Europosłowie grup lewicowych chcieli, by debata odbyła się jeszcze w lipcu, ale na to nie było zgody pozostałych frakcji. Ostatecznie na poprzedzającym wakacje posiedzeniu przegłosowano, że PE ma się zająć sytuacją w Polsce w związku m.in. z sytuacją wokół Trybunału Konstytucyjnego we wrześniu.
Formalnie decyzję w tej sprawie podejmuje konferencja przewodniczących Parlamentu Europejskiego, która ustala porządek obrad przed posiedzeniem. Jej obrady zaplanowane są na czwartek, 8 września.
Polscy europosłowie zarówno z Platformy Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości uważają jednak, że sprawa jest już praktycznie przesądzona.
– Myślę, że (debata) raczej się odbędzie, choć słyszę różne głosy, nawet od kolegów z Europejskiej Partii Ludowej (do której należy PO), że przeprowadzanie takiej debaty obecnie jest niepoważne. Ale jak znam obyczaje instytucji, w której jestem, to pewno się odbędzie – powiedział przewodniczący delegacji PiS w PE Ryszard Legutko.
Lewaccy europozłowie chcą, by w debacie i rezolucji, poza sytuacją związaną z Trybunałem Konstytucyjnym, poruszyć m.in. kwestię zaostrzenia prawa aborcyjnego w Polsce.
W ocenie szefa delegacji PiS w europarlamencie debata o Polsce nie będzie miała szczególnego znaczenia.
– Debat o Węgrzech było już chyba kilkanaście. Na kolejne mało kto przychodził – przekonuje Legutko.
Jego zdaniem, nie ma potrzeby, żeby tym razem do Strasburga – tak jak przy okazji pierwszej debaty – przyjeżdżała premier Beata Szydło.
– Nie wiem, czy jest sens narażać panią premier na różne niemądre komentarze, ale być może ktoś z rządu ewentualnie mógłby się pojawić i dać rzeczową replikę – wskazał polityk PiS.
Wrześniowa debata, jeśli do niej dojdzie, będzie już drugą, jaką PE przeprowadzi o Polsce; pierwsza odbyła się w styczniu, a rezolucję, dotyczącą wyłącznie sytuacji wokół TK europarlament przyjął 13 kwietnia.
Od tego czasu sytuacja wokół TK zmieniła się. Niezadowolona z rozwoju sytuacji Komisja Europejska przeszła w lipcu do drugiego etapu procedury ochrony praworządności, wskazując, że w Polsce istnieje „systemowe zagrożenie dla państwa prawa”.
Rząd z kolei zdecydował o publikacji 21 z 23 zaległych orzeczeń TK. KE stwierdziła, że nie rozwiązuje to jednak wszystkich problemów. Publikacja wyroków TK to jedno z zaleceń wydanych przez KE dla polskich władz.
Polska dostała w lipcu trzy miesiące na poinformowanie Brukseli o realizacji zaleceń. Kolejnym etapem procedury może być wniosek do Rady UE o stwierdzenie zagrożenia dla rządów prawa w Polsce. Ostatecznym krokiem w procedurze mogłoby być nałożenie sankcji wraz z pozbawieniem prawa głosu w Radzie UE. W tym celu Rada Europejska musiałaby jednomyślnie uznać, że w Polsce naruszono zasady praworządności.

