejczycy „nie mogli wtedy zrozumieć niemieckiego pacyfizmu, a obecnie nie mogą zrozumieć polityki migracyjnej Merkel”.

„Landeszeitung” pyta natomiast, czy kraje Wyszehradu zapomniały o własnej przeszłości, czy też postępują w taki sposób właśnie z powodu przeszłości: „Bać się wszystkiego, co obce, wznosić ponownie drut kolczasty, zamiast solidarności odmawiać solidarności, być w radosnym stanie pierwotnym nacjonalizmu”.

„Partnerstwo w UE oznacza nie tylko branie, lecz także dawanie. (...) Dawanie oznacza oczywiście też przyjmowanie uchodźców” i nie jest tylko „niemieckim hobby” czy „głupotą kanclerz”. „A może należy przypomnieć, właśnie w katolickiej Polsce, co oznaczają pojęcia miłość bliźniego, współczucie i humanizm?” – pyta komentator „Landeszeitung”.

RS, PAP

NaszDziennik.pl