logo
logo
zdjęcie

Jacek Kotula

Europa umiera i my też...

Piątek, 14 października 2016 (04:38)

Ministrowie zdrowia i sprawiedliwości Holandii zapowiedzieli rozszerzenie możliwości wykonania eutanazji. Według ich propozycji będzie mógł z nich skorzystać każdy człowiek, który uważa, że jego „życie jest już spełnione”.

Kiedy otwiera się przed diabłem furtkę, to możemy być pewni, że on nią wejdzie. I tak wchodzi w całe społeczeństwa i umysły ludzkie. A co on szczególnie sobie upodobał? Wyjątki.

Kilka lat temu Holendrzy stworzyli prawo, które dopuściło eutanazję. Tłumaczono, że to akt miłosierdzia względem starszych ludzi nieuleczalnie chorych. Potem to rozszerzano na młodych i dzieci. Dziś słyszymy zapowiedzi takich zmian w prawie, które de facto zalegalizują wspomagane samobójstwo dla każdego. A wystarczy, że ktoś napisze oświadczenie, że jego życie „jest już spełnione”, i tym samym otworzy procedurę do legalnego odebrania mu życia. W majestacie prawa, za zgodą państwa.

Przed wieloma laty oszukano Holendrów, że śmierć to jest wybawienie od wszelkich problemów. Oni dali się oszukać i proces okłamywania trwa nadal. To już dotyczy nie tylko eutanazji, ale też aborcji, in vitro czy związków homoseksualnych. Myślą, że są postępowi i otwarci na tzw. prawa człowieka, a tymczasem, niepostrzeżenie, zabijane jest ich społeczeństwo, kultura, tradycja i historia.

Współczesny człowiek Europy Zachodniej, rezygnując z Boga i wartości, unicestwia sam siebie. Pustka, która w nim powstała, została wypełniona złem. To stąd bierze się bezsens, brak poczucia własnej wartości czy brak sił, brak sił na uśmiech. To powoduje, że jedynym wyjściem dla nich jest odebranie sobie życia.

Od lat śledzę przemiany obyczajowe w Europie Zachodniej. Niestety uważam, że jest coraz gorzej. W tym roku udałem się na Marsz Życia do Szwajcarii. Na pierwszy rzut oka widać było, że zgromadził on mniej ludzi niż poprzednie. Co więcej, władze nie wydały zgody na przemarsz, twierdząc, że manifestacja za życiem będzie zagrożeniem dla mieszkańców i ruchu drogowego. Staliśmy więc w miejscu pod parlamentem.

Z kolei dwa lata temu byłem na marszu w Brukseli w Belgii. Było nas około 2 tys. Zaraz po nas odbył się antymarsz i wsparło go kilka tysięcy więcej osób o poglądach pro-choice.

To, co zrobiono tam do tej pory dla życia, cofa się. Myślę, że ma to związek z tym, że ruchy dla życia przyjęły formę działania „soft pro-life”. Tam nie pokazuje się, jak wygląda aborcja. Pikietom towarzyszą jedynie hasła: „tak” dla życia, jesteśmy za życiem itd. A to nie działa. Człowiek, dopóki nie zobaczy, jak wygląda aborcja, i nie przekona się, czym jest eutanazja, to samo mówienie, że jest się za życiem, nie zmieni mentalności. Ludzie potrzebują wstrząsu.

U nas też nie jest idealnie. My też jesteśmy zagrożeni złem z Zachodu. Wydarzenia ostatnich dni pokazały, że nie zawsze umiemy się mu przeciwstawić. Do tego potrzeba dużo pokory, pokuty i modlitwy. I w tym widzę ratunek dla Polski i współczesnej Europy. Bo jeżeli dziś nie zastanowimy się sami nad sobą, to wkrótce możemy znaleźć się w takiej sytuacji jak Holendrzy. 

Jacek Kotula

Autor jest przewodniczącym rzeszowskiego oddziału Fundacji PRO - Prawo do Życia.

NaszDziennik.pl