logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Ministerstwo Obrony Narodowej/ -

Do terroryzmu nie można się przyzwyczaić

Niedziela, 19 marca 2017 (21:52)

Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, dyrektorem Instytutu Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Lotnisko Paryż-Orly powoli wraca do normalności po wczorajszym zamachu i po tym, jak zastrzelono mężczyznę, który zabrał broń żołnierzowi, a wcześniej podczas kontroli drogowej postrzelił policjanta. Po Luwrze to już kolejny atak na francuskiego żołnierza…

– Niestety, ale należy się spodziewać, że tego typu przypadki będą się powtarzały częściej. W przypadku Francji działania policji są wspierane przez patrole wojskowe, a wojsko jest wyposażone w broń maszynową, karabinki automatyczne, które są łakomym kąskiem dla potencjalnych zamachowców czy terrorystów. Stąd tego typu próby odebrania i posłużenia się tą bronią.

Mieliśmy do czynienia z chaotyczną, ale mimo wszystko próbą zamachu terrorystycznego?

– Należy tak domniemywać. Francuskie służby specjalne, prokuratura do spraw terrorystycznych podały do publicznej wiadomości, iż napastnik – zradykalizowany muzułmanin – pochodził z kręgów prowadzących działalność terrorystyczną, co więcej, był znany policji i francuskim służbom wywiadowczym.  

Francja tak na dobrą sprawę od pięciu lat żyje w stanie zagrożenia. Ze strony elit brukselskich słychać komunikaty, że do życia w cieniu zamachów terrorystycznych powinniśmy się przyzwyczaić. Czy do terroryzmu można przywyknąć?

– Oczywiście, z jednej strony musimy się do tego typu aktów terroru przyzwyczaić, tzn. w takim znaczeniu, że możemy się spodziewać tego typu działań, ale w żadnym wypadku nie możemy być obojętni na tego typu zagrożenia. Natomiast absolutnie nie powinniśmy akceptować przemocy, a tym bardziej aktów terroru. I to jest poza jakąkolwiek dyskusją. Dzisiaj są to działania, które uderzają we Francję, lecz mamy też zamachy w Niemczech czy w innych krajach Unii Europejskiej, ale tego typu akty terroru mogą się rozprzestrzenić po całym kontynencie europejskim. W związku z tym nie należy bagatelizować takich zdarzeń. Zresztą już dawno przywoływałem opinie francuskich służb specjalnych, które same przyznały, że z uwagi na stale rosnącą falę migracyjną utraciły możliwość dokładnej kontroli wszystkich osób przybywających do tego kraju.      

Co nam te wczorajsze incydenty mówią o skuteczności francuskich służb?

– Francuskie służby informują, że inwigilowały tego mężczyznę, że był w ich bazie danych, a mimo to nie potrafiły w jednoznaczny sposób określić, czy jest to osoba niebezpieczna, czy to tylko sympatyk działalności organizacji terrorystycznych. Fakty są jednak takie, że ten mężczyzna usiłował dokonać ataku terrorystycznego na drugim co do wielkości lotnisku w Paryżu. Jeśli doszłoby do tego, jeśli zamachowiec zdołałby użyć broni, która dostała się w jego ręce, jeśli nie zostałby w porę zastrzelony, to można się było spodziewać potężnej liczby ofiar. 

Aktualnie kto w tej walce na linii terroryści – świat Zachodu prowadzi czy wygrywa?

– Trudno mówić o wygranej, bo walka trwa, a zwycięzcą jest ten, kto rzuci przeciwnika na kolana, zniewoli go i pozbawi możliwości działania. W tej sytuacji trudno mówić, że terroryści odnieśli zwycięstwo. Oczywiście mamy do czynienia z miejscowymi akcjami, często spektakularnymi, którymi terroryści mocno uderzają w społeczeństwo zachodniej Europy, ale w żadnym wypadku nie należy sądzić, że przegrana Europy się dokonała. Tym bardziej potrzebne są skoordynowane, zwarte i zdecydowane działania. Oczywiście takie działania są prowadzone, ale aktualny stan rzeczy jest dużo gorszy, niż można się było tego spodziewać, a to oznacza, że nie do końca panujemy nad sytuacją.  

Ostatnie zamachy to działania tzw. samotnych wilków. Czy to jest nowa metoda działania terrorystów?

– Jest to jedna z metod, którą się posługują terroryści, spowodowana głównie tym, aby w możliwie skuteczny sposób opierać się działaniom służb specjalnych czy policji. Z całą pewnością łatwiej jest działać w pojedynkę niż w zwartej, zorganizowanej grupie czy organizacji terrorystycznej. Jeśli bowiem tworzone są zręby organizacji terrorystycznej, jeśli przygotowywany jest zamach i im więcej osób wie o takim przedsięwzięciu, to jest duże prawdopodobieństwo, że taki plan zostanie ujawniony, a zamach w porę udaremniony. Jest to zatem pozytywny aspekt dla służb specjalnych, które mogą prowadzić działania rozpoznawcze i destabilizacyjne takich organizacji terrorystycznych. Natomiast jeśli chodzi o pojedyncze osoby, tzw. samotnych wilków, to trudno jest przewidzieć działanie każdego pojedynczego imigranta, co drzemie w jego umyśle i czego się może dopuścić. Przypomnę, że mieliśmy już przypadki ataków terrorystycznych z użyciem pojazdów, które są całkowicie nieprzewidywalne. Praktycznie każdy może wsiąść do takiego samochodu i spowodować tragedię, jaka miała miejsce w lipcu 2016 r. w Nicei we Francji, kiedy zamachowiec wjechał w tłum ludzi, czy w grudniu 2016 r., kiedy 40-tonowa ciężarówka wjechała w tłum podczas jarmarku bożonarodzeniowego w dzielnicy Charlottenburg w Berlinie.

Sytuacja na linii Bruksela – Ankara jest coraz bardziej napięta i niewykluczone, że prezydent Erdogan odstąpi od porozumienia sprzed roku. W jakim stopniu otwarcie granicy dla muzułmańskich imigrantów może wpłynąć na stan bezpieczeństwa?

– Narastająca fala migracji jest zdecydowanie tym czynnikiem, który ma i będzie miał wpływ na bezpieczeństwo Europy. Jeśli liczba ludności – imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu – będzie się zwiększać w dotychczasowym tempie, a skuteczność obrony przeciw niekontrolowanemu napływowi niezidentyfikowanych osób będzie słaba, to wraz z tą falą będzie rosło zagrożenie kolejnymi zamachami terrorystycznymi. Skutki takiej bezrefleksyjnej polityki mogą być porażające. Warto pamiętać, że tzw. Państwo Islamskie, które wiedzie prym wśród organizacji terrorystycznych, którego celem jest destabilizacja i uderzenie w społeczeństwo Zachodu – organizacja ta jest dość mocno osłabiona na Bliskim Wschodzie, gdzie ponosi straty w Iraku, w Syrii czy w innych państwach Afryki Północnej. W tej sytuacji nie można wykluczyć, że bojownicy tej organizacji będą próbowali w większym niż dotychczas stopniu przedostać się na kontynent europejski i tutaj próbować destabilizować sytuację.

Jesteśmy przygotowani na przyjęcie tej nowej fali?     

– Mówiąc otwarcie, nie jesteśmy przygotowani. Biorąc pod uwagę poprzednią falę, która wcale się nie skończyła, ale wciąż napływa – może nie tak intensywnie jak na początku, ale wciąż ma miejsce – to podejmowane działania powinny być dużo bardziej skuteczne, ale niestety nie do końca są. Europa wciąż nie podjęła do końca decyzji, co z tym fantem zrobić. Owszem – tak jak pan wspomniał – były próby dogadania się Unii Europejskiej z Turcją w sprawie zatrzymania fali migracyjnej na jej granicach, ale w wyniku poważnego zadrażnienia sytuacji międzynarodowej pomiędzy Turcją a państwami Zachodu, głównie zaś z Holandią, możemy mieć do czynienia z zaniechaniem przez Ankarę działań, których podjęła się w ubiegłym roku w wyniku porozumienia z Unią Europejską.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl