Zamach terrorystyczny w Londynie w mediach liberalnych został określony mianem „incydentu”, tak jakby nie zdarzyło się nic tragicznego. Poprawność polityczna na niewiarygodną wręcz skalę zamyka usta ludziom, którzy poddają się autocenzurze. Jest duże prawdopodobieństwo, że ta sytuacja otworzy nową falę zamachów. O co chodzi zamachowcom? Z jednej strony to oczywiste – o wytworzenie psychozy strachu. Ale po co ten strach? Islamiści nie znają innej metody dochodzenia do władzy. Prawo do jej sprawowania ma ten, który zarządza na danym terytorium strachem. Tak wygląda nie tylko Państwo Islamskie, ale również wiele innych państw w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Drogą do tego celu jest zradykalizowanie społeczności muzułmańskich zamieszkujących Europę. Zaostrzenie represji przez służby państw europejskich musi zatem prowokować reakcję kolejnych grup młodych muzułmanów. I tak np. z jednej strony zamknięcie przez władze niemieckie meczetu salafickiego w Kassel jest sukcesem. Z drugiej strony bardzo prawdopodobna będzie zemsta wyznawców uczęszczających do tego meczetu. Różne akcje pacyfikacyjne wymierzone w niektórych duchownych i niektóre organizacje islamskie na Zachodzie tylko na chwilę osłabiają ich możliwości działania.
Zatem nawet bardzo profesjonalne akcje służb przeciw islamistom niewiele dadzą, jeśli Zachód nie zrozumie, że musi wrócić do swoich korzeni. Największą przyczyną jego słabości jest upadek kulturowy wyrażający się odcięciem od własnych korzeni, a skutkujący zapaścią demograficzną. Świat islamski w wielu częściach świata się radykalizuje. Zachód zaś wymiera w każdym tego słowa znaczeniu.
Na koniec pozostaje pytanie, w jaki sposób zamachy wpłyną na europejską scenę polityczną. Zmiany w niektórych państwach zaszły już wcześniej. Wprawdzie w Holandii nie wygrała eurosceptyczna Partia Wolności, ale państwo to weszło w ogromny spór z Turcją, co może zaowocować zerwaniem przez Ankarę porozumienia z Brukselą co do zatrzymania kolejnej fali uchodźców. Konflikt z Ankarą to również perspektywa radykalizacji mniejszości tureckiej na naszym kontynencie, która do tej pory była uważana za względnie spokojną w porównaniu do imigrantów arabskich. Przed nami wybory prezydenckie we Francji, a dalej parlamentarne w Niemczech. Przy jakimś dalszym nasileniu aktów terroru scena polityczna w tych krajach może zostać przemodelowana. Szczególnie ważny jest tutaj Paryż, z uwagi choćby na fakt radykalnych poglądów Marine Le Pen. We Francji od wielu miesięcy mamy do czynienia ze stanem wyjątkowym. Sytuacja od strony państwowo-społecznej jest nienormalna. Można się zatem spodziewać bardzo różnych zachowań wśród zdesperowanych wyborców.
Pozostaje jeszcze problem Unii Europejskiej. Przedstawiciele Komisji Europejskiej ponownie wrócili do kwestii relokacji uchodźców. Jeśli tego typu pomysły będą kontynuowane, wychodzenie z Unii Europejskiej nie zakończy się na Brexicie. I nic tutaj nie dadzą zaklęcia w stylu „budujmy Europę drugiej prędkości”.

