logo
logo

Zdjęcie: European People's Party/ Licencja: CC BY 2.0/ Flickr

„Bunt” przeciw dyktatowi Berlina i Brukseli

Poniedziałek, 3 października 2016 (22:40)

Aktualizacja: Sobota, 12 listopada 2016 (09:17)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jest Pan zaskoczony wypowiedzią premier Wielkiej Brytanii Theresy May, która bez ogródek mówi, że Brexit to „pierwszy etap odzyskiwania niepodległości”?

– Nie, nie jestem. Przypomnę, że wielu polityków związanych z brytyjskim rządem wprost popierało głosowanie za wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Teraz premier Theresa May mówi wyraźnie, że tak naprawdę Unia zbyt głęboko sięga, pozbawiając poszczególne państwa członkowskie suwerenności państwowej. Co więcej – według zapowiedzi przywódców Niemiec i Francji – ta suwerenność państw członkowskich ma być ograniczona jeszcze bardziej.

Czy zatem stoimy przed nowym rozdziałem w historii UE?

– Myślę, że jesteśmy już w trakcie realizacji nowego procesu wewnątrz Unii, a mianowicie „buntu” coraz większej ilości państw przeciwko dyktatowi Berlina i Brukseli. Trudno oczekiwać, żeby poszczególne kraje pozwoliły sobie na mieszanie się w ich wewnętrzne sprawy.

Zważając na decyzję Brytyjczyków, politykę coraz bardziej skręcającej na lewo UE, ale także biorąc pod uwagę stanowisko Grupy Wyszehradzkiej w kwestii zachowania suwerenności państw narodowych, czy to oznacza nieuchronny zmierzch prymatu prawa europejskiego nad prawem państw członkowskich?

– Nie sądzę. Żeby tak się stało, musi dojść do renegocjacji traktatów europejskich. Natomiast będziemy mieli do czynienia z procesem „grania” prawem europejskim, gdzie strony będą uciekały się do „furtek” prawnych i przeciągania w nieskończoność poszczególnych procedur.

Wzmocnienie suwerenności państw narodowych może się udać?

– O tym zdecyduje wynik wyborów, które się odbędą w wielu państwach Unii w 2017 r. Jeżeli – jak zapowiadają sondaże – wygrają partie prawicowe, to zapewne dojdzie do osłabienia prymatu Brukseli nad państwami członkowskimi.

Proszę powiedzieć, jakie konsekwencje w wymiarze geopolitycznym może przynieść dzisiejsze referendum na Węgrzech – pierwsze w historii UE referendum w sprawie obowiązkowych kwot relokacji uchodźców?

– Może to być precedens w kwestii normowania narzucanych przez Brukselę obciążeń wobec państw członkowskich poprzez instytucję referendum, czyli odwołania się do woli obywateli. Ten mechanizm jest bardzo niebezpieczny dla biurokracji brukselskiej, bo można nim blokować wprowadzanie nowych norm prawnych, nawet wbrew zapisom traktatowym.

Polska może na tym zyskać?

– Z pewnością tak. Przypomnę, że kolejne rządy w Polsce organizowały referenda niezwykle rzadko, obawiając się o stosunek obywateli do bieżących zagadnień polityki. Wprowadzenie takiego mechanizmu do „częstszego użytku” może wzmocnić – w niektórych wypadkach – działania i pozycję rządu w stosunku do Brukseli. 

Referendum na Węgrzech oznacza wyłamywanie się poszczególnych państw spod pręgierza prawa wspólnotowego?

– Tak jak już mówiłem, Bruksela staje się powoli tylko instytucją rozdzielającą pieniądze. Na styku Niemiec i Francji a „zbuntowanych” państw Unii powstaje nowa polityka wewnętrzna Wspólnoty.

Przeciwnicy referendum uważają, że jest to kampania strachu wobec węgierskiego społeczeństwa autorstwa Orbana, która ma wzmocnić jego pozycję w Europie…

– Viktor Orban, organizując referendum na Węgrzech, tak na dobrą sprawę znał już jego wynik z wcześniejszych sondaży. Jednak co innego sondaże, a co innego wyniki referendum czarno na białym. W tej sytuacji, jeżeli Bruksela postanowi uderzyć w rząd Orbana po referendum, to tak naprawdę uderzy w państwo węgierskie.

Jaka może być reakcja Komisji Europejskiej na to referendum?

– Nie ma znaczenia to, co zrobi KE, tym bardziej w sytuacji wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii. Czy wyobraża pan sobie, że Bruksela pozwoli sobie na równoczesne wyrzucenie kilku państw ze Wspólnoty? Jeżeli Unia obetnie fundusze dla Budapesztu, to Węgry przestaną płacić składki i kryzys w UE jeszcze bardziej się pogłębi.

Kanclerz Merkel zadeklarowała w Wiedniu, że Niemcy przyjmą miesięcznie kilkuset uchodźców z Grecji i Włoch, by odciążyć te kraje. Czy to nie jest kolejna nieodpowiedzialna decyzja, której efekt może być odwrotny do zamierzonego?

– Z szaleńczą polityką Angeli Merkel już w przyszłym roku porządek może zrobić niemieckie społeczeństwo podczas wyborów. Nie ma też wątpliwości, że obecna polityka Niemiec szkodzi także sąsiadom, w tym również Polsce. Warto o tym pamiętać w przypadku zarzucania nam przez Berlin egoistycznej polityki. Prawda jest taka, że akuratnie w tym prym w Europie wiedzie polityka Niemiec.

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl