Prowadzone pod egidą ONZ mają one na celu przywrócenie pokoju w tym kraju, pogrążonym w wojnie od niemal sześciu lat. Jednocześnie zakonnik zauważył, że Syryjczycy są realistami i wiedzą, że aby konflikt się zakończył, trzeba stawić czoło jeszcze bardzo wielu wyzwaniom.
– Ludzie po tych latach wojny jeszcze bardziej cierpią, nie widzą szans na lepszą przyszłość i zdecydowanie zubożeli. U nas w Aleppo brakuje wody, którą trzeba czerpać ze studni, bo członkowie Państwa Islamskiego odcięli jej dopływ do naszego miasta. Nie ma elektryczności, ceny żywności poszybowały w górę, a ludzie są przecież bez pracy – powiedział Radiu Watykańskiemu o. Alzabagh.
Zwrócił uwagę, że obecna sytuacja w Aleppo jest jakby powojenna: nawet jeśli wojna wciąż trwa, to oblężenie miasta się zakończyło.
– I chociaż nadal panuje cierpienie, to jednak nie tracimy nadziei na pozszywanie tego naszego rozdartego społeczeństwa, które kiedyś było piękną międzyreligijną mozaiką – zauważył franciszkanin.
Zapewnił, że przez cały czas „wychodzimy na spotkanie drugiego”, gdyż – dodał – „wielkie rzeczy zaczynają się od małych gestów: uśmiechu, uściśnięcia wyciągniętej ku nam ręki”.
– Wierzymy, że te małe znaki uczynią wielkie cuda i poprowadzą nas ku dialogowi i pokojowi – podsumował swą wypowiedź dla rozgłośni papieskiej proboszcz z Aleppo.

